Tomasz Błeszyński, doradca na rynku nieruchomości, ocenia, że sen z powiek polskim pośrednikom spędzają niesłowni klienci. – Są tacy, którzy nie biorą żadnej odpowiedzialności za słowo. Nie przyjdą na umówione spotkanie, nie odbiorą telefonu, nie odwołają wizyty, a pośrednik czeka i traci czas, w którym mógłby przygotować inną transakcję – opowiada Tomasz Błeszyński.
Michał Niewiński, pośrednik z agencji Mieszkanie 24.com, pamięta właściciela nieruchomości, który nie dotarł na podpisanie aktu notarialnego. – A transakcja była potwierdzona jeszcze dziesięć minut przed spotkaniem. Sprzedający nie dotarł do kancelarii, nie odbierał telefonów. Zadzwoniliśmy więc z innego numeru. Odebrał, ale powodu wycofania się z transakcji nie podał – wspomina Michał Niewiński. – Było to dla nas bardzo niezręczne. Musieliśmy się tłumaczyć przed kupującym.
Oglądacze domów
Inni klienci zapewniają, że są perfekcyjnie przygotowani do sprzedaży. – Mówią, że mają wszystkie dokumenty, że nieruchomość nie ma żadnych wad i obciążeń. Nic, tylko kupować. A kiedy proszę o uzupełnienie dokumentacji, zaczynają się schody. Tego nie ma, tamto trzeba skądś wydobyć, a przecież sprzedający ma ważniejsze sprawy na głowie niż szukanie papierów – wzdycha Tomasz Błeszyński. – Niektórzy nie mają czasu nawet na spotkanie z klientem, który jest zainteresowany nieruchomością. Bywa i tak, że żaden z proponowanych przez pośrednika terminów im nie pasuje. Robią wielką łaskę, że się zgodzą pokazać nieruchomość kupującemu. A potem pojawiają się pretensje, że pośrednik jeszcze mieszkania nie sprzedał, że to wszystko zbyt długo trwa – mówi doradca.
Jego zdaniem jednym z największych koszmarów pośredników są nieszczerzy klienci ukrywający swoje zamiary. – Przychodzą do biura i zapewniają, że chcą kupić mieszkanie czy dom. A pośrednik wierzy w ich dobre intencje. Często są to osoby na eksponowanych stanowiskach. Tymczasem niektórzy chcą sobie jedynie pozwiedzać cudze domy – z nudów, dla zabicia czasu. Inni pod pretekstem kupna mieszkania sondują rynek. Sprawdzają, co oferuje konkurencja, jakie ceny dyktują sąsiedzi, a potem wystawiają na sprzedaż własną nieruchomość – tłumaczy Tomasz Błeszyński. – Zanim pośrednik zorientuje się w zamiarach klienta, straci mnóstwo czasu i poniesie koszty.
Tomasz Błeszyński miał kiedyś klienta, który wraz z żoną obejrzał kilkanaście domów. Żaden nie przypadł mu do gustu. Przyparty do muru klient przyznał, że chciał sobie tylko pooglądać. – Dla pośrednika, który stracił kilkadziesiąt, a nierzadko kilkaset godzin, to koszmar – nie ukrywa doradca.