Od kilku tygodni delfin butlonosy, którego nazwano Zafar, towarzyszył kąpiącym się i pływającym w wodach Oceanu Atlantyckiego przy plażach Brestu. Zabawiał dzieci i trzymał się blisko kajakarzy.
Przez dłuższy czas delfin nie przeszkadzał pływającym i stał się lokalną atrakcją, ale jego dążenia do nawiązania bliższych kontaktów z ludźmi zaniepokoiły lokalne władze.
Tym bardziej, że coraz więcej osób, które miały styczność z Zafarem, skarżyło się, iż jego chęć nawiązania kontaktu jest coraz bardziej natrętna.
Czytaj także: Francja likwiduje "wodne cyrki"
Trzymetrowy ssak nawet na płytkich wodach ocierał się o łódki, kajaki i ludzi. Jeden z kajakarzy skarżył się, że delfin przeskoczył mu nad głową, hiszpański turysta żalił się, że "delfin próbował wejść z nim w interakcję", a kobietę pływającą w oceanie musieli na brzeg sprowadzić ratownicy, bo towarzyski delfin zagradzał jej drogę powrotną na stały ląd.
Po tym, jak delfin wyskakując z wody trącił nosem pływającą kobietę, władze Brestu zakazały pływania i nurkowania wszędzie tam, gdzie zarejestrowano obecność Zafara, a także w odległości 50 m od delfina.
Burmistrz Brestu Roger Lars tłumaczy, że decyzja spowodowana jest troską o bezpieczeństwo pływających, bo duże zwierze nawet niechcący może zranić płetwą ogonową.
Z kolei miejscowy adwokat Erwan Le Corne ocenia restrykcje jako bezpodstawne. - Ile było wypadków związanych z delfinami, odkąd istnieje człowiek i delfin? Żadnego - twierdzi.
W towarzystwie Zafara