Furgonetka z lwem Cezarem została uprowadzona z parkingu przy lunaparku. Nie była oznakowana jako własność cyrku, nie było też na niej informacji, że w środku jest żywe zwierzę.

Auto odnaleziono jeszcze w środę - dzięki telefonowi od anonimowego informatora. Stało rozbite na znaku drogowym niedaleko Wuppertalu w zachodnich Niemczech, około dwóch kilometrów od miejsca kradzieży. Silnik pracował, kierowcy nie było.

Policja nie od razu zorientowała się w powadze sytuacji, mimo że dyrekcja Circus Probst zgłosiła kradzież. Funkcjonariusze odholowali samochód na policyjny parking i zostawili go tam na noc. Dopiero dziś rano ktoś zorientował się, że w środku jest lew. - Był spokojny i w dobrej formie - opowiada serwisowi internetowemu [link=http://www.thelocal.de/society/20091111-23203.html" "target=_blank]thelocal.de[/link] rzeczniczka policji w Wuppertalu, Claudia Otto.

Dyrekcja cyrku i policja podejrzewają, że złodziej nie miał świadomości, co ukradł. Być może zorientował się dopiero słysząc pomruki głodnego i spragnionego zwierzęcia. Niewykluczone, że to właśnie tak go wystraszyło, iż stracił panowanie nad kierownicą.

- Cezar ma się dobrze. Nie ma powodów do niepokoju - mówi agencji AFP rzecznik cyrku Laurens Thoen.

Złodziej pozostaje na wolności.