Nie ma dziś, zwłaszcza w młodym pokoleniu, pytania: „Czy być celebrytą?" A już na pewno: „Po co być celebrytą?" Dla pieniędzy – to oczywiste. Jedyne pytanie brzmi: „Jak?" Jak sprawić, by tabloidy przybiegały z dyktafonami na każde opalanko, każdy spacerek z piesiuniem, każde sakramentalne „tak" i „nie", pierwszą kupkę dzidzi, szarpanie się o dzidzię w sądzie z „ostatnim debilem/ostatnią idiotką", z którym/którą jeszcze przed chwilą pozowało się do zdjątek. Celowo piszę te zdrobnionka, bo to jeden z wyróżników klasycznego polskiego celebryty, który na planie telewizyjnego tasiemca nie ma zdjęć, ale zdjątka, a operator Jerzy to dla niego Jureczek za kamerką. Tak trzeba.