[wyimek][b]Masz uwagi?[link=http://blog.rp.pl/zwierzeta/2010/05/19/113/" "target=_blank]Skomentuj na blogu[/link][/b] lub napisz list na [mail=zwierzetailudzie@rp.pl]zwierzetailudzie@rp.pl[/mail][/wyimek]

Jak dowiedziała się "Rz", Ruch na rzecz Zwierząt Viva! zbiera wśród organizacji i osób zaangażowanych w ochronę praw zwierząt podpisy pod apelem do marszałka. Domaga się w nim, by zaprzestał działalności myśliwskiej i zrzekł się członkostwa w Polskim Związku Łowieckim.

– Zabijanie zwierząt dla przyjemności uznajemy za moralnie niedopuszczalne. Niepokoi nas więc, że ktoś, kto ma spore szanse, by zostać wybrany na prezydenta, oddaje się takiej pasji – mówi Cezary Wyszyński z fundacji Viva!. Do niedawna marszałek Sejmu nie ukrywał, że jest zapalonym myśliwym. Jednak w kampanii wyborczej okazało się to drażliwym tematem.

Zaczęło się od e-maili, jakie rozsyłali sobie internauci. Dzielili się zdjęciem zajączka, przy którym umieszczono napis: "Kaczyński dokarmia zwierzątka, Komorowski do nich strzela".

Teraz do akcji włączyły się organizacje ekologiczne.

– Prezydent powinien dawać dobry przykład. Człowiek, który zabija dla przyjemności, nie daje gwarancji, że będzie bronił praw słabszych – dodaje prof. Magdalena Środa, która jest jednym z pomysłodawców akcji.

Prócz względów społecznych i humanitarnych padają również poważniejsze argumenty. "Nie chcemy, by wizerunek naszego kraju ucierpiał na arenie międzynarodowej. W krajach starej Unii pasja myśliwska jest źle widziana, marginalizowana i ośmieszana" – piszą autorzy apelu.

– Jest spora grupa osób, dla których dbałość o prawa zwierząt jest naprawdę istotna. Oni może nie pójdą głosować na kogoś innego, ale na pewno nie zagłosują na myśliwego – przekonuje Grzegorz Lindenberg z Koalicji dla Zwierząt.

Miłośnicy zwierząt powołują się przy tym na jeden z sondaży, w którym instytut Homo Homini zapytał, czy dla wyborców ma znaczenie pasja łowiecka Bronisława Komorowskiego. 64 proc. badanych odpowiedziało, że nie. Ale aż 15 proc. stwierdziło, że tak. Kalkulacja jest więc prosta. Zakładając, że do wyborów prezydenckich pójdzie ok. 15 mln Polaków (tak było w wyborach prezydenckich w 2005 r.), z których ok. 45 proc. mówi, że jest gotowa poprzeć kandydata PO, można wyliczyć, że dla ok. miliona myślistwo marszałka nie będzie bez znaczenia. Sztab Platformy zdaje sobie sprawę z niebezpieczeństwa, jakie dla kandydata może stanowić krwawe hobby.

Autopromocja
Bezpłatny e-book

WALKA O KLIMAT. Nowa architektura energetyki

POBIERZ

– Bronisław Komorowski rozstał się z dubeltówką i skończył z myślistwem – ogłosił szef Klubu PO Grzegorz Schetyna w Radiu Zet.

– Przeszedł na łowy bezkrwawe za pomocą aparatu fotograficznego – twierdzi z kolei Małgorzata Kidawa-Błońska, rzeczniczka sztabu. Ale zapewnia, że nie ma to związku z kampanią, lecz z namowami ze strony rodziny.

Schetyna przyznaje jednak, że były w tej sprawie naciski ze strony partyjnych kolegów.

Czy autorzy apelu są usatysfakcjonowani?

– To nie rozwiązuje sprawy – zaznacza Cezary Wyszyński. – Będziemy się domagać publicznej deklaracji o rezygnacji z członkostwa w kole łowieckim.

Magdalena Środa obiecuje z kolei, że organizacje prozwierzęce sprawdzą, czy marszałek dotrzyma słowa.