Po wczorajszej publikacji "Rz", w której ujawniliśmy, że większość osób biorących udział w opiniowaniu leków na listę refundacyjną jest finansowana przez koncerny farmaceutyczne, część polityków domaga się wprowadzenia większej przejrzystości do tego procesu. - Chodzi o weryfikację, czy informacje w rejestrze korzyści są pełne i prawdziwe - mówi "Rz" Arkadiusz Mularczyk, szef Klubu Solidarnej Polski. - Będziemy się domagać także od ministra zdrowia wyjaśnień, dlaczego wymóg ujawnienia podróży sponsorowanych wypadł z nowej ustawy lekowej, którą uchwalił Sejm - zaznaczył. Podkreślił, że brak takiego wymogu daje ogromne pole do nadużyć.

Czy CBA prześwietli rejestry? Biuro nie chce jeszcze komentować sprawy.

Wczoraj w "Rz" pisaliśmy o związkach firm farmaceutycznych z ekspertami, na które wskazują opublikowane przez resort zdrowia rejestry korzyści kilkudziesięciu osób (m.in. 12 członków Rady Konsultacyjnej Agencji Oceny Technologii Medycznych, których powołuje minister zdrowia, oraz ekspertów ds. gospodarki lekami). Dokumenty znalazły się w Internecie pod koniec listopada zeszłego roku. To pierwszy taki przypadek. Obowiązek ujawniania rejestrów korzyści tych osób wprowadziła znowelizowana w 2008 r. ustawa o świadczeniach opieki zdrowotnej finansowanych ze środków publicznych.

Wśród rekordzistów, jeśli chodzi o umowy z koncernami, znaleźli się m.in. prof. Edward Czerwiński, endokrynolog, kierownik Zakładu Chorób Kości i Stawów w Collegium Medicum UJ, prof. Ryszard Kurzawa, kierownik Kliniki Alergologii i Pneumonologii Instytutu Gruźlicy i Chorób Płuc w Rabce Zdroju, prof. Wiesław Jędrzejczak, konsultant krajowy ds. hematologii.

Wszyscy w rozmowie z "Rz" tłumaczyli, że dzięki wyjazdom i szkoleniom dowiadują się o różnych niekorzystnych skutkach danych leków, zanim zostanie to upublicznione. - Najlepiej byłoby wziąć ludzi, którzy nie mają żadnego konfliktu interesów i nigdy nie mieli żadnych umów z firmami farmaceutycznymi, ale to praktycznie niemożliwe - wyjaśniał "Rz" prof. Kurzawa. Podkreślił, że wyłącza się z opiniowania leków, które są produkowane przez finansujące jego wykłady lub badania firmy.

Z problemu zdaje sobie sprawę Marek Balicki, były minister zdrowia: - Najlepiej byłoby ograniczyć do minimum uznaniowość wpisywania leków na listy leków refundowanych.