Po trwającym blisko dwa lata postępowaniu w sprawie działalności internetowego portalu związanego z lewacką ekstremą warszawscy prokuratorzy zamknęli śledztwo.
– Prokurator zadecydował o umorzeniu postępowania w wątkach dotyczących publicznego nawoływania do popełnienia przestępstwa lub pochwalania go, propagowania totalitarnego ustroju państwa oraz publicznego znieważania grupy ludności z powodu jej przynależności narodowej, etnicznej, rasowej, wyznaniowej – potwierdza prokurator Agnieszka Muł.
– Ta decyzja pokazuje, że ciągle istotnym problemem jest egzekwowanie odpowiedzialności za propagowanie komunizmu – komentuje dr Sławomir Cenckiewicz, historyk, były pracownik IPN.
Postępowanie w sprawie działalności LBC wszczęto w czerwcu 2008 r. na polecenie Prokuratury Krajowej. Media ujawniły wówczas, że na portalu kierowanym przez Michała Nowickiego wzywa się do przeprowadzenia rewolucji komunistycznej oraz napadów na księży i przedsiębiorców.
„Sami wykończymy polską burżuazję i jej łańcuchowe psy” – pisał Nowicki.
W lutym 2009 r. Dawid Jakubowski, były współpracownik Nowickiego, ujawnił „Rz”, że szefowi LBC marzyły się mordy polityczne. – Jedyne, co miał do powiedzenia, to, że napisze na nowo historię, a burżuazję trzeba wyrżnąć. Mówił: „Poleje się krew, ale tego nie trzeba się bać” – relacjonował Jakubowski.
Michał Nowicki pozostanie bezkarny. Dlaczego? – Nie stwierdzono znamion przestępstwa – ucina Agnieszka Muł.
– Bardzo dziwna decyzja prokuratury. W działaniach LBC granica wolności słowa została znacznie przekroczona – uważa prof. Ryszard Terlecki, historyk UJ i poseł PiS.
Portal LBC nawoływał też do niszczenia miejsc pamięci narodowej. W efekcie młodzi komuniści zdewastowali obelisk w Górze Kalwarii i pomnik WiN w Lublinie. Zdjęcia zdewastowanych miejsc zamieścili na swojej stronie. Postępowanie w tej sprawie też umorzono.
– To decyzja jak z peerelowskiej przeszłości – komentuje płk Jan Podhorski, żołnierz Narodowych Sił Zbrojnych. – Prokuratura zapomniała, że w Polsce obowiązuje ustawa zakazująca propagowania komunizmu i symboli totalitarnych.
– Nie znam sprawy, ale może w tym wypadku prokuratura uznała, że takie propagowanie nie miało miejsca– mówi były premier Józef Oleksy.
[i]masz pytanie, wyślij e-mail do autora
[mail=w.wybranowski@rp.pl]w.wybranowski@rp.pl[/mail][/i]