„Rz” ujawniła, że tłumaczenie dokumentów ekstradycyjnych zatrzymanego w listopadzie 2007 r. w Niemczech Henryka Stokłosy różni się od niemieckiego oryginału. Kierując się błędnym przekładem, prokurator w grudniu 2008 r. rozszerzył listę zarzutów wobec podejrzanego głównie o korupcję biznesmena. Wykroczył tym samym poza treść europejskiego nakazu aresztowania, do czego nie miał prawa.

Aby naprawić błąd, prokuratura musi wystąpić do sądu w Celle o usankcjonowanie zarzutów sprzed dwóch miesięcy.

– W tej chwili przeglądamy i analizujemy materiał dowodowy zgromadzony w sprawie Henryka S. Chcemy sprawdzić, czy nie istnieją podstawy do postawienia mu jeszcze innych zarzutów – mówi Renata Mazur, rzecznik Prokuratury Okręgowej Warszawa-Praga. Jeśli tak się stanie, wniosek do niemieckiego sądu zostanie uzupełniony także o nie. – Chodzi o to, by później nie powtarzać całej procedury – dodaje Mazur.

Nie wiadomo, czy zamieszanie będzie miało wpływ na proces, który niebawem powinien się rozpocząć przed poznańskim sądem. – Naszym zdaniem nie powinien być on zagrożony. W akcie oskarżenia znalazły się wyłącznie zarzuty figurujące w ENA. Nowe zostały postawione później – twierdzi Mazur.

Procesem Stokłosy zainteresował się rzecznik praw obywatelskich. – Odpowiedzieliśmy mu, że są już wyznaczone terminy pierwszych rozpraw. Proces, zgodnie z planem, powinien ruszyć 1 kwietnia – mówi Agnieszka Weichert z biura rzecznika Sądu Okręgowego w Poznaniu.

Sąd poprosił prokuraturę o wyjaśnienie błędnego przekładu. Tymczasem prokuratura zdecydowała, że śledztwa w tej sprawie nie będzie.