Leżące na dwóch brzegach Warty miasto straciło 46 miejsc noclegowych, dostęp do muzeum i sal konferencyjnych. – W tak atrakcyjnym miejscu i cenie nie znajdę miejsc na szkolenie agentów ubezpieczeniowych – mówi Jacek Łożma z firmy Axa.

Gminna spółka Termy Uniejów, która zarządza obiektem, już odmówiła pobytu 23 zorganizowanym grupom. – Rozczarowane były głównie pary młode, które chciały mieć w zamku wesele – opowiada Wojciech Jakubowski, kierownik zamku.

Decyzję o zamknięciu warowni podjął w lipcu komendant powiatowej straży w pobliskich Poddębicach, bo uznał, że drogi ewakuacyjne są za długie. – Nieprawidłowości kwalifikują obiekt jako zagrażający życiu ludzi – mówi kapitan Arkadiusz Makowski, rzecznik Państwowej Straży Pożarnej w Łodzi.

Burmistrz Uniejowa Józef Kaczmarek się dziwi: – Przez lata kolejne kontrole straży niczego nie wykryły, do czasu, gdy w styczniu 2008 r. sami sprawdziliśmy stan bezpieczeństwa obiektu. Tydzień po naszej kontroli zamku pojawili się strażacy.

Obiekt dzierżawiło wtedy jeszcze Zrzeszenie Studentów Polskich. Strażacy dali mu czas na przeprowadzenie zmian. Choć ZSP nic nie zrobiło, przez ponad rok oferowało noclegi.

Burmistrz od początku kadencji chciał rozwiązać ze zrzeszeniem umowę najmu wygasającą w 2015 r. – ZSP nie inwestowało w zamek, popadał w ruinę – tłumaczy Kaczmarek. W końcu w marcu 2009 r. zrzeszenie przekazało obiekt gminie, która planowała, że urządzi w zamku hotel na 80 – 100 łóżek.

W urzędzie gminy zastanawiają się, czy decyzja strażaków nie jest odwetem za pozbycie się ZSP. – Byli ze sobą zaprzyjaźnieni – twierdzi burmistrz. – Dwa lata temu kontrolerzy ze straży mieli w zamku szkolenie i nie przeszkadzały im wtedy za długie drogi ewakuacyjne.

Kapitan Makowski takie sugestie nazwał insynuacjami.

Dla Uniejowa zamknięcie zamku to katastrofa. Już dziś brakuje miejsc noclegowych dla przyjeżdżających do tutejszych term. Przez ostatni rok odwiedziło je 190 tys. osób.