M, który przebywa w areszcie od 30 stycznia tego roku, jest podejrzany o przekroczenie uprawnień i działanie na szkodę spółki PGZ.
Śledczy podejrzewają, że były rzecznik szefa MON wraz z byłą urzędniczką tego ministerstwa Agnieszką M. spowodowali szkodę na niekorzyść spółki w wysokości ok. pół miliona złotych.
M., oraz były poseł PiS Mariusz Antoni K. usłyszeli też zarzuty „powoływania się wspólnie i w porozumieniu na wpływy w instytucji państwowej i podjęcia się pośrednictwa w załatwieniu określonych spraw celem uzyskania korzyści majątkowej w kwocie ponad 90 tys. zł” - pisze Onet.
Bartłomiej M., niegdyś najbliższy współpracownik Antoniego Macierewicza, stracił posadę w MON po zmianie na stanowisku ministra.
Powołanie go na stanowisko pełnomocnika zarządu państwowej Polskiej Grupy Zbrojeniowej ds. komunikacji, z zarobkami nawet 50 tys. zł, wywołało burzę w mediach.
Umowę z M. PGZ rozwiązała kilka dni po opublikowaniu tej wiadomości, jak podano - na wniosek samego M., a w tym samym czasie Jarosław Kaczyński zdecydował o zwieszeniu go w prawach członka PiS.
Bartłomiej M. wraz z pięcioma innymi osobami został zatrzymany pod koniec stycznia.
W maju są oddalił zażalenie obrońcy Bartłomieja M. i zdecydował o przedłużeniu aresztu o kolejne 2 miesiące.
Dzis sąd zdecydował, że były rzecznik MON może areszt opuścić, ale po wpłaceniu 100 tys. zł poręczenia.