"Kontakt cywilów z substancją był minimalny, epicentrum (ataku) znajdowało się w znacznej odległości od miejsca pobytu tych osób" - czytamy na kanale Pułku Azow w serwisie Telegram.

Pułk Azow podaje, że obecnie - ze względu na ostrzał - niemożliwe jest dokładne zbadanie miejsca domniemanego ataku z użyciem broni chemicznej. Obrońcy Mariupola zarzucają przy tym Rosjanom próbę "zacierania swoich własnych zbrodni".

Pułk publikuje też nagranie, na którym widać jednego ukraińskiego żołnierza, który odczuł skutki ataku. Dwaj pozostali wymagają stałej opieki medycznej.

Czytaj więcej

Putin przekonany, że osiągnie "szlachetne cele" wojny na Ukrainie

"Wśród cywilów w najgorszym stanie jest starsza kobieta. Główne symptomy użycia nieznanej substancji przez Rosjan to: zaczerwienienia na twarzy, wysokie ciśnienie, suchość i pieczenie w gardle, łzawienie oczu" - podaje Pułk Azow.

Obrońcy Mariupola twierdzą, że Rosjanie użyli trującej substancji, wywołującej głównie problemy z drogami oddechowymi.

"Jednakże, ze względu na całkowitą blokadę (miasta), analiza toksykologiczna jest niemożliwa. (...) głównym zadaniem jest monitorowanie stanu zdrowia żołnierzy i sprawdzanie potencjalnych konsekwencji zatrucia" - czytamy. 

Główne symptomy użycia nieznanej substancji przez Rosjan to: zaczerwienienia na twarzy, wysokie ciśnienie, suchość i pieczenie w gardle, łzawienie oczu

Pułk Azow na swoim kanale w serwisie Telegram

11 kwietnia Rosjanie mieli użyć w Mariupolu broni chemicznej, która wywołała u osób doświadczających jej zastosowania niewydolność oddechową. Poszkodowanych zostało trzech żołnierzy.