Kamil Kołsut: Euro 2024 to bajka tylko na chwilę

Euro 2024 będzie najnormalniejszym turniejem piłkarskim od lat, ale jeśli pomoże nam zapomnieć o polityce i cieszyć się futbolem, to jedynie na chwilę.

Publikacja: 15.06.2024 13:32

Kamil Kołsut: Euro 2024 to bajka tylko na chwilę

Foto: AFP

Szef komitetu organizacyjnego, a kiedyś wybitny reprezentant Niemiec Philipp Lahm widzi w tych mistrzostwach święto tolerancji i różnorodności oraz podkreśla, że choć jedna taka impreza nie uzdrowi świata, to piłka nożna musi odegrać swoją rolę w obronie demokracji. To rozsądne życzenie. Euro 2024 odbywa się bowiem w momencie, gdy populiści prężą muskuły i nie brakuje głosów, że nad Zachodem zbierają się czarne chmury.

Poparcie dla radykałów z Alternatywy dla Niemiec (AfD), Zgromadzenia Narodowego we Francji czy Partii Wolności w Holandii rośnie, a według sondażu stacji radiowo-telewizyjnej WDR 21 proc. Niemców chciałoby w reprezentacji więcej piłkarzy o jasnym kolorze skóry. To pokazuje, jak dużo zmieniło się za naszą zachodnią granicą od mundialu w 2006 roku, który był dla gospodarzy świętem inkluzywności, wspominanym do dziś jako „letnia bajka”.

Czytaj więcej

Euro 2024. Czy za reprezentację Polski będzie trzeba się wstydzić?

Euro 2024. Czy piłka nożna może uczyć tolerancji

Sukces turnieju oraz zróżnicowanej etnicznie reprezentacji miał wówczas jednoczącą moc, a dumą kraju był chociażby David Odonkor, czyli syn Niemki oraz Ghańczyka. Dziś są tacy, u których sceptycyzm budzi nawet urodzony w Gelsenkirchen, ale mający tureckie korzenie Ilkay Gundogan i nie wiadomo, czy zmienią to wyniki (pomocnik miał już swój udział w zwycięstwie nad Szkotami 5:1).

Jeszcze w 1998 roku to piłkarze uczyli Francuzów tolerancji, a dziś wiele reprezentacji składa się nie tylko z migrantów oraz ich dzieci, ale także zawodników wychowanych lub urodzonych poza granicami kraju, dla którego grają. Tylko tych ostatnich jest w kadrach uczestników turnieju ponad 80. To daje nadzieję, że życzenie Lahma się spełni.

Kuba Błaszczykowski, kiedy autorka jego biografii Małgorzata Domagalik zapytała, co jest takiego w piłce, że warto się dla niej poświęcić, powiedział: „Powietrze”

Podobnie, jak fakt, że Euro 2024 jest najnormalniejszym turniejem od lat. Dwa ostatnie mundiale organizowali przecież Władimir Putin (2018) oraz emir Kataru (2022), a poprzednie mistrzostwa Europy, nad którymi unosił się cień koronawirusa, rozparcelowano po całym kontynencie (2021). Euro 2024 odbywa się w jednym kraju, który ma piłkarskie tradycje oraz infrastrukturę, a piłkarze na mecze dojeżdżać będą pociągami. Ostatni raz tak zwyczajnie oraz rozsądnie było w 2016 roku we Francji.

Euro 2024. Futbol nie będzie wolny od polityki

Turniej nie będzie wolny od polityki. Trwa wojna w Ukrainie, a jej reprezentacja zmierzy się ze Słowakami, czyli drużyną kraju, którego premier flirtuje z Putinem. Cień Rosji unosi się nad Gruzją, gdzie niektórzy kadrowicze odważyli się zaprotestować przeciwko zaprojektowanej na wzór rosyjski ustawie o agentach zagranicznego wpływu

Czytaj więcej

Kamil Kołsut: Powołania na Euro 2024. Dlaczego Michał Probierz naraził się kibicom i sponsorom

Izrael zabija ludność cywilną w Strefie Gazy i choć tamtejszej reprezentacji na turnieju nie ma, to propalestyńskich demonstracji można się spodziewać, skoro odbywają się w całej Europie. Podobnie, jak tego, że w szatni Serbów znów zobaczymy flagę z zarysem terytorium kraju obejmującym Kosowo. Jeszcze w trakcie turnieju wybory parlamentarne zaplanowali Brytyjczycy oraz Francuzi.

Kuba Błaszczykowski, kiedy autorka jego biografii Małgorzata Domagalik zapytała, co jest takiego w piłce, że warto się dla niej poświęcić, powiedział: „Powietrze”. Może faktycznie podczas Euro 2024 odetchniemy, a piłka zjednoczy w radości konserwatystów i liberałów, demokratów i populistów, choćby tylko na chwilę. Piłkarski turniej to wprawdzie krótka bajka, ale historia uczy, że czasami może być także lekcją: braterstwa, tolerancji i zdrowego patriotyzmu. Nie traćmy nadziei.

Szef komitetu organizacyjnego, a kiedyś wybitny reprezentant Niemiec Philipp Lahm widzi w tych mistrzostwach święto tolerancji i różnorodności oraz podkreśla, że choć jedna taka impreza nie uzdrowi świata, to piłka nożna musi odegrać swoją rolę w obronie demokracji. To rozsądne życzenie. Euro 2024 odbywa się bowiem w momencie, gdy populiści prężą muskuły i nie brakuje głosów, że nad Zachodem zbierają się czarne chmury.

Poparcie dla radykałów z Alternatywy dla Niemiec (AfD), Zgromadzenia Narodowego we Francji czy Partii Wolności w Holandii rośnie, a według sondażu stacji radiowo-telewizyjnej WDR 21 proc. Niemców chciałoby w reprezentacji więcej piłkarzy o jasnym kolorze skóry. To pokazuje, jak dużo zmieniło się za naszą zachodnią granicą od mundialu w 2006 roku, który był dla gospodarzy świętem inkluzywności, wspominanym do dziś jako „letnia bajka”.

2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
EURO 2024
Kasperczak: Francja będzie gotowa, ale ma poważny problem
PIŁKA NOŻNA
Euro 2024. Czy za reprezentację Polski będzie trzeba się wstydzić?
Euro 2024
Michał Probierz: Jest postęp w przypadku Roberta Lewandowskiego
Komentarze
Michał Szułdrzyński: Krzykiem i przekleństwami prawa aborcyjnego się nie zmieni
Materiał Promocyjny
Mała Księgowość: sprawdzone rozwiązanie dla małych i średnich przedsiębiorców
Komentarze
Jerzy Haszczyński: USA szkodzą obozowi wolności, na którego czele chcą stać