Fernando Santos dowiedział się po tym meczu o polskich piłkarzach znacznie więcej, niż po trzech treningach. Dobierając pierwszą jedenastkę kierował się skromną wiedzą i polegał na podpowiedziach.
Być może ktoś mu zwrócił uwagę, że wśród wielu zdolnych zawodników jest Michał Karbownik z Fortuny Duesseldorf. Santos dał wiarę i spróbował. Chyba więcej tego błędu nie popełni.
Czytaj więcej
Fernando Santos mógł myśleć, że jako trener widział wszystko, ale nasi piłkarze go zaskoczyli. Nowe otwarcie, które obiecał Robert Lewandowski, nie...
Cała linia obrony była improwizacją. Kamil Glik leczy kontuzję, Jana Bednarka lekarze ledwo postawili na nogi, Jakub Kiwior gra w nowym klubie ogony. Do tego Matty Cash musiał zejść z boiska już w ósmej minucie. Wcześniej został bardzo łatwo ograny, a z tej akcji padł drugi gol.
Pomocników było pięciu, tyle że ze sobą nie współpracowali. Nic dziwnego, że w tej formacji Santos przeprowadził aż trzy zmiany. Kiedy na boisko weszli Karol Świderski (bardzo aktywny w drugiej linii i w ataku), Nicola Zalewski i Damian Szymański, gra się wyrównała. Szymański nie jest wirtuozem techniki, ale to on strzelił honorową bramkę.
Przegraliśmy z kilku powodów. Po pierwsze: Fernando Santos nie zna jeszcze zawodników. Kiedy pozna i zobaczy kto się nadaje, to może zdoła znaleźć tym graczom pozycje dla dobra drużyny. Po drugie: zawodnicy wyszli na boisko jak na trening i dali się zaskoczyć. Po trzecie: nie potrafili znaleźć odpowiedzi na agresywna grę Czechów. Po czwarte: napastnicy nie są w formie, Robert Lewandowski ma problem w Barcelonie, a Karol Świderski strzelił po raz ostatni bramkę dla reprezentacji we wrześniu.
Fernando Santos zaczął podobnie jak Leo Beenhakker. Jego reprezentacja najpierw przegrała 0:2 z Danią, potem 1:3 z Finlandią w Bydgoszczy i zremisowała z Serbią w Warszawie. Niektórzy dziennikarze, podpuszczani przez polskich trenerów już Holendra zwalniali. A on w piątym meczu poprowadził Polskę do zwycięstwa nad Portugalią, a potem do awansu na mistrzostwa Europy.
Nim zaczniemy zwalniać Santosa to dajmy mu popracować.