W niedzielę pierwsza tura wyborów prezydenckich we Francji. W mediach dominuje scenariusz, że do drugiej tury przechodzą Manuel Macron i Marine Le Pen, a później wgrywa ten pierwszy. Podpisuje się pan pod tym?
Patrząc przez pryzmat sondaży, scenariusz ten wydaje się najbardziej prawdopodobny. Trzeba jednak pamiętać, że w ostatnich latach sondaże zawodziły nas już kilka razy, więc niczego nie można przesądzać. Musimy też pamiętać, że 25 proc. wyborców wciąż jest niezdecydowanych. To bardzo duży odsetek i trudno przewidzieć, jak rozłożą się te głosy. A jeśli popatrzymy na czwórkę głównych kandydatów, to dzieli ich raptem kilka punktów procentowych, dlatego żaden scenariusz nie jest przesądzony. Od wyników tych wyborów będą zależeć nastroje na globalnych rynkach finansowych.