Po czwartkowej sesji można powiedzieć: „a miało być tak pięknie". Dzień na GPW zaczął się w zielonych barwach. WIG20 otworzył się luką wzrostową i po godzinie rósł o 0,7 proc. do 2466 pkt, oddalając się od wsparcia w postaci 200-sesyjnej średniej kroczącej. Na tym jednak popis siły byków się zakończył. Później rynek spadał, uginając się pod własnym ciężarem, bowiem ani z zagranicy, ani z kalendarium makroekonomicznego nie napłynęły żadne istotne informacje. Wyglądało to trochę tak, jakby z GPW uchodziło powietrze. Na finiszu, zamiast złapać ostatni wdech, rynek niemal wyzionął ducha. W ciągu kilkunastu minut WIG20 z poziomu środowego zamknięcia znalazł się 1,1 proc. pod kreską i zakończył dzień na sesyjnym minimum 2423 pkt. Notowania wróciły więc pod 200-sesyjną średnią kroczącą, co znów zwiększa ryzyko pogłębienia korekty. Pozostałe indeksy – mWIG40 i sWIG80 – utrzymały się wprawdzie na plusach (po 0,13 proc.), ale oddały lwią część porannego dorobku byków.