Oficjalne bankructwo Grecji zostało ogłoszone tydzień temu przez Międzynarodowe Stowarzyszenie Swapów i Derywatów (ISDA), czyli branżową organizację. Uznała ona, że uruchomienie przez grecki rząd tzw. klauzul wspólnego działania, czyli przepisów zmuszających inwestorów do wzięcia udziału w restrukturyzacji długu, oznacza niewypłacalność państwa greckiego. To największe bankructwo w historii. Restrukturyzacja objęła dług warty nominalnie 206 mld euro.
Cień Argentyny
Przedtem największym bankructwem w historii była plajta Argentyny w grudniu 2001 r. W wyniku ciężkiego kryzysu gospodarczego rząd w Buenos Aires przestał obsługiwać obligacje warte 81 mld USD, znacjonalizował prywatne fundusze emerytalne, zamroził depozyty w bankach i obciął płace w budżetówce. Argentyński PKB spadł w następnym roku o 11 proc., a kraj został odcięty na wiele lat od międzynarodowych rynków finansowych.
Restrukturyzacja zadłużenia w przypadku Argentyny postępowała (i nadal postępuje) długo i opornie. Umożliwiło ją dopiero mozolne odbudowywanie gospodarki przez ekipę prezydenta Nestora Kirchnera rządzącego krajem od 2003 r. Dewaluacja peso aż o 70 proc. w stosunku do dolara (przeprowadzona na przełomie 2001 i 2002 r.) pozwoliła Argentynie odzyskać konkurencyjność i skorzystać w późniejszych latach z eksportowego boomu.
Buenos Aires musiało się dogadać z blisko pół milionem inwestorów, w tym drobnymi ciułaczami w sprawie zmiany warunków spłaty 152 rodzajów długu denominowanego w sześciu walutach oraz podlegającego reżimom prawnym ośmiu krajów. Ekipa prezydenta Kirchnera wybrała stosunkowo proste, acz bolesne dla inwestorów rozwiązanie. Stworzyła giełdę wymiany długu, na której zamieniała niespłacone obligacje na nowe, warte 25 – 35 proc. tego, co stary dług, i czasem o dłuższym terminie zapadalności. W wyniku tej operacji dług publiczny Argentyny zmniejszył się w ciągu jednego kwartału ze 126,5 mld USD do 63,5 mld USD. W czerwcu 2010 roku rząd ponownie otworzył giełdę obligacji. Zrestrukturyzowano wówczas dług warty 12,9 mld USD.
W obu turach restrukturyzacji uczestniczyło 92,6 proc. uprawnionych do tego inwestorów. Ci, którzy nie skorzystali z tej oferty, wciąż walczą w sądach o to, by Argentyna zwróciła im zainwestowane pieniądze. Dziesięć lat po bankructwie kraj wciąż jest uważany za ryzykowny do lokowania kapitału.
Urugwajski wzór
Przykładem udanej restrukturyzacji długu jest inne latynoamerykańskie państwo. Urugwaj był w latach 90. szybko rozwijającym się krajem, uznawanym za solidnego dłużnika. Kryzys w Argentynie z 2001 r. wpędził go jednak w poważne kłopoty. Kurs urugwajskiego peso się załamał, nominalny PKB (liczony w dolarach) w pierwszym półroczu 2002 r. spadł o blisko 50 proc., cztery duże banki kontrolujące
30 proc. rynku zbankrutowały, a rezerwy banku centralnego stopniały o 80 proc. „Financial Times" pisał wówczas, że kraj potrzebuje „cudu podobnego do zwycięstwa w Pucharze Świata w 1950 r.", by przetrwać. Wkrótce potem społeczność międzynarodowa zapewniła Urugwajowi 1,8 mld USD pomocy finansowej, czyli pakiet ratunkowy zbliżony do 20 proc. jego PKB. Pakiet nie rozwiązał jednak problemu. Kraj był de facto bankrutem i musiał rozmawiać z wierzycielami o restrukturyzacji.
Przeprowadził ją, ale w nowatorski sposób. Uznał, że sam, bez pomocy MFW, wynegocjuje z wierzycielami dobrowolne przedłużenie terminu spłaty swojego długu. Ówcześni urugwajscy decydenci przekonywali wierzycieli podczas tych negocjacji, że ich kłopoty ze spłatą długów nie są właściwie problemem związanym z wypłacalnością kraju, ale z płynnością na rynkach. W związku z tym za kilka lat, gdy sytuacja gospodarcza się poprawi, będą w stanie spłacić długi w całości.
To nowatorskie podejście przyniosło sukces. W wymianie długu na obligacje o później-szej dacie zapadalności wzięło udział 99 proc. krajowych wierzycieli oraz blisko 90 proc. zagranicznych. W ciągu kilku miesięcy sytuacja na rynku długu się unormowała. Szybko podniosła się też urugwajska gospodarka. O ile w 2002 r. PKB spadł o 7,1 proc., o tyle w 2003 r. wzrósł już o 2,3 proc., a przez kilka kolejnych lat wzrost zbliżony był do 4 proc.