[b]Nazywam się:[/b] Leszek Korusiewicz.

[b]Urodziłem się:[/b] w Katowicach-Bogucicach i mieszkałem tam przez kolejne 24 lata. Do dziś mam sentyment do szarych blokowisk i betonowych placów zabaw.

[b]Studiowałem:[/b] filozofię oraz reżyserię filmową.

[b]Pierwszym filmem, który zrobił na mnie wrażenie był:[/b] „Terminator” (ten pierwszy) opowiedziany mi przez ojca, podczas spaceru na Skrzyczne. Miałem wtedy mniej więcej 10 lat i nie byłem wpuszczany do kina na filmy od lat osiemnastu. Opowieść taty była dużo bardziej sugestywna, niż sam film, który obejrzałem kilka lat później na domowym VHS. Zawiodłem się.

[b]Filmowy kadr, który ostatnio poruszył mnie w kinie to:[/b] scena prezentacji „karuzeli Kodaka” z kompletnie nie znanego u nas, a genialnego serialu „Mad Men”, który jest dla mnie najlepszym podręcznikiem reżyserii filmowej. Subtelność niedopowiedzeń osiąga w tym serialu moc dynamitu. To, czego ostatnio brakuje we współczesnym kinie paradoksalnie coraz częściej znajdujemy w telewizji (niestety nie w naszej).

[b]Postanowiłem zostać reżyserem by: [/b]się nie zestarzeć.

[b]Moimi filmowymi mistrzami są:[/b] Roman Polański za „Dziecko Rosemary” i „Lokatora”, Quentin Tarantino za „Wściekłe psy”, Mike Nichols za „Absolwenta”, Michel Gondry za „Zakochanego bez pamięci”.

[b]Pierwszy film nakręciłem:[/b] pierwszego w ogóle nie nakręciłem ... i bardzo dobrze.

[b]Inspiracją do najnowszego obrazu było:[/b] wyobrażenie sobie samotnego domku na słonecznym górskim zboczu – w środku rozkładają się ciała młodego małżeństwa ...

Autopromocja
ORZEŁ INNOWACJI

Ogłoszenie wyników konkursu już 28 września

Dowiedz się więcej

[b]Najważniejsze w moim filmie jest:[/b] napięcie.

[b] Tytuł mojego filmu rozumiem następująco:[/b] Szelest to delikatny ale znaczący dźwięk – taki też charakter mają kolejne zdarzenia w „Szeleście”.

[b]Cd. nastąpi... (czyli, co w najbliższych planach)...[/b] coś całkiem innego.