I znów leją się hektolitry krwi, latają wnętrzności i fragmenty kończyn, a humanoidalne, ślepe istoty wgryzają się w ludzkie ciała. Wrażliwsi za sprawą tych obrzydliwości mogą zwymiotować.
Zabrakło tylko tajemnicy i elementów zaskoczenia. Bowiem mniej więcej od połowy pierwszego „Zejścia” wiadomo, kto atakuje sześć przyjaciółek, które – szukając mocnych wrażeń – wybrały się na wyprawę w głąb niezbadanych wcześniej jaskiń w Appalachach.
Drugi film zaczyna się dokładnie w tym miejscu, gdzie pierwszy się skończył. Ocalała tylko jedna z nich, Sarah (MacDonald). Ale niczego nie pamięta – zszokowany mózg wykasował z pamięci traumatyczne przeżycia.
Szeryf (O’Herlihy) zmusza ją, by ponownie zeszła do jaskiń, aby pomóc ekipie ratunkowej w poszukiwaniu zaginionych dziewcząt. Ponowne zanurzenie się w klaustrofobiczne, oświetlane jedynie światłem latarek wnętrza uruchamia jej pamięć i odsłania krwawe koszmary.
Sarah już wie, co czeka nieświadomych niebezpieczeństwa i nazbyt pewnych siebie ratowników. Podziemne stwory nie przepuszczą nikomu.
Jest jednak coś, co wyłamuje oba „Zejścia” ze schematu gatunku. W pierwszej części mężczyzn nie ma w ogóle. W drugiej, co prawda się pojawiają, ale są tak nieinteresujący, że jako pierwsi giną.
[i] W. Brytania 2009, reż. Jon Harris, wyk. Shauna MacDonald, Natalie Jackson, Mendoza, Krysten Cummings, Anna Skellern [/i]