„Rzeczpospolita”: Jak wyczarowuje się na ekranie świat z końca XIX wieku?

Piotr Sobociński Jr: Tak samo jak wszystkie inne światy. Przy każdym projekcie czytam scenariusz, zamykam oczy, widzę film w głowie, montuję go w mojej wyobraźni. Dopóki nie jest on przeze mnie i przez moje emocje przepuszczony, nie mogę spokojnie zasypiać. Przewijam te obrazy w tył i w przód. A potem one się powoli układają i staram się je odtworzyć na planie.

Reklama
Reklama

 Ale świat sprzed ponad wieku trudno dziś chyba przed kamerą zbudować?

Z filmu na film coraz trudniej, bo budżety nie rosną. Jednak w „Lalce” produkcja stworzyła nam wspaniałe warunki. Mieliśmy czas na przemyślenie i przekonsultowanie wszystkiego, na odbiór dekoracji, na poprawki, oświetlenie. Mogliśmy też na planie poczekać na odpowiednią porę dnia. Dziś coraz częściej ekipa podczas zdjęć walczy o przetrwanie. Tu mieliśmy wyjątkowy komfort pracy. 

 „Lalka” jest piękną pocztówką starej Warszawy.

Długo rozmawialiśmy o tym z reżyserem, scenografami. Bardzo chcieliśmy tę dawną Warszawę pokazać. Robiłem kiedyś z Jankiem Komasą dokument o Powstaniu Warszawskim, który był złożony z oryginalnych materiałów. Byłem tam odpowiedzialny za korekcję barwną. Do czarno-białych bardzo zniszczonych materiałów dodaliśmy kolor, który w przedwojenną Warszawę tchnął życie. Teraz, kiedy cofnęliśmy się jeszcze dalej, chcieliśmy najlepiej, jak potrafimy oddać koloryt tego miasta.

Czytaj więcej

Uszanujmy obie „Lalki” zanim Władimir Putin ześle nas na Syberię

Mało jest w waszym filmie Warszawy nędznej, którą przecież Bolesław Prus też opisywał.

Tę ubogą Warszawę trzeba by było budować praktycznie od zera. Ale już na etapie scenariusza zrozumieliśmy, że wszystkiego nie opowiemy i coś trzeba będzie poświęcić. Zrezygnowaliśmy więc z kilku scen, które rozgrywały się np. na Powiślu. Zostały one „przehandlowane” za Paryż.

Skoro mówimy o scenariuszu – jest pan współscenarzystą „Lalki”.

Głównym jego autorem jest oczywiście Maciek Kawalski. Ja dołączyłem, gdy prace były już zaawansowane. Ale rzeczywiście od pewnego momentu pracowaliśmy nad scenariuszem razem. To mi się zdarzyło nie pierwszy raz, tyle że przez wiele lat mój udział w tworzeniu scenariuszy był zamiatany pod dywan. Cieszę się, że Maciek mój wkład docenił.

Czytaj więcej

Zagrał w „Lalce”, a potem obejrzał serial Netfliksa. Marcin Dorociński dla „Rz”: Bałem się oczekiwań

Pochodzi pan z filmowej, operatorskiej rodziny. Dziadek Witold Sobociński, wieloletni współpracownik Andrzeja Wajdy, to legenda. Podobnie jak tata – Piotr Sobociński, autor m.in. zdjęć do kilku filmów Krzysztofa Kieślowskiego. Pana brat Michał robi karierę za granicą. Pan pozostaje wierny polskiemu kinu, współpracując zresztą ze świetnymi artystami, jak Wojciech Smarzowski, Piotr Domalewski, Paweł Maślona czy Jan Komasa. 

Michał i ja jesteśmy różnymi ludźmi. Kiedy tata kręcił filmy w Stanach i spędzaliśmy tam dużo czasu, to Michał czuł się w Ameryce świetnie, a mnie ciągnęło do Polski. I tak zostało. 

Wielu świetnych operatorów, choćby Jan de Bont, Barry Sonnenfeld, Nicolas Roeg, Haskell Wexler czy w Polsce Sławomir Idziak, zrobiło własne filmy jako reżyserzy. Pan o tym nie myśli?

Kocham to, co robię. Ale rzeczywiście pojawiają się czasem jakieś propozycje reżyserowania. Czekam na swój moment.