Partner rozmowy: Johnson & Johnson Innovative Medicine

Podczas Europejskiego Kongresu Gospodarczego wiele mówi się o zdrowiu jako o inwestycji, a nie koszcie. Wydaje się jednak, że w Polsce nadal nie traktujemy wydatków na zdrowie w taki sposób. Z czego to wynika?

Mamy tendencję do patrzenia na koszty chorób i na obciążenie, jakie generują dla budżetów. W rzeczywistości jednak często pomijamy fakt, że gdy ludzie zostają wyleczeni, mogą znów stać się produktywnymi uczestnikami gospodarki. Najlepszy sposób, żeby sprawdzić, czy zdrowie jest inwestycją, to po prostu zapytać o to pacjenta – zapytać kogoś, kto przeszedł chorobę i wrócił do zdrowia. Taka osoba powie, jak poprawiła się jakość jej życia, jak znów stała się aktywna w życiu rodzinnym, jakie sukcesy odniosła w życiu społecznym i jak odzyskała szczęście. Myślę, że gdybyśmy uważniej słuchali pacjentów, lepiej zrozumielibyśmy, dlaczego zdrowie jest prawdziwą inwestycją.

Jakie są argumenty, które przemawiają za tym, że zdrowie jest aktywem w ujęciu ekonomicznym?

Po pierwsze, inwestowanie w zdrowie to warunek sukcesu gospodarczego – nie można utrzymać sprawnie działającej gospodarki, jeśli jej uczestnicy zmagają się z chorobami. Po drugie, im więcej osób jest zdolnych do pracy, tym więcej przychodów generują i tym więcej podatków odprowadzają. To z kolei zasila budżety rządów, płatników i instytucji, które mogą przeznaczać coraz więcej środków na leczenie kolejnych schorzeń. Po trzecie, dane i badania ekonomiczne jednoznacznie pokazują, że gospodarki, które zaniedbały zdrowie, traktując je jako ciężar, odnotowywały spadki. Te natomiast, które stworzyły warunki do sprawowania opieki nad pacjentami – umożliwiając im szybszy powrót do pracy i zapewniając kontrolę nad zdrowiem osób starszych – rozwijały się. Inwestycja w zdrowie sprzyja wzrostowi gospodarczemu; jej brak działa odwrotnie.

Polska zwiększyła w ostatnich latach wydatki na ochronę zdrowia, ale efektywność systemu nie rosła w tym samym tempie.

Bo tu nie chodzi tylko o wydatki na ochronę zdrowia. Ochrona zdrowia jest jednym z najbardziej złożonych ekosystemów w każdym kraju, zależnym od wielu czynników. Wydatki to jeden z nich. Warto przy tym pamiętać, że Polska wciąż wychodzi z niższego pułapu wydatków, co oznacza konieczność ich dalszego zwiększania. W miarę starzenia się społeczeństwa rosną bowiem potrzeby zdrowotne: pojawiają się choroby sercowo-naczyniowe oraz schorzenia typowe dla starszego wieku – rak prostaty, demencja, a także choroby Alzheimera i Parkinsona. Dłuższe życie oznacza nowe wyzwania medyczne. Równocześnie inwestycji wymaga sam ekosystem ochrony zdrowia: kształcenie kadr medycznych, infrastruktura szpitalna, a przede wszystkim dostęp do danych. Im więcej ich mamy do dyspozycji, tym lepiej możemy ocenić, czy zwiększone wydatki przyniosły efekty.

Jakich inwestycji w zdrowie potrzebuje Polska?

Inwestycje w badania kliniczne przynoszą korzyści na wielu poziomach. Pacjenci zyskują szybki dostęp do innowacyjnych terapii, a pracownicy ochrony zdrowia zdobywają praktyczne doświadczenie z nowymi technologiami – i właśnie w ten sposób innowacje trafiają do systemu. To formuła korzystna dla wszystkich stron.

Odrębnym, równie ważnym obszarem inwestycji jest skrócenie drogi pacjenta do systemu ochrony zdrowia. Nawet najlepsze metody leczenia nie przyniosą efektów, jeśli pacjenci nie są ich świadomi lub jeśli lekarze pierwszego kontaktu nie kierują ich wystarczająco szybko do odpowiednich ośrodków specjalistycznych. Tymczasem zbyt późne rozpoznanie oznacza gorsze wyniki leczenia i wyższe koszty. Dobrym przykładem jest rak prostaty – jeśli nowotwór zostaje wykryty dopiero po przekroczeniu torebki gruczołu krokowego, możliwości terapeutyczne są znacznie ograniczone, a jakość życia pacjenta poważnie zagrożona. Ten mechanizm dotyczy jednak wielu innych chorób.

Wspomniał pan wcześniej o danych. Do końca dekady kraje UE mają za zadanie wdrożyć EHDS – Europejską Przestrzeń Danych Zdrowotnych. To szansa dla Polski, żeby dobrze wykorzystywać dane medyczne – z korzyścią dla pacjentów i dla biznesu?

Tak, pod warunkiem, że dane będą wykorzystywane właściwie, zgodnie z unijnymi przepisami i regulacjami, które w tej dziedzinie są bardzo rygorystyczne. Często powtarzam, że dane to kapitał, bogactwo. Dlaczego? Ponieważ, jak wiadomo, reakcja na leczenie różni się znacząco między poszczególnymi pacjentami. Im więcej danych można zagregować, tym pełniejszy obraz uzyskujemy. Weźmy przykład zdarzenia niepożądanego: jeśli obserwujemy je u tysiąca pacjentów, możemy je przeoczyć, gdy jego częstość wynosi jeden przypadek na tysiąc. Przy dziesięciu tysiącach pacjentów takie zdarzenie z pewnością zostanie zauważone. To pozornie drobna różnica, ale o ogromnym znaczeniu klinicznym.

Równie istotne jest sprawdzenie czy skuteczność leku potwierdzona w warunkach badania klinicznego przekłada się na praktykę kliniczną. Badanie kliniczne to środowisko ściśle kontrolowane i uregulowane. W praktyce lekarz przepisuje terapię pacjentom w różnym wieku, z różnymi chorobami współistniejącymi i w różnej kondycji zdrowotnej. Dane rzeczywiste pozwalają weryfikować te założenia i na bieżąco korygować postępowanie – co jest szczególnie istotne w chorobach przewlekłych, w których pacjent pozostaje w trakcie leczenia przez wiele lat.

Partner rozmowy: Johnson & Johnson Innovative Medicine