MATERIAŁ POWSTAŁ W RAMACH EUROPEJSKIEGO KONGRESU GOSPODARCZEGO

Spotkanie „Local content w infrastrukturze”, zorganizowane podczas Europejskiego Kongresu Gospodarczego w Katowicach, odbyło się niedługo po ogłoszeniu rządowej strategii zwiększania roli krajowych firm i tzw. komponentu krajowego w inwestycjach publicznych oraz zamówieniach spółek z udziałem Skarbu Państwa. Uczestniczyli w nim zarówno przedstawiciele firm – wykonawców inwestycji, jak i strona zamawiająca, zlecająca wielomiliardowe inwestycje.

Skala planowanych wydatków imponuje. GDDKiA w 2026 r. wyda 20 mld zł, a taki roczny poziom nakładów ma być utrzymany co najmniej do 2030 r. To znacznie więcej niż w poprzednich pięciu latach, gdy na inwestycje przeznaczano średnio 16,5 mld zł rocznie – od 15,1 mld zł w 2022 r. do 18,9 mld zł w 2024 r.

PKP PLK, które w 2024 r. ogłosiły postępowania o wartości 19 mld zł, w ubiegłym roku zwiększyły ich wartość z planowanych 16 mld zł do 27 mld zł. Na 2026 r. zapowiedziały przetargi za 9,5 mld zł. W tym roku ruszy też budowa Portu Polska, drążenie tunelu Kolei Dużych Prędkości pod Łodzią, a do tego dochodzi ponad 6 mld zł na modernizację dróg, mostów i tuneli na potrzeby obronności oraz blisko 10 mld zł na infrastrukturę ochrony ludności.

Filip Czernicki, prezes CPK, przypomniał, że jednym z priorytetów spółki jest wspieranie rozwoju polskiego rynku, lokalnych miejsc pracy i wzmacnianie krajowych możliwości produkcyjnych. Tylko w tym roku CPK ogłosi przetargi na zadania o wartości około 40 mld zł. Spółka wprowadziła rozwiązania, które na etapie wyboru wykonawców zwiększają szansę, że zadania będą realizować firmy z doświadczeniem w Polsce i zatrudniające tu pracowników.

Jeszcze rok temu firmy wykonawcze z Azji realizowały znaczną część wszystkich kontraktów w ramach rządowych programów budowy dróg, a branża domagała się ograniczenia im dostępu do przetargów, argumentując, że wygrywają dzięki taniemu kapitałowi, a zyski transferują poza Polskę. PKP PLK stosuje już przepisy wykluczające wykonawców spoza obszaru UE/EOG – jest to możliwe po wyroku Trybunału Sprawiedliwości UE.

Marcin Mochocki, członek zarządu PKP PLK, dyrektor ds. realizacji inwestycji, zaznaczył, że zarządca infrastruktury kolejowej działał wyprzedzająco.

– Dla PKP Polskich Linii Kolejowych kluczowe jest to, żeby jak najlepiej wykorzystywać zasoby, które budują polską kolej od wielu, wielu lat. Jednym z ruchów PKP PLK było zastosowanie wyroku TSUE na samym początku jego obowiązywania. Jeszcze w styczniu 2025 r. zastosowaliśmy wyrok TSUE, zanim pojawił się w ogóle w polskiej legislacji prawa zamówień publicznych po to, żeby chronić firmy działające od lat na polskim rynku infrastruktury kolejowej. Wprowadzamy wymagania finansowe, które mogą spełnić firmy działające na polskim rynku budowlanym. Wprowadzamy wykonawstwo osobiste po to, żeby polską infrastrukturę kolejową budowały firmy, które mają swoje zasoby ludzkie, swoje zasoby sprzętowe w Rzeczypospolitej Polskiej – mówił Mochocki.

Spotkanie prowadzili: Paweł Czuryło, redaktor zarządzający Gremi Media, oraz Adrian Ołdak, zastępca

Spotkanie prowadzili: Paweł Czuryło, redaktor zarządzający Gremi Media, oraz Adrian Ołdak, zastępca redaktorki naczelnej WNP.PL

Foto: maciek zygmunt

Głos branży: liczy się reinwestowanie w Polsce

Artur Popko, prezes Budimeksu, podkreślał szerokie rozumienie pojęcia local content. – Uważamy, że to jest właściwy kierunek, szczególnie że jest zgodny z regulacjami Unii Europejskiej. Jako spółka realizująca 200 kontraktów rocznie współpracujemy z ponad 15 tys. firm na naszych budowach. Tu płacimy podatki, tu zatrudniamy naszych pracowników – ponad 8 tys. osób, ale tu też reinwestujemy swoje środki, bo naszym głównym celem jest to, żeby wzmocnić polską gospodarkę – mówił prezes Budimeksu.

Argument o sile i jakości polskiego rynku wzmacniał Piotr Kledzik, prezes PORR: – Rynek zamówień publicznych w Polsce jest już dojrzały. Od kilkunastu lat realizujemy projekty w kraju i robimy to mądrze – śmiem twierdzić, że lepiej niż inni w Europie. Lepiej, szybciej, często taniej, dokładniej i bezpieczniej. Polska przoduje dziś w Europie pod względem niskiego wskaźnika wypadków przy pracy w budownictwie, a to fundament, jeśli chcemy przyciągać do branży nowe kadry – wskazywał szef PORR.

Wojciech Trojanowski ze Strabagu zwracał uwagę na znaczenie samej dyskusji. – Taka dyskusja jest bardzo potrzebna polskiej gospodarce, żeby jasno określić kompetencje naszego sektora. Wiemy, jak duże inwestycje są przed nami. A ta dyskusja ma doprowadzić do tego, żeby jak najwięcej kompetencji zostało w kraju i żeby dać firmom możliwość rozwoju, a obecnym i przyszłym pracownikom tego sektora jasne perspektywy co do pracy. Powinniśmy mówić o lokalnych kompetencjach, a nie o światowych referencjach – wskazywał Trojanowski.

Czytaj więcej

Jak wspierać polskie przedsiębiorstwa i poprawić ich płynność

Nowa definicja MAP zmienia reguły gry

Na fundamentalne znaczenie nowej definicji local contentu, ogłoszonej przez Ministerstwo Aktywów Państwowych, zwraca uwagę Marzena Hebda-Sztandkie, wiceprezeska ds. finansowych Polimeksu Mostostal. – Debata „Rzeczpospolitej” pokazuje, że local content przestał być hasłem funkcjonującym na marginesie dyskusji o inwestycjach, a stał się jednym z kluczowych elementów rozmowy o bezpieczeństwie, odporności i długofalowym zarządzaniu ryzykiem projektowym. Istotnym krokiem porządkującym debatę było ogłoszenie przez Ministerstwo Aktywów Państwowych definicji local contentu oraz katalogu dobrych praktyk. Z perspektywy finansowej i zarządczej jest to zmiana bardzo istotna – definicja odchodzi od uproszczonego myślenia o „procentowym udziale”, a koncentruje się na realnej wartości ekonomicznej, kompetencjach, zdolnościach operacyjnych i serwisowych, które pozostają w kraju w całym cyklu życia inwestycji – mówiła wiceprezeska Polimeksu Mostostal.

Chodzi o to, żeby jak najwięcej kompetencji zostało w kraju i żeby dać firmom możliwość rozwoju

W jej ocenie zwrot ku local contentowi nie jest przypadkowy. – Dlaczego local content nabrał takiego znaczenia właśnie teraz? Nie jest to nagła zmiana narracji, lecz efekt doświadczeń ostatnich kilkunastu lat: kryzysów łańcuchów dostaw, wstrząsów geopolitycznych, wojny w Ukrainie oraz kumulacji projektów strategicznych w energetyce i infrastrukturze. W tych warunkach pytanie, „kto i w jakim modelu realizuje inwestycję”, stało się równie ważne jak jej koszt czy termin realizacji. Przez lata dominowało kryterium najniższej ceny. Zakładano, że kompetencje i know how „pojawią się przy okazji”. Dziś wiemy, że bez świadomego projektowania local contentu prowadzi to do odpływu wartości ekonomicznej, ograniczonego transferu wiedzy i braku trwałego zaplecza serwisowego. Nowa definicja MAP ogranicza uznaniowość i daje inwestorom narzędzie do porównywalnej, przejrzystej oceny ofert – podkreślała Hebda-Sztandkie.

Wiceprezeska Polimeksu zaznaczała przy tym, że local content nie jest formą protekcjonizmu. – Z perspektywy Polimeksu Mostostal local content nie oznacza protekcjonizmu ani wykluczania partnerów zagranicznych. Jest racjonalnym podejściem biznesowym, które wzmacnia odporność projektów, skraca łańcuchy dostaw i daje podstawy do inwestowania w kadry, certyfikacje i moce wytwórcze. Dobrze wdrażany local content to nie bariera, lecz element jakości projektu. Dlatego dziś pytanie nie brzmi już, „czy local content”, ale „jak wdrażać go proporcjonalnie, etapowo i w dialogu z rynkiem”, tak aby służył inwestorom, wykonawcom i bezpieczeństwu państwa. To znak dojrzałości rynku – i dobra zmiana – oceniała.

Tomasz Kwieciński, radca generalnego dyrektora dróg krajowych i autostrad, wskazywał z kolei na otwieranie rynku zamówień publicznych dla podmiotów lokalnych:

Local content nie oznacza protekcjonizmu ani wykluczania partnerów zagranicznych

– W zakresie inwestycji nadzorowanych przez GDDKiA wykorzystanie zasobów lokalnych to jest element, który funkcjonuje już od wielu lat. Tak naprawdę każda nasza inwestycja jest realizowana przez te podmioty, które funkcjonują na danym, lokalnym rynku. W dniu dzisiejszym to, co obserwujemy, to przede wszystkim jak najbardziej otwarcie tego rynku w postaci zamówień publicznych, tak aby te podmioty lokalne mogły w nim uczestniczyć. Dzieje się to przez modyfikację wymagań kontraktowych, wymagań, warunków i kryteriów, które pozwalają tym podmiotom na wejście w zamówienia publiczne nadzorowane przez dyrekcję. To przede wszystkim obniżenie wymagań zarówno finansowych, jak i gwarancyjnych, które pozwolą podmiotom lokalnym startować w zamówieniach publicznych Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad – wyjaśniał przedstawiciel GDDKiA.

Maciej Kliś, wiceprezes BGK, przypomniał, że bank od ponad 20 lat pełni rolę operatora Krajowego Funduszu Drogowego. Dotychczas wydatki sięgnęły 276 mld zł, m.in. na 5,5 tys. km dróg szybkiego ruchu – to 28 proc. całej sieci dróg krajowych.

Bariery: kadry największym ryzykiem

Uczestnicy debaty wskazywali na potrzebę jednolitych wzorców umów, uproszczenia procedur, złagodzenia wymagań w zakresie gwarancji i ubezpieczeń, problem „egzotycznych konsorcjów” oraz nierównomiernej waloryzacji kontraktów.

Zwracano też uwagę na sytuację na rynku pracy. – To zasoby ludzkie są dziś naszym największym problemem i ryzykiem. Pod koniec ubiegłego roku „z łapanki” braliśmy ekipy z różnych miejsc, żeby zakończyć inwestycje. Średnia wieku personelu mocno rośnie. System edukacji zawodowej w budownictwie istnieje, ale to jedynie cząstka tego, co funkcjonowało kiedyś – podkreślał Kledzik.

Stąd apel do państwa: – Potrzebujemy odbudowy systemu kształcenia zawodowego i etosu budowniczego, żeby przekonać młodych ludzi do tej profesji. Owszem, czasem trzeba podróżować, ale to zawód, który przetrwa kolejne setki lat. Brak młodych kadr to dziś największe zagrożenie dla europejskiego budownictwa – podkreślał szef PORR.