Choć popyt na nowe samochody rośnie – według Instytutu Samar od stycznia do końca lipca 2021 r. rejestracje aut osobowych sięgnęły 281 tys. i wzrosły r./r. o przeszło jedną czwartą – coraz trudniej je kupić z powodu przerw w produkcji, spowodowanych brakami elektronicznych komponentów.

Czytaj także: Jak najlepiej sfinansować auto, gdy brakuje gotówki

Jak wynika z analizy firmy Carsmile, oferującej długoterminowy wynajem oraz leasing aut, średni czas oczekiwania na nowy samochód zamawiany w salonie do produkcji wynosi obecnie pięć miesięcy. To o jeden–dwa miesiące więcej niż na początku drugiego kwartału.

– Są modele, dla których widzimy wydłużenie czasu oczekiwania z czterech do ośmiu miesięcy – informuje Sylwester Łagowski, koordynator ds. zamówień samochodów w Carsmile. Z kolei Związek Dealerów Samochodów przyznaje, że nie brakuje aut, na odbiór których trzeba czekać nawet rok. A sytuacja zapewne będzie się dalej pogarszać.

Coraz więcej marek

Realnym wskaźnikiem pokazującym rosnące kłopoty z dostępnością pojazdów okazuje się także zjawisko spadającego reeksportu aut osobowych. – W tym roku jego udział nie przekroczył w żadnym miesiącu 10 proc., a w lipcu reeksport spadł po raz pierwszy od lat poniżej 7 proc. – informował w środę Samar.

O ile jeszcze w kwietniu problem ograniczonej dostępności samochodów miał dotyczyć wybranych marek i części modeli, o tyle obecnie obejmuje praktycznie już cały rynek. Według Carsmile wydłużenie terminów odbioru widać zarówno w przypadku najbardziej popularnych w Polsce marek – Toyoty, Skody, KIA czy Hyundaia – jak i marek premium, jak BMW czy Mercedes. O mniejszej dostępności samochodu często ma decydować konkretny element wyposażenia. Obecnie na opóźnienia w dostawach duży wpływ mają: automatyczne skrzynie biegów, systemy multimedialne, światła LED, dachy panoramiczne czy wyświetlacze LCD.

Przyczyną są utrzymujące się ograniczenia w dostawach półprzewodników i układów scalonych. Przemysł motoryzacyjny zmniejszył na nie zamówienia w drugim kwartale ub.r., gdy produkcja samochodów z powodu pandemii spadła o 32 proc. A gdy później wzrosła, fabryki półprzewodników były już zasypane zleceniami od producentów elektroniki konsumenckiej, na którą popyt w czasie lockdownów mocno wzrósł.

Kryzys potrwa dłużej

Mimo upływu czasu sytuacja na rynku półprzewodników wciąż daleka jest od unormowania, a producenci samochodów nie mogą ustabilizować produkcji. Według serwisu Automotive News Europe na największym w Europie rynku niemieckim ożywienie widoczne jeszcze w pierwszej połowie roku mocno wyhamowało w lipcu, gdy liczba rejestracji nowych samochodów spadła o 25 proc. r./r., do niespełna 236,4 tys.

– Sprzedaż ucierpiała przez brak mikroprocesorów, który spowodował przestoje w produkcji – poinformowało stowarzyszenie importerów VDIK. Jego prezes Reinhard Zirpel przyznał, że członkowie stowarzyszenia mają zaległości w zamówieniach, a potencjał rynku nie jest wykorzystany przez problemy w łańcuchu dostaw.

BMW, które po dobrych wynikach kwartalnych podniosło prognozę zysków na 2021 r. ostrzegło jednocześnie, że globalny niedobór półprzewodników wpłynie na wyniki w drugiej połowie roku. Podobne ostrzeżenia wystosowali jego niemieccy rywale – Volkswagen i Daimler. Ten ostatni zapowiedział, że kryzys może przeciągnąć się do 2022 r. Jak podaje AutomotiveSuppliers.pl, koncern przedłużył do końca bieżącego tygodnia częściowe przestoje w fabrykach w Bremie i Sindelfingen. Stoją zakłady w Rastatt i węgierskim Kecskemét, przy czym na Węgrzech produkcja ma ruszyć dopiero w połowie sierpnia. W końcu lipca produkcję przerywały polskie fabryki Volkswagena w Poznaniu i we Wrześni.

Używanych też brak

Kłopoty z dostępnością nowych samochodów przekładają się na rynek wtórny, bo część osób wstrzymuje się z wymianą auta lub ją opóźnia. Według sieci autokomisów AAA Auto w lipcu liczba ofert samochodów pojawiających się w internecie, autokomisach i u dilerów aut używanych wyniosła niespełna 205 tys. i w porównaniu z czerwcem zmalała o 15,6 tys., a w porównaniu z majem stopniała o ponad 46 tys. – Na rynku polskim, a także na czeskim, węgierskim i słowackim, brakuje najpopularniejszych modeli aut używanych. Przykładowo: liczba oferowanych do sprzedaży sztuk najpopularniejszego w Polsce modelu Opla Astry spadła od maja o 17 proc. – poinformowała Karolina Topolova, dyrektor generalna Aures Holdings, operatora sieci AAA Auto.

Spadek liczby ofert widoczny jest także na rynkach wtórnych za granicą, m.in. w Niemczech, gdzie najpierw z powodu pandemii, a teraz z braku chipów, firmy zasilające autokomisy wyhamowały wymianę aut służbowych i przedłużały leasingi. To jest jedną z przyczyn spadku ilości używanych samochodów przywożonych z zagranicy do Polski – głównego źródła zaopatrzenia polskiego rynku używanych aut (z Niemiec pochodzi 60 proc. całego importu). Jak podał w czwartek Instytut Samar, w lipcu liczba sprowadzonych do Polski samochodów nie przekroczyła 82,5 tys. i okazała się w ujęciu r./r. niższa o 6,6 proc. To najsłabszy lipcowy wynik od 2014 r.

Według Polskiego Instytutu Ekonomicznego przemysł samochodowy konsumuje ok. 12 proc. zamówień półprzewodników. Przy tym fabryki aut nie są traktowane priorytetowo, jak więksi odbiorcy z segmentu telekomunikacji czy elektroniki konsumenckiej.

Tymczasem branży motoryzacyjnej wyrasta nowy problem – ze stalą. Mocno drożeje, a 79 proc. polskich producentów części i komponentów dla fabryk aut zgłasza już kłopoty z jej dostępnością.

Marek Konieczny prezes Związku Dealerów Samochodów

Mamy obecnie sytuację niezwykle kryzysową. Niektóre marki wręcz zastrzegają, że w trzecim czy czwartym kwartale w ogóle nie będzie samochodów. Z punktu widzenia dilerów to dramatyczna perspektywa. Trudno wyobrazić sobie salony, które przez kilka miesięcy będą stały puste, odprawiając klientów z kwitkiem. W dodatku nie ma dziś na to recepty.