Wskaźnik cen konsumpcyjnych (CPI), główna miara inflacji w Polsce, wzrósł w czerwcu o 11,5 proc. rok do roku – wynika z szybkiego szacunku GUS, opublikowanego w piątek. Ekonomiści ankietowani przez „Parkiet” przeciętnie szacowali, że inflacja zwolniła do 11,6 proc. To już trzeci miesiąc z rzędu, gdy inflacja okazała się niższa od oczekiwań większości analityków – choć tym razem tylko symbolicznie, a kolejny odczyt, który GUS opublikuje w połowie lipca, może się nieco różnić szybkiego szacunku.
W stosunku do poprzedniego miesiąca CPI się nie zmienił. Był to już drugi miesiąc z rzędu stabilizacji poziomu cen. Biorąc pod uwagę tylko czerwce, to najlepszy wynik od 2017 r., gdy CPI minimalnie zmalał.
Szczegóły czerwcowych danych, na razie skąpe (pełne GUS poda w połowie lipca), wskazują, że hamowanie inflacji to wciąż w największym stopniu efekt czynników statystycznych: wysokiej bazy odniesienia sprzed roku w przypadku cen paliw, nośników energii oraz żywności.
Żywność i napoje bezalkoholowe podrożały w czerwcu o 17,8 proc. rok do roku, najmniej od sierpnia 2022 r., po 18,9 proc. w maju. W stosunku do poprzedniego miesiąca ceny towarów z tej kategorii zmalały o 0,3 proc.
Nośniki energii podrożały w czerwcu o 18 proc. rok do roku, najmniej od grudnia 2021 r., po 20,4 proc. rok do roku w maju. W stosunku do maja potaniały o 0,3 proc.
Czytaj więcej
Wiceminister finansów Artur Soboń przyznał w rozmowie w radiu RMF FM, że inflacja „jest tematem”. Zaznaczył jednak, że to nie tylko polski problem,...
Największa zmiana nastąpiła w przypadku cen paliw do prywatnych środków transportu, które tąpnęły o 18 proc. rok do roku po zniżce o 9,5 proc. w maju. W ciągu miesiąca ich ceny zmalały o 0,9 proc.
Na podstawie tych danych ekonomiści wyliczają, że tzw. inflacja bazowa – nie obejmująca cen paliw, energii i żywności - zmalała w czerwcu do około 11,1 proc. rok do roku z 11,5 proc. w maju. To spora niespodzianka, bo przed piątkowym szacunkiem CPI ekonomiści oceniali, że inflacja bazowa zmalała do 11,3 proc. rok do roku. Tymczasem już jej majowa zniżka z 12,2 proc. w kwietniu była dużym zaskoczeniem.
Spadek inflacji bazowej teoretycznie sugeruje, że maleje też krajowa presja na wzrost cen. W praktyce jednak w inflacji bazowej też dużą rolę odgrywają efekty wysokiej bazy odniesienia. – Spadek inflacji bazowej w Polsce jest wciąż wolniejszy niż w regionie – zauważa Rafał Benecki, główny ekonomista ING BSK.
Uporczywość inflacji bazowej, szczególnie w sektorze usługowym, to jeden z powodów, które mogą zatrzymać wkrótce dalszy spadek inflacji. - W kolejnych miesiącach wskaźnik CPI nadal schodzić będzie na niższe poziomy, przy czym w lipcu i sierpniu będą to jeszcze cały czas dwucyfrowe odczyty. Poniżej 10 proc. rok do roku inflacja znajdzie się prawdopodobnie we wrześniu, po czym – w mojej opinii – tempo jej hamowania będzie już znacznie wolniejsze i w grudniu wskaźnik CPI może znajdować się w okolicach 9 proc., może nieznacznie niżej – ocenia Monika Kurtek, główna ekonomistka Banku Pocztowego.
Czytaj więcej:
Inflacja w Polsce to choroba uporczywa. Mówienie o tym, że została pokonana, to nieporozumienie. Proinflacyjna pozostaje polityka fiskalna – ocenia...
Pro
Opinie co do tego, kiedy inflacja znajdzie się poniżej 10 proc., są podzielone. Zdaniem Beneckiego, może to nastąpić już w sierpniu. W ocenie Jakuba Rybackiego, głównego ekonomisty Polskiego Instytutu Ekonomicznego, jednocyfrową inflację zobaczymy dopiero w październiku. I być może tylko przejściowo. - Koniec zamrożenia cen energii oraz wzrost stawki VAT na żywność podniosą inflację na początku 2024 r. Wciąż nie można wykluczyć powrotu do dwucyfrowego wzrostu cen w I kwartale – tłumaczy ekonomista.
Analitycy z mBanku podkreślają, czy czynnikiem ryzyka pozostają ceny żywności, które w czerwcu zmalały (miesiąc do miesiąca) pierwszy raz od dwóch lat, nie licząc lutego 2022 r. (wtedy w życie weszła tarcza antyinflacyjna). Warunki atmosferyczne w Polsce i na świecie mogą jednak w dalszej części roku ponownie podbić ceny w tej kategorii towarów.
Jak ocenia Rafał Benecki, spadek inflacji poniżej 10 proc. już w sierpniu otworzyłoby Radzie Polityki Pieniężnej drogę do obniżki stóp procentowych tuż po wakacjach, na wrześniowym posiedzeniu (co w jego ocenie byłoby błędem). Prezes NBP Adam Glapiński na konferencji po majowym posiedzeniu RPP wskazywał bowiem, że obniżka stóp stanie się możliwa, gdy inflacja zmaleje poniżej 10 proc., a prognozy będą wskazywały na jej dalszy systematyczny spadek. Większość ekonomistów zakładała dotąd, że te warunki mogą być spełnione najwcześniej w listopadzie.
Czytaj więcej
Ruszyły wakacje. W górach, nad morzem i nad jeziorami widać już turystów, ale wolne miejsca noclegowe ciągle są. Władze lokalne i turystyczne obawi...
Powrót inflacji do celu NBP, czyli 2,5 proc., pozostaje jednak odległą perspektywą. Jak wynika z ankiety makroekonomicznej NBP, której wyniki ukazały się w piątek, ekonomiści przeciętnie oczekują, że dynamika cen konsumpcyjnych w 2024 r. wyniesie średnio 6,9 proc. rok do roku, a w 2025 r. 4,4 proc. W stosunku do poprzedniej ankiety, z marca, te prognozy praktycznie się nie zmieniły.
Mimo to, na rynkach finansowych powszechnie oczekiwana jest obniżka stóp procentowych przez RPP jeszcze w tym roku. Obecnie w kontraktach terminowych na WIBOR 3M wyceniony jest spadek stopy referencyjnej NBP przed końcem br. do około 6-6,25 proc. z 6,75 proc. obecnie.