Ceny towarów i usług konsumpcyjnych wzrosły w lipcu o 5 proc. r./r., po zwyżce o 4,4 proc. w czerwcu – oszacował wstępnie GUS. Z taką inflacją ostatnio mieliśmy do czynienia w 2011 r., a z wyższą – w 2001 r. W kolejnych miesiącach tempo wzrostu cen prawdopodobnie jeszcze przyspieszy, m.in. za sprawą podwyżki cen gazu. Nie zmienia to jednak znacząco perspektyw polityki pieniężnej. Ekonomiści spodziewają się, że jeśli Rada Polityki Pieniężnej w ogóle zdecyduje się w tym roku na podwyżkę stóp procentowych, to dopiero w listopadzie.

Paliwowy dopalacz

W porównaniu z poprzednim miesiącem CPI wzrósł o 0,4 proc., po zwyżce o 0,1 proc. w czerwcu. W takim ujęciu inflacja nie jest nadzwyczajnie wysoka. W pierwszych czterech miesiącach br. CPI rósł średnio w tempie 0,9 proc. Stosunkowo małe miesięczne zwyżki tego wskaźnika sugerują, że jego roczny wzrost jest w dużej mierze efektem niskiej bazy odniesienia sprzed roku.

Czytaj także: Niebezpieczny ożenek z inflacją

Z drugiej strony, jak podkreśla Piotr Soroczyński, główny ekonomista Krajowej Izby Gospodarczej, miesięczna zwyżka CPI w lipcu jest zjawiskiem nietypowym, które poprzednio wystąpiło w 2013 r.

Efekt niskiej bazy odniesienia dotyczy w szczególności cen paliw, które załamały się w pierwszych miesiącach pandemii. W lipcu, jak wynika z wstępnych danych GUS, paliwa do prywatnych środków transportu podrożały o 30 proc. r./r., po zwyżce o 27,3 proc. w czerwcu.

Paliwa pozostały więc głównym motorem inflacji w Polsce. Tylko w stosunku do czerwca – jak wyliczyli ekonomiści z PKO BP – podwyższyły inflację o około 0,15 pkt proc. Nieco mniej, około 0,1 pkt proc., dodało przyspieszenie wzrostu cen nośników energii do 5,3 proc. r./r. z 4,4 proc. w czerwcu.

Za przyspieszenie rocznej inflacji CPI w lipcu względem czerwca w największym stopniu odpowiadały jednak ceny żywności i napojów bezalkoholowych, które wzrosły o 3,1 proc. r./r., po zwyżce o 2 proc. miesiąc wcześniej. Gdyby żywność drożała nadal w tym samym tempie, co w czerwcu, inflacja w lipcu wyniosłaby 4,7 proc.

Autopromocja
Ranking Samorządów

Poznaj najlepsze miasta i gminy w Polsce

WEŹ UDZIAŁ

Na podstawie wstępnych danych GUS ekonomiści szacują, że tzw. inflacja bazowa – nieobejmująca cen energii i żywności, a przez to silniej powiązana z kondycją polskiej gospodarki niż inflacja ogółem – utrzymała się w lipcu na czerwcowym poziomie 3,5 proc. lub minimalnie wzrosła.

Nowa normalność

Ekonomiści uważają, że inflacja nie powiedziała jeszcze ostatniego słowa: do końca roku może już stale pozostać powyżej 5 proc. W sierpniu w życie wejdą podwyżki cen gazu dla gospodarstw domowych, które dodadzą do inflacji około 0,1 pkt proc. Przyspieszać może dalej także wzrost cen żywności. Z szacunków GUS wynika bowiem, że tegoroczne zbiory zbóż i warzyw będą niższe niż rok temu. Na to, jak przypomina Soroczyński, nałożą się jeszcze efekty ptasiej grypy i ASF na świecie, które mogą windować ceny mięsa. Zdaniem ekonomistów z ING Banku Śląskiego inflację będą podbijały także zmiany w systemie podatkowo-składkowym w ramach Polskiego Ładu, ale ich ostateczny kształt jest niepewny.

– W kolejnych miesiącach inflacja będzie rosła. Nie zmieniamy zdania, że powrót do celu w średnim terminie jest niemożliwy. Inflacja nie wróci nawet do przedziału dopuszczalnych wahań wokół celu NBP, a więc poniżej 3,5 proc. – nie ma wątpliwości Marcin Mazurek, główny ekonomista mBanku, którego zespół jako jedyny w ankiecie „Parkietu" celnie oszacował inflację w lipcu (przeciętnie analitycy sądzili, że wyniosła 4,7 proc.). Także ekonomiści z banku Pekao oceniają, że nawet w 2022 r. inflacja pozostanie w okolicy 4 proc.

Cel jest elastyczny

NBP ma za zadanie utrzymywanie inflacji na poziomie 2,5 proc. rocznie z dopuszczalnymi odchyleniami o 1 pkt proc. w każdą stronę. To, że najprawdopodobniej nawet w 2022 r. inflacja nie znajdzie się w tym paśmie, może jednak nie być dla RPP wystarczającym powodem, aby podwyższyć stopy procentowe, które obecnie są na rekordowo niskim poziomie (stopa referencyjna NBP wynosi 0,1 proc.).

W gremium tym dominuje pogląd, wyrażany wielokrotnie przez prezesa NBP Adama Glapińskiego, że inflacja jest napędzana przez czynniki, które są poza jej kontrolą. To, że inflacja bazowa jest niższa niż inflacja ogółem i prawdopodobnie w kolejnych latach znajdzie się poniżej 3,5 proc., może RPP utwierdzać w tym przekonaniu. Tym bardziej że szybko rosną też ceny administrowane (np. odbioru śmieci), które są częścią inflacji bazowej, ale nie są pod kontrolą krajowej polityki pieniężnej.

RPP od podwyżki stóp procentowych będzie odwodziła też niepewność co do tego, jaki wpływ na polską gospodarkę będzie miała czwarta fala epidemii Covid-19, której można oczekiwać pod koniec wakacji. Stąd nawet ci ekonomiści, którzy sądzą, że możliwa jest jeszcze podwyżka stóp procentowych w br., spodziewają się jej dopiero w listopadzie. Wtedy znane będą nowe prognozy inflacji Departamentu Analiz Ekonomicznych NBP, które powinny uwzględniać już efekty Polskiego Ładu.