Warszawska firma Delta Kurier to łakomy kąsek. Nie ma dużych udziałów rynkowych, ale wyspecjalizowała się w obsłudze paczek, którymi inni operatorzy nie chcieli do tej pory się zajmować, bo woleli koncentrować się np. na masowych przesyłkach e-commerce.

Delta zagospodarowała nisze związane z obsługą dystrybutorów win, hurtowni ze sprzętem ogrodniczym, dostarczała przesyłki z częściami samochodowymi czy akcesoriami do kominków. Niedawno wprowadziła nowe usługi dla e-sklepów, w tym dostawy tego samego dnia (tzw. same day delivery). Do tego jej właściciel – grupa inwestycyjna Vesti – dokupił spółkę kurierską Viva (specjalizuje się w przesyłkach proceduralnych, a klientami są np. banki).

Delta Kurier wpadła jednak w kłopoty finansowe, co skutkowało złożeniem wniosku o upadłość. Eksperci twierdzą, że to okazja dla konkurentów, by tanio ją kupić.

Nowa strategia

Nisza, w której działa Delta, to trudny, ale całkiem intratny biznes. Stawki za niestandardowe paczki są bowiem znacznie wyższe. – Poczta Polska już kilka miesięcy temu interesowała się współpracą z Deltą. Teraz jednak nadarza się okazja na przejęcie jej potencjału – mówi „Rzeczpospolitej" osoba znająca szczegóły sprawy.

Poczta Polska nie chce oficjalnie potwierdzić, że jest w grze o Deltę. Przyznaje jednak, że wprowadza nową strategię, która zakłada akwizycje. – Rozważamy różne warianty rozwoju biznesu kurierskiego, bierzemy pod uwagę ewentualne przejęcia na naszym rynku. Na bieżąco analizujemy nowe możliwości zdynamizowania swojego segmentu kurierskiego – dodaje Justyna Siwek, rzecznik PP.

Dla Poczty akwizycja byłaby pierwszą w historii. Byłoby to też pierwsze przejęcie na rynku kurierskim w Polsce od 2016 r., gdy niemiecki Geis kupił Kolporter Express, a FedEx wchłonął TNT. Dotąd PP nie przejmowała. To pokazuje, że państwowy operator otwiera się na ostrą rywalizację o segment paczek. I trudno się dziwić, bo rynek szybko się konsoliduje, a jego wartość mocno rośnie. Według danych PwC tylko w 2015 r. sięgnęła blisko 4,5 mld zł i była o 32 proc. wyższa niż jeszcze w 2011 r. W 2017 r. dynamika sięgnęła 12 proc. Dziś już rodzimy rynek przesyłek osiąga wartość 6,4 mld zł, a dzięki rosnącemu popytowi na zakupy internetowe liczba dostarczanych przesyłek przekroczyła 440 mln sztuk rocznie.

Ale spółkę Delta, posiadającą 35 oddziałów w całej Polsce (działalność rozszerzyła trzy lata temu), centralną sortownię w Łodzi i zatrudniającą ponad 200 kurierów, na celownik wziął też rywal PP – InPost.

Z naszych ustaleń wynika, że to właśnie firma kierowana przez Rafała Brzoskę jest bliżej sukcesu. InPost nie chce kupować spółki. Przejmie jednak kurierów Delty i listę jej 1,2 tys. klientów. I to nietypowych, których w bazach wielu operatorów na naszym rynku nie ma. Delta Kurier wyspecjalizowała się bowiem w ręcznym sortowaniu paczek i obsłudze przesyłek zawierających np. szkło, duże gabaryty, płyny czy tzw. przesyłek proceduralnych.

We wtorek InPost zaproponował wszystkim zatrudnionym w Delcie pracę. – Nie cieszymy się z problemów konkurencji, bo ten przykład pokazuje, jak trudnym biznesem jest logistyka, ale – chcąc wyjść naprzeciw oczekiwaniom ludzi, którzy z dnia na dzień stracili pracę – podjęliśmy decyzję o zaoferowaniu im zatrudnienia – wyjaśnia Rafał Brzoska, prezes grupy Integer, właściciela marki InPost.

Brzoska przyznaje, że nie jest to oferta bezinteresowna. – Rozwijamy się najszybciej na rynku. Tylko w ubiegłym roku zanotowaliśmy 50-proc. wzrost liczby dostarczanych przesyłek, więc mamy cały czas zapotrzebowanie na nowych pracowników. Pomagając pracownikom Delta Kurier, uzupełniamy zatem własne kadry – podkreśla.

Trupy w szafie

Problemy Delta Kurier zaczęły się ponad rok temu. W lutym 2017 r. pojawił się jednak inwestor, grupa inwestycyjna Vesti, która przejęła firmę od dotychczasowych prywatnych właścicieli. – Wdrożono program restrukturyzacyjny, zaczęliśmy przeprowadzać reorganizację, przygotowaliśmy nową strategię. Plan był naprawdę ambitny – tłumaczy nam Krzysztof Porębski, który w lipcu ub.r. objął stanowisko prezesa Delty.

Szybko zaczęły się jednak problemy. – Okazało się, że kondycja spółki była znacznie gorsza, niż deklarowano – wspomina.

Wypadły tzw. trupy z szafy. Ale, jak wyjaśnia, nowi właściciele postanowili dalej inwestować w firmę i ją rozwijać. – Dołączyli do zespołu fachowcy z branży, obraliśmy strategię koncentracji na rynkowych niszach, postawiliśmy na trudną logistykę za wyższą cenę – komentuje Porębski.

Wydawało się, że Delta trafiła w potrzeby rynku. Dzięki wprowadzanym zmianom terminowość doręczeń wzrosła do 95 proc., a ich jakość do 97 proc. Sortownia w Łodzi przyjmowała ok. 150 tys. paczek miesięcznie, a wciąż dysponowała rezerwami. Delta Kurier rozmawiał już z niektórymi dużymi operatorami o współpracy (firma miała realizować trudne zlecenia większych graczy). 12 lutego br. spółka miała rozpocząć nowy etap działalności, już pod nowym logo – DLT.

– Wszystko się zawaliło, gdy bank zamknął nam linię kredytową, i to w momencie, gdy nadszedł czas spłaty faktur. Do tego doszły kłopoty z podwykonawcami, którzy okazali się nieuczciwi. W efekcie pojawiły się problemy z płynnością – podkreśla prezes Porębski.

Właściciele zdecydowali, że nie będą finansować dalej tego biznesu. Złożono wniosek o upadłość i zawieszono działalność operacyjną.

Delta nie płaci pracownikom

Zawieszenie działalności Delty i wniosek o upadłość wywołały spore zamieszanie. Odbiorcy nie otrzymali przesyłek, które zabezpieczono w magazynie w Łodzi. Te sukcesywnie są doręczane odbiorcom i klientom przy pomocy innego operatora. Nadal funkcjonuje dział finansowy. Pracownicy nie dostali jednak wypłat. Firma zapewnia, że w miarę spływania pieniędzy będzie zaspokajać roszczenia pracowników i współpracowników. Nie podaje jednak wysokości zobowiązań. Zapowiada, że dwa razy w tygodniu będzie komunikować się z pracownikami mailem, informując o sytuacji.

Opinia

Krzysztof Piskorski, prezes Instytutu Pocztowego

W ostatnich latach polski rynek kurierski skonsolidował się, a w przypadku dużych firm został rozparcelowany. Pozostały małe podmioty, których przejęcie nie zmieni już obrazu rynkowego. Akwizycje w grupie liderów branży wydają się mało prawdopodobne, a ewentualne decyzje zapadałyby na szczeblu globalnym. Operatorzy szukają szans na rozwój, stawiając na nisze. To trend, którym za granicą podążają coraz częściej poczty narodowe, wchodząc w transporty specjalistyczne, m.in. leków, szkła czy świeżej żywności.