Gość wyjaśnił, że rolą dotacji jest finansowanie przedsięwzięć, które bez udziału środków publicznych by nie powstały. - Największe sukcesy polskich startupów zostały sfinansowane z pieniędzy publicznych - mówił Bączyk.
Przypomniał, że wydatkowanie większości środków z aktualnej perspektywy unijnej na stratupy zachodzi od roku. Fundusze PFR ruszyły z trzyletnim opóźnieniem.
- Dotacje są przyznawane startupom, które mają rosnąć, zatrudniać ludzi i płacić podatki. Należałoby zbadać ile pieniędzy wraca do państwa – zauważył.
Średnia kwota dotacji na wdrażanie innowacji to jest ok. 1 mln zł.
- Zbadaliśmy 3 największe programy realizowane w poprzedniej perspektywie. W działaniu 8.1 zostało sfinansowanych 2730 starupów internetowych. Z 375 startupów, które w tytule projektu wskazało domenę internetową, 18 proc. w tej chwili funkcjonuje – podał gość.
- Patrząc patriotycznym okiem, widzę nieefektywność środków publicznych. To się da zrobić efektywnie. Polska wdrażając pierwsze programy wsparcia startupów w 2007 r., miała już benchmark izraelski, który zakończył się spektakularnym sukcesem i pokazał jak to robić. Remedium, na które teraz jest trochę za późno, jest dotowanie funduszy – dodał.
Podkreślił, że idealne jest rozwiązanie izraelskie. Tam pieniądze przekazuje się funduszom i to on dystrybuuje pieniądze, jednocześnie zapewniając startupom wsparcie, a nie kontrole.
- Rolą dotacji jest zapełnienie luki kapitałowej. Pieniądze w Polsce się pojawiły. Kto ma pomysł, to go realizuje, ale państwo nic z tego nie ma. W izraelskim modelu państwo osiąga taki zysk jak inwestorzy prywatni. Z tego państwo może utworzyć kolejne fundusze. W Izraelu już tak zrobili 3 razy - mówił Bączyk.
- Biurokratyczna forma administracji publicznej rozdającej środki startupom nie ma dużej racji bytu – dodał.