Reklama
Rozwiń
Reklama

Zagrożony okręt

Mimo dużych nakładów rządowych los korwety Gawron i stoczni marynarki jest w ręku wierzycieli

Aktualizacja: 19.04.2010 03:57 Publikacja: 18.04.2010 22:07

Los najdroższego polskiego okrętu wojennego korwety Gawron zależy od układu z wierzycielami Stoczni

Los najdroższego polskiego okrętu wojennego korwety Gawron zależy od układu z wierzycielami Stoczni Marynarki Wojennej w Gdyni włoską firmą Avio

Foto: Fotorzepa, Beata Kitowska BK Beata Kitowska

Rząd zwiększy w tym roku dziesięciokrotnie, do 200 mln zł, planowane nakłady na kontynuowanie budowy korwety Gawron, nowoczesnego i najdroższego (1,3 mld zł) okrętu dla marynarki. To pierwszy okręt powstający od podstaw po ustrojowym przełomie w Stoczni Marynarki Wojennej w Gdyni. Stocznia jest jednak w poważnych tarapatach. Jej los zależy od układu z wierzycielami.

Już na starcie negocjacji w sprawie restrukturyzacji wielomilionowego długu państwowa spółka, która w zeszłym roku uzyskała sądową zgodę na upadłość układową, ma poważny kłopot. Włoski koncern Avio żąda spłaty należności za dostarczony już dawno silnik do korwety. Turbogazowy napęd i inne urządzenia zostały już w kadłubie gawrona zabudowane. – Kontrakt, wart 7,65 mln euro, nie został rozliczony. Stocznia przez rok zwlekała z zapłatą ostatniej raty – 2,1 mln euro – mówi Krzysztof Krystowski, prezes Avio Polska. Włoska firma integrująca elementy okrętowego napędu (wykorzystującego m.in. turbiny General Electric) jest rozczarowana. – Mamy podstawy, by zerwać umowę, moglibyśmy też zażądać zwrotu naszych urządzeń, wstrzymujemy dostawy narzędzi – mówi prezes Krystowski.

Jesienią zeszłego roku wodowano już wart blisko pół miliarda złotych kadłub okrętu, ale tę największą wojskową inwestycję w marynarce Avio może skutecznie zablokować. – Włoski napęd został specjalnie, na miarę, zaprojektowany do tego okrętu. Bez niego korweta nie istnieje – ostrzega Krystowski.

– Kwota zobowiązań wobec włoskiego koncernu nie ma strategicznego znaczenia w globalnej restrukturyzacji stoczniowych, kilkudziesięciomilionowych zobowiązań. Do ok. 800 mniejszych i większych wierzycieli stosujemy tę samą miarę wynikającą z prawa o upadłości układowej – twierdzi Roman Kraiński, prezes stoczni. Dodaje, że kilkunastu już zgodziło się poczekać na rezultat wysiłków zmierzających do ratowania stoczni.

Ministerstwo Obrony Narodowej, które chciałoby w tym roku przyspieszyć budowę okrętu marynarki, też szuka gwarancji, że jego pieniądze zostaną wydane zgodnie z przeznaczeniem i nie utoną w upadłościowych rozliczeniach. Dlatego adresuje je przede wszystkim do dostawców tzw. zintegrowanego systemu walki (wartych w sumie ok. 700 mln zł urządzeń: radarów, systemów rozpoznania i uzbrojenia) – holenderskiego Thalesa Nederland, a także m.in. rodzimego Enamoru. Na tym montażu stocznia powinna jednak zarobić.

Reklama
Reklama

– Nowych umów z MON nie mamy jeszcze na papierze, ale jeśli zapowiedzi się ziszczą, również nam zapali się światełko w tunelu – wierzy Roman Kraiński. Tym bardziej że gdyńska stocznia wciąż może liczyć na 70 mln zł z kasy MON na zaplanowane w tym roku modernizacje starszych okrętów i kolejne zamówienia z nowych przetargów. Stocznia próbuje poprawić swoją konkurencyjność i tnie koszty: w tym roku udało się obniżyć zatrudnienie z 1250 do tysiąca pracowników.

[i]masz pytanie, wyślij e-mail do autora

[mail=z.lentowicz@rp.pl]z.lentowicz@rp.pl[/mail][/i]

Biznes
Putin bez narodowej limuzyny. Nie pojedzie Aurusem
Biznes
Chcą budować w Polsce elektryczne auta dostawcze. Nie dostali pieniędzy z KPO
Biznes
AI w Polsce, apel przemysłu UE, rekordowe zyski banków
Biznes
Kolejna branża walczy o przeżycie. Tym razem cementowa
Materiał Promocyjny
Historyczne śródmieście Gdańska przyciąga klientów z całego kraju
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama