Rząd zwiększy w tym roku dziesięciokrotnie, do 200 mln zł, planowane nakłady na kontynuowanie budowy korwety Gawron, nowoczesnego i najdroższego (1,3 mld zł) okrętu dla marynarki. To pierwszy okręt powstający od podstaw po ustrojowym przełomie w Stoczni Marynarki Wojennej w Gdyni. Stocznia jest jednak w poważnych tarapatach. Jej los zależy od układu z wierzycielami.
Już na starcie negocjacji w sprawie restrukturyzacji wielomilionowego długu państwowa spółka, która w zeszłym roku uzyskała sądową zgodę na upadłość układową, ma poważny kłopot. Włoski koncern Avio żąda spłaty należności za dostarczony już dawno silnik do korwety. Turbogazowy napęd i inne urządzenia zostały już w kadłubie gawrona zabudowane. – Kontrakt, wart 7,65 mln euro, nie został rozliczony. Stocznia przez rok zwlekała z zapłatą ostatniej raty – 2,1 mln euro – mówi Krzysztof Krystowski, prezes Avio Polska. Włoska firma integrująca elementy okrętowego napędu (wykorzystującego m.in. turbiny General Electric) jest rozczarowana. – Mamy podstawy, by zerwać umowę, moglibyśmy też zażądać zwrotu naszych urządzeń, wstrzymujemy dostawy narzędzi – mówi prezes Krystowski.
Jesienią zeszłego roku wodowano już wart blisko pół miliarda złotych kadłub okrętu, ale tę największą wojskową inwestycję w marynarce Avio może skutecznie zablokować. – Włoski napęd został specjalnie, na miarę, zaprojektowany do tego okrętu. Bez niego korweta nie istnieje – ostrzega Krystowski.
– Kwota zobowiązań wobec włoskiego koncernu nie ma strategicznego znaczenia w globalnej restrukturyzacji stoczniowych, kilkudziesięciomilionowych zobowiązań. Do ok. 800 mniejszych i większych wierzycieli stosujemy tę samą miarę wynikającą z prawa o upadłości układowej – twierdzi Roman Kraiński, prezes stoczni. Dodaje, że kilkunastu już zgodziło się poczekać na rezultat wysiłków zmierzających do ratowania stoczni.
Ministerstwo Obrony Narodowej, które chciałoby w tym roku przyspieszyć budowę okrętu marynarki, też szuka gwarancji, że jego pieniądze zostaną wydane zgodnie z przeznaczeniem i nie utoną w upadłościowych rozliczeniach. Dlatego adresuje je przede wszystkim do dostawców tzw. zintegrowanego systemu walki (wartych w sumie ok. 700 mln zł urządzeń: radarów, systemów rozpoznania i uzbrojenia) – holenderskiego Thalesa Nederland, a także m.in. rodzimego Enamoru. Na tym montażu stocznia powinna jednak zarobić.