Inspektorat Uzbrojenia MON chce do przyszłego roku kupić pierwszy system bezzałogowych aparatów w tym dwie programowalne jednostki zdolne do samodzielnego wykrywania min i prowadzenia podwodnego rozpoznania warunków hydrologicznych dla potrzeb wojny minowej. Będą bronić portów w Świnoujściu i Gdyni. Technologiczna rewolucja nastąpi po 2022 roku, kiedy zaplanowano zamówienie dziesięciu kolejnych systemów.
Elektronika zastępuje trałowce
- Polskie okręty już dysponują zdalnie sterowanymi urządzeniami do wykrywania min (urządzenia Ukwiał wymyślone w Politechnice Gdańskiej), jednak ich zasięg i możliwości ogranicza kabel przeznaczony do przesyłania informacji i sterowania – mówi Maksymilian Dura morski ekspert Nowej Techniki Wojskowej. Teraz idzie nowe: flota zamawia roboty z prawdziwego zdarzenia. Mogą one zastępować nurków minerów podczas niebezpiecznych misji i uzupełniać okręty w operacjach przeciwminowych – mówi komandor Dura.
Zawansowane technologicznie podwodne roboty Amerykanie zastosowali na większą skalę podczas kampanii irackiej, rozwijają je zachodni sojusznicy z NATO. Czołowi producenci w Europie to m.in. norweski Kongsberg i francuska Eca, szwedzki Saab i niemiecki Atlas Elektronik. Niewielki robot Kongsberga, Remus 100 wyposażony w ultraczułe sonary i kamery sam programuje sobie trasę inspekcji, dzięki elektronicznej inteligencji omija przeszkody, modyfikuje sposoby badania podejrzanych obiektów.
Startują morskie inwestycje
Cena kompletnych systemów, na które oprócz podwodnych pojazdów składają się hydroakustyczne pławy, zapasowe źródła zasilania, stacje komputerowe zarządzania misją, idą w setki tysięcy dolarów, ale to i tak niewielki wydatek w porównaniu z oczywistymi zyskami jakie daje poprawa bezpieczeństwa ludzi czy oszczędności wynikające z ograniczenie eksploatacji dużych okrętów podczas potencjalnie ryzykownych misji bojowych.
Zakup morskich robotów to zapowiedź zmian w planach inwestowania w siły morskie RP. MON zapowiada, że szczegóły technicznej rewolucji w marynarce poznamy jesienią. Minister obrony i Sztab Generalny proponują radykalne działanie. Remonty starych jednostek zostaną wstrzymane a MON zacznie zamawiać mniejsze, tańsze ale nowoczesne okręty, które umożliwią flocie dokonanie skoku technologicznego i prawdziwego przełomu generacyjnego do 2030 roku.
Marynarka Wojenna ma obecnie 43 okręty bojowe z czego 13 to jednostki uderzeniowe, pozostałe to trałowce i transportowo minowe. Już do 2020 roku na złom pójdzie większość wyeksploatowanych jednostek uderzeniowych w tym m.in. dwie fregaty, pięć mniejszych okrętów rakietowych i ostatni z używanych obecnie okrętów podwodnych.
Okręty, śmigłowce, rakiety
Przygotowywany w MON plan zakłada rozłożone w czasie inwestycje, tak by do 2030 roku marynarka mogła podnieść banderę na pierwszych nowoczesnych jednostkach obrony wybrzeżą: trzech okrętach podwodnych i trzech patrolowych. Planuje się też wprowadzenie do służby trzech okrętów walki minowej wyposażonych w bezzałogowe systemy poszukiwania i unieszkodliwiania ładunków , dwóch okrętów ratowniczych i jednostek wsparcia logistycznego a także rozpoznania radioelektronicznego. Nowe jednostki mają być w przyszłości wyposażone nie tylko w podwodne roboty ale też zdalnie sterowane samoloty zwiadowcze. Pierwszy okręt podwodny powinien trafić do linii już w 2017 roku.
Wzmocnione zostanie lotnictwo morskie. Flota ma dysponować siedmioma śmigłowcami zwalczania okrętów podwodnych i co najmniej dziesięcioma samolotami patrolowo- rozpoznawczymi.
Niedokończona korweta gawron, której budowa pochłonęła już 400 mln zł nie pójdzie na żyletki. Dowództwo Marynarki Wojennej pracuje nad przekształceniem okrętu projektu 621 - w oszczędniej wyposażony patrolowiec.
W przyszłym roku zacznie pilnować Wybrzeża budowany kosztem ok. 700 mln zł Nadbrzeżny Dywizjon Rakietowy. W okolicach Lęborka, nad Bałtykiem, staną wyrzutnie wyposażone w przeciwokrętowe, kierowane pociski dalekiego zasięgu NSM które już zakontraktowaliśmy u norweskiego Kongsberga.