Koszt organizacji igrzysk olimpijskich w Tokio sięgnął już 15,6 mld dol. i stał się ponad dwa razy większy od pierwotnych założeń. Do jego wzrostu mocno przyczyniła się pandemia. To z jej powodu przesunięto igrzyska o rok i zdecydowano się jej przeprowadzić jedynie z garstką widzów na niektórych stadionach. Same koszty związane z pandemicznymi środkami bezpieczeństwa sięgnęły 3 mld dol., a mimo to nie udało się uniknąć przypadków Covid-19 wśród sportowców przybyłych na olimpiadę.

– Prawdę mówiąc, nie sądziłem, że olimpiada będzie tak wyglądać. Myślałem, że koronawirus zniknie lub zostanie opanowany przed rozpoczęciem igrzysk. Tak się jednak nie stało, a problem pod pewnymi względami stał się poważniejszy – przyznał Toshiro Muto, prezes komitetu organizacyjnego tokijskiej olimpiady.

Niemal do ostatniej chwili groziła tokijskim igrzyskom olimpijskim groźba kolejnego przesunięcia lub odwołania. Część przedstawicieli środowisk biznesowych sceptycznie zapatrywała się na ich szanse komercyjne. Hiroshi Mikitani, prezes sieci sklepów z elektroniką Rakuten, mówił w maju w rozmowie z CNN, że przeprowadzanie olimpiady w takich warunkach to „misja samobójcza".

Ponad 60 spółek podpisało kontrakty sponsorskie na łącznie około 3 mld dol., co jest rekordową sumą. Część z nich jednak się wycofała. W pierwszej kolejności rezygnowali ci, którzy chcieli się wypromować, sprzedając kibicom jedzenie, napoje i gadżety. W obliczu pustych stadionów uznali, że taka promocja byłaby bezsensowna. W zeszłym tygodniu, tuż przed igrzyskami, koncern Toyota, będący największym sponsorem olimpiady, ogłosił, że zrezygnuje z emisji swoich reklam w trakcie igrzysk w japońskiej telewizji. W innych krajach wciąż będą jednak emitowane reklamy Toyoty.

To, że część sponsorów zaczęła dystansować się od igrzysk, jest w pewnym stopniu reakcją na sondaże pokazujące, że olimpiada nie zdobyła popularności wśród Japończyków. Z badania przeprowadzonego dla telewizji JNN wynika, że 34 proc. mieszkańców Kraju Kwitnącej Wiśni chciało odwołania lub kolejnego przesunięcia imprezy. Z sondażu przeprowadzonego dla dziennika „Asahi Shimbun" wynika natomiast, że aż 55 proc. Japończyków sprzeciwia się olimpiadzie, a blisko 75 proc. dobrze ocenia decyzję o zakazie obecności kibiców na stadionach.

Japończycy postrzegają igrzyska jako duże potencjalne zagrożenie epidemiczne. Dzienna liczba zakażeń Covid-19 zbliżyła się w Japonii do 2 tys., najwyższego poziomu od stycznia, a tylko 23 proc. mieszkańców jest tam w pełni zaszczepionych.

Przed pandemią Japończycy generalnie pozytywnie postrzegali plany olimpiady w Tokio. Shinzo Abe, premier w latach 2012–2020, który zdołał „załatwić" igrzyska olimpijskie dla swojego kraju, liczył na to, że przyciągną one do Japonii miliony turystów i staną się silnym impulsem pobudzającym gospodarkę. Miały być również wielkim PR-owym zwycięstwem Japonii. Udane igrzyska dobrze zaprezentowałaby bowiem Kraj Kwitnącej Wiśni w rywalizacji z Chinami oraz Koreą Południową.

Poprzednie igrzyska olimpijskie w Tokio – przeprowadzone w 1964 r. – były dla Japonii bardzo silnym impulsem rozwojowym. W ramach przygotowań do nich m.in. bardzo mocno rozbudowano sieć szybkich kolei (shinkansen), która nadal znakomicie służy gospodarce.

„Olimpiada zwiększyła świadomość Japończyków dotyczącą świata zewnętrznego i pomogła dynamicznemu wzrostowi gospodarki japońskiej" – pisał w jednej ze swoich broszur komitet organizacyjny igrzysk Tokio 2020.

Autopromocja
CYFROWA.RP.PL

Jak cyfrowa rewolucja wpływa na biznes i życie codzienne

CZYTAJ WIĘCEJ