— Niech się pani nie przejmuje.Auta bez kierowców nie pojawią się na ulicach miast ani za mojego, ani za pani życia- powiedział szef Fiata/Chryslera,Sergio Marchionne.
Takiej pewności nie mają ani szef marki BMW,Ian Robertson, ani też prezes Renaulta Nissana,Carlos Ghosn.
Wprawdzie zgadzają się,że na razie prawo zabrania,aby auta mogły poruszać się po drogach bez kierowcy , więc nie ma możliwości,żeby puste samochody podjeżdżały do ich właścicieli. — Nigdy prawo nie pozwoli na to, by auta jeździły całkowicie puste. Zawsze będzie musiał siedzieć w nich, nawet zmęczony człowiek — mówił Carlos Ghosn. Jego zdaniem jest to doskonałe rozwiązanie dla osób w bardzo podeszłym wieku.— To jednak coraz więcej aut będzie wyposażonych w najróżniejsze ułatwienia,które „myślą" za kierowcę. Już teraz przecież korzystamy z GPS, czy automatycznego wspomagania parkowania, ABS . Nie sprawdzamy sami poziomu oleju, tylko kiedy trzeba go dolać, sygnalizuje nam komputer- mówi Ian Robertson. —A czy nie było dobrze gdybyśmy przed domem wysiadali z auta, a ono samo wjeżdżałoby do garażu - pytał Carlos Ghosn podczas trwającego właśnie salonu samochodowego w Detroit.
Akio Toyoda, prezes japońskiego koncernu Toyota Motor Corp przekonywał jednak, że auta bez kierowców, to doskonałe rozwiązanie. — Pomyślcie: człowiek siedzi w samochodzie bardzo zmęczony i jest zbyt zdekoncentrowany,aby siąść za kierownicą, albo niedysponowany i nie może tego robić. Wtedy z wielką ulgą odda kierowanie wozem komputerowi— mówił w Detroit Akio Toyoda, prezes Toyota Motor Corp.
Na pierwsze testy takich aut już pozwolili gubernator Kalifornii,Jerry Brown, oraz gubernator Nevady, gdzie zostały już wydane pierwsze tablice samochodowe dla aut poruszających się bez kierowców. Pierwszym pojazdem, na którym została ona przykręcona była Toyota Prius, która przejechała bez żadnych incydentów nawet zatoczonymi ulicami Las Vegas. Brown nie ukrywa,że jest zachwycony tą technologią, którą wypracowali wspólnie Google i producenci aut. Siergiej Brin, współzałożyciel Google nie ukrywa,że dla niego jest to nadal jak wynalazek z dziedziny raczej Science Fiction, niż z realu,ale po dopracowaniu może rzeczywiście zmienić życie wielu ludzi, którzy z jakichś powodów nie są w stanie sami prowadzić aut. I przyznaje, że tak kierowane auta w ramach testów bezkolizyjnie przejechały już ponad 75 tys. km. Jednakże w ich wnętrzach siedzieli kierowcy,którzy w krytycznych momentach mieli przejąć rolę „autopilotów". — To dobre rozwiązanie dla zbyt starych, zbyt młodych, albo znajdujących się zbytnio „pod wpływem" - wtórował Brin Toyodzie i Ghosnowi. A Brown zapytany komu w takim razie będzie wystawiany mandat za łamanie przepisów drogowych ? Odpowiedział : w pełni automatyczne auto nie przejedzie na czerwonym świetle.
Możliwość testowania takich aut mają już pracownicy Google. Zdaniem Siergieja Brina pojawią się nie później, niż za 5 lat. Czyli znacznie wcześniej, niż ocenia te możliwości Sergio Marchionne . Zdaniem Brina coraz więcej producentów aut chce z Googlem współpracować.
Ta technologia była pokazywana także podczas tegorocznych targów elektroniki konsumpcyjnej w Las Vegas, gdzie prym wodzili Toyota i niemiecki Audi. Limuzyna Lexusa została wyposażona w zestaw kamer, które są w stanie wykryć co się dzieje wokół auta. — To auto mogłoby już samo jeździć, ale mu na to nie pozwalamy zapewniał Jim Pisz z Toyota North America. Jego zdaniem model Lexusa LS z 2013 roku został już wyposażony w najnowocześniejszy z dostępnych na rynku system ostrzegający przed niebezpieczeństwem kolizji. — Dzisiaj elektronika, to podstawa nowoczesnych samochodów,które są właściwie komputerami na kołach - wtórował mu Wolfgang Duerheimer z Audi. I chwalił się,że maszyna może przejąć czynności kierowcy,kiedy jazda jest nudna i oddać j wówczas, kiedy prowadzenie auta jest frajdą. Niemcy ujawnili,że będę w stanie produkować takie pojazdy za 5-8 lat.
Ale już na przykład Ford zarzucił tę nowinkę kilka lat temu. — Wydawało nam się,że sprawa dotyczy tak odległej przyszłości,że nie ma co mobilizować zespołów ludzi, by tym się zajmowali- mówił Pim van der Jagt z Forda. Jego zdaniem najpierw politycy muszą zdecydować na co są gotowi pozwolić, a potem problemem zajmą się technicy.
Danuta Walewska z Detroit