Minister skarbu Włodzimierz Karpiński chce odświeżyć pomysł szefa Rady Gospodarczej Jana Krzysztofa Bieleckiego i oddać nadzór nad państwowymi firmami fachowemu zespołowi. Jak powiedział nam minister, premier dał mu zielone światło.

Do komitetu nominacyjnego, który Karpiński porównuje do Rady Polityki Pieniężnej, weszliby eksperci powołani przez premiera. Rekomendowaliby, kto ma zasiadać we władzach spółek Skarbu Państwa. Poza ich kompetencjami znalazłoby się ok. 20 spółek strategicznych z sektorów energetyczno-paliwowo-gazowego i finansowego, podległych resortowi skarbu. Ich listę mógłby zmieniać za każdym razem nowy rząd.

650 tys. zł rocznie kosztowałoby funkcjonowanie komitetu

Nie wiadomo na razie, czy także członkowie komitetu byliby wymieniani po wyborach, czy też powoływani np. na pięcioletnią kadencję, jak przewidywał projekt ustawy skierowany cztery lata temu do Sejmu.

– Zależało nam na skupieniu w jednych rękach nadzoru nad spółkami, których państwo nie zamierza sprzedać, i wyjęciu ich spod kompetencji ministrów – wyjaśnia Jan Krzysztof Bielecki. – Dzięki komitetowi wybór rad stałby się przejrzysty. A te powoływałyby kompetentny zarząd – dodaje.

W efekcie firmy byłyby lepiej zarządzane, dzięki czemu wpływy z podatków i dywidend mogłyby być wyższe. Dobre wyniki spółek zniechęciłyby do częstej wymiany ich władz – takie były założenia poprzedniej ustawy.

Z analizy „Rz" wynika, że w ciągu 14 lat przez 24 czołowe firmy z udziałem Skarbu Państwa przewinęło się 147 prezesów. Średnio każda miała ponad sześciu szefów, dwa razy więcej, niż wynikałoby z długości kadencji.

– Gdyby komitet kierował się w doborze członków rad nadzorczych biznesowymi potrzebami spółek, mógłby sprawić, że rady wypracowałyby przejrzyste procesy oceny i odwoływania członków zarządów – zaznacza Krzysztof Nowakowski, dyrektor firmy headhunterskiej Korn/Ferry International. – Rozwiązałoby to problem braku przejrzystości w polityce kadrowej, a w radach pojawiłoby się więcej przedstawicieli biznesu.

Janusz Jankowiak, główny ekonomista Polskiej Rady Biznesu, zastanawia się jednak, czy komitet rzeczywiście nie kierowałby się interesem partii. – Wolałbym, by zamiast powoływania komitetu dano większą swobodę radom nadzorczym i zarządom spółek oraz kontynuowano prywatyzację – mówi ekonomista.

Autopromocja
BLACK WEEKEND

Roczny dostęp do treści rp.pl za pół ceny

KUP TERAZ