Na początku stycznia Komisja Europejska podała, że Koleje Litewskie ograniczały konkurencję poprzez likwidację linii kolejowej łączącej ten kraj z łotewskim Renge. W efekcie uniemożliwiały PKN Orlen korzystanie z usług alternatywnego przewoźnika i transportowanie paliw z litewskiej rafinerii w Możejkach w kierunku północnym. To z kolei spowodowało, że płocki koncern musiał korzystać z usług Kolei Litewskich, które okazały się stosunkowo drogie.

W ocenie analityków droga do poprawy sytuacji w Możejkach jest ciągle daleka.

– Nie sądzę, aby obecne działania podejmowane przez Komisję Europejską doprowadziły do szybkiej zmiany polityki prowadzonej przez Koleje Litewskie wobec PKN Orlen. W efekcie nie ma co liczyć na rozwiązanie problemów logistycznych, z jakimi od wielu lat boryka się rafineria koncernu w Możejkach – mówi Flawiusz Pawluk, analityk UniCredit CAIB Poland.

Jego zdaniem, dopiero prawomocne postanowienie i kara nałożona na Koleje Litewskie może cokolwiek zmienić w postępowaniu tego przedsiębiorstwa. – To może jednak potrwać jeszcze kilka lat – twierdzi Pawluk.

Dodaje, że dziś strona litewska ma dodatkowe argumenty za tym, aby nic nie zmieniać w swoim postępowaniu. Chodzi o wyjątkowo wysokie marże rafineryjne uzyskiwane przez koncern w związku z taniejącą ropą. Już w III kwartale marże były na tyle duże, że Orlen Lietuva znowu zaczął wypracowywać zysk netto.

Biuro prasowe PKN Orlen przypomina, że koncern od 2008 r. konsekwentnie podnosi sprawę odbudowy odcinka torów do Renge. Bez tego eksport m.in. na Łotwę i do Estonii jest znacznie mniej konkurencyjny. – Wielokrotnie też składano nam obietnicę, że tory zostaną odbudowane. Tak się jednak nie stało – podaje koncern.

W kolejnych etapach postępowania KE może nałożyć na przewoźnika karę w wysokości 10 proc. jego rocznych przychodów i zobowiązać go do zaprzestania naruszania zasad konkurencji w UE.