Rosyjski koncern domaga się zwrotu łącznie 23,84 mld dol. W sumie do międzynarodowego arbitrażu w Sztokholmie Rosjanie złożyli dwa pozwy. Pierwszy w czerwcu 2014 r. na 4,5 mld dol. dotyczył nieopłaconego gazu pod koniec 2013 i w I kw. 2014 r. Drugi – surowca nieodebranego przez Naftohaz w latach 2012–2013, do czego zobowiązuje paragraf „bierz lub płać". Kijów podpisał kontrakt na minimum 41 mld m3 gazu rocznie, z czego obowiązek zapłaty lub odbioru wynosił 70–80 proc. W tym wypadku roszczenie opiewa na 18,5 mld dol.
Z swej strony Naftohaz ostatniego dnia kwietnia złożył w Sztokholmie nowe roszczenia wobec Gazpromu. Jak podał na Facebooku premier Arsenij Jaceniuk, suma roszczeń wzrosła do ponad 16 mld dol., przy czym Kijów domaga się od Moskwy odszkodowania w kwocie 10 mld dol.
Naftohaz chce zmiany ceny z datą wsteczną i odzyskania wszystkich przedpłat uiszczonych od maja 2011 r. (nie mniej niż 6 mld dol.). Prosi też sąd o zmianę punktu w kontrakcie z Rosjanami, który zakazuje reeksportu zakupionego w Gazpromie paliwa.
W październiku 2014 r. Naftohaz poszerzył roszczenia wobec Rosjan. Domaga się zmiany kontraktu tranzytowego na lata 2009–2019. Chce, by sąd zobowiązał Gazprom do zapłaty odszkodowania za niewywiązanie się z zapisanej w umowie obowiązkowej wielkości tranzytu rocznego. Kijów stracił w ten sposób 3,2 mld dol., domaga się też odsetek od tej kwoty, co daje kolejne 6,2 mld dol.
Sprawa jest bardzo skomplikowana i szybko się nie zakończy. Pierwsze przesłuchania zapowiedziano na przyszły rok. Gazprom spodziewa się werdyktu do 2017 r. Dlatego analitycy są zdania, że strony mogą się porozumieć wcześniej poza sądem. I że chodzi tak naprawdę o cenę rosyjskiego gazu i nowy kontrakt dla Ukrainy. – Siły są wyrównane. Gazprom ma ważny kontrakt na dostawy, a Ukraina – umowę stowarzyszeniową z Unią i kontrakt na tranzyt – mówi agencji Prime Dmitrij Łukaszow z IFC Markets.