Klienci spółek security w terenie nie akceptują wyższych kosztów ochrony i aby utrzymać na dotychczasowym poziomie nakłady na bezpieczeństwo swych firm i instytucji, sugerują likwidację części posterunków – wynika z sondy „Rzeczpospolitej" przeprowadzonej wśród firm ochroniarskich.
Po ubiegłorocznych, wymuszonych redukcjach w branży wywołanych skokiem kosztów z powodu ozusowania umów-zleceń, które objęły 45 tys. strażników, nadciąga więc kolejna fala zwolnień.
Sprawdź aktualne Oferty o Pracę
Kto nie płaci pod stołem, zwija interes
Jeszcze na początku roku wydawało się, że sektor security zatrudniający wciąż 250 tys. pracowników i wyjątkowo wrażliwy na gwałtowne zmiany kosztów pracy, poradzi sobie na kolejnym zakręcie. Według Polskiej Izby Ochrony (PIO), rzeczywiście nieco lepiej renegocjacje umów z klientami poszły największym spółkom w branży, takim jak Solid, Impel, Konsalnet czy Securitas, które obsługują banki, wielkie sieci handlowe czy zajmują się liczeniem i konwojowaniem gotówki. Opór wobec podwyżek stawek za usługi uderzył mocno w małe i średnie lokalne firmy security. Mają one coraz większe problemy, aby na rozsądnych warunkach ułożyć się z klientami i waloryzować umowy.
Sławomir Wagner, szef PIO, na początku tego roku szacował, że czołowym spółkom nie udało się waloryzować w drodze porozumienia stron tylko ok. 10 proc. kontraktów. – Ale nawet w takim przypadku firmy ochrony starały się utrzymać kontrakty, licząc na uzgodnienie wyższych należności w przyszłości – mówi Wagner.
W ostatnich miesiącach coraz wyraźniej widać jednak mniej pozytywne konsekwencje reform dla mniejszych spółek, które stanowią większość z 2,5 tys. firm wyjątkowo rozdrobnionego sektora ochrony.
– Przedsiębiorcy, którzy nie chcą obchodzić prawa, „optymalizować" wynagrodzeń, płacić pod stołem, a nie stać ich na ekspresowe zastępowanie ludzi kosztownymi zabezpieczeniami elektronicznymi, zaczynają zwijać interes – twierdzi prezes PIO.
Wagner ostrzega, że mimo optymistycznych urzędowych zapewnień, operacja podnoszenia stawki godzinowej jednak nie przeszła gładko. Usługobiorcom z administracji, urzędów i instytucji publicznych, na które ustawa nakłada obowiązek zorganizowania ochrony, zabrakło czasu na przygotowanie się do wprowadzenia nowych regulacji. A biura samorządów, siedziby ZUS, prokuratury, szpitale to nadal ważna część rynku usług ochrony w kraju.
Budżetówka bez dodatkowych pieniędzy
– Prawo wprowadziło na przełomie roku obowiązek wypłaty wyższych stawek za ochronę, ale budżety publicznych placówek w części przeznaczonej na zapewnienie bezpieczeństwa nie wzrosły proporcjonalnie – ocenia PIO.
Nawet w jednostkach wojskowych, wymagających szczególnego dozoru, negocjatorzy firm ochrony, którzy przyszli uzgodnić urealnienie kosztów i umów, usłyszeli, że dodatkowych pieniędzy na droższą ochronę nie ma i nie będzie.
– Znaleźliśmy się pod ścianą. Nie jest łatwo zerwać umowę, gdy można stracić bankowe gwarancje, klient grozi karami umownymi, a poza tym można utracić ważne w branży referencje, na które pracowaliśmy latami – mówi Beniamin Krasicki prezes City Security, spółki z branżowej czołówki.
Monitoring zamiast strażnika
Rafał Luboiński, prezes RR Security, spółki która zapewnia bezpieczeństwo ponad 30 osiedlom w pięciu największych miastach Polski i opiekuje się obiektami urzędów kontraktujących usługi w oparciu o ustawę o zamówieniach publicznych: – W naszym przypadku to administratorzy prywatnych osiedli i inni klienci z prywatnego sektora odrzucali już na starcie negocjacji możliwość zwiększenia nakładów na ochronę. Wyjściem była wymuszona redukcja posterunków i zatrudnienia oraz perspektywa zastąpienia fizycznej ochrony dozorem elektronicznym np. monitoringiem wizyjnym – mówi prezes RR Security.
– Jednak także w tym przypadku zwolnień nie dało się uniknąć – przyznaje Luboiński. Prezesa RR Security najbardziej niepokoi coraz bardziej widoczne, dobrze znane zjawisko: w miejsca zwolnione przez pracowników RR Security, natychmiast zgłaszają się konkurencyjne firmy, które proponują stawki za ochronę zdecydowanie poniżej granicy legalnie kalkulowanych kosztów.