fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Piłka nożna

Przybysze z wrogiej planety

Aurelio de Laurentiis, prezes Napoli, wszędzie widzi spisek bogatej Północy przeciwko jego drużynie
AFP
Piotr Kowalczuk
W ten weekend rusza włoska liga, ale na razie mówi się głównie o awanturach i korupcyjnym skandalu
Piotr Kowalczuk z Rzymu
11 sierpnia w Pekinie odbył się mecz Juventus – Napoli (4:2 po dogrywce) o Superpuchar Włoch. Komentatorzy nie bez racji pisali o eksporcie do Państwa Środka wszystkiego, co we włoskiej piłce najgorsze – histerii, podejrzeń o spisek, pogardy dla rywali, sędziego i kibiców.
Futbolowa farsa zaczęła się od tego, że trener Juventusu Antonio Conte kierował swoim zespołem z trybun przez telefon, bo jest zdyskwalifikowany za udział w aferze ustawiania meczów. Wystarczyło kilka kontrowersyjnych decyzji sędziego (powtórki telewizyjne  pokazały, że miał rację), by w amok wpadli trener Napoli Walter Mazzarri i piłkarz tego klubu Goran?Pandev.
Za obrazę arbitrów zobaczyli czerwone kartki i w efekcie Napoli kończyło mecz bez trenera i w dziewiątkę, bo przedtem z boiska za brutalne faule wyleciał Juan Zuniga. Uwielbiający teatralne gesty prezes Aurelio De Laurentiis postanowił,  że zespół Napoli nie wyjdzie  na ceremonię dekoracji pamiątkowymi medalami.
Następnego dnia kończyły się igrzyska w Londynie. Włosi liczyli na dziewiąty złoty medal. W boksie w wadze superciężkiej mistrz olimpijski z Pekinu Roberto Cammarelle bronił tytułu w walce z Brytyjczykiem Anthonym Joshuą. Sędziowie wyraźnie skrzywdzili Włocha. Pytany, czy nie miał ochoty zlekceważyć ceremonii dekoracji, powiedział: „Owszem, czuję się skrzywdzony i jest mi bardzo gorzko. Ale nie mogłem przecież okazać pogardy rywalowi, który z decyzją sędziów nie miał nic wspólnego, a przy okazji kibicom, olimpiadzie i sportowi, który kocham".
Kontrast między postawą Napoli i Cammarellego dał asumpt do ciągnących się do dziś  jeremiad we włoskiej prasie, w których moraliści  piszą o futbolu wyzutym z podstawowych sportowych wartości, o futbolu, który żywi się permanentną, histeryczną awanturą między kibicami, prezesami, trenerami i piłkarzami. „Na tle świetnego występu włoskich olimpijczyków w Londynie
(28 medali), wzruszającej skromności medalistów i godności przegranych, ludzie włoskiej piłki wydają się przerażającymi przybyszami z obcej, wrogiej planety" – napisał w „Corriere della Sera" guru futbolowych komentatorów Mario Sconcerti. Druga gazeta Włoch „La Repubblica" pytała wprost: „Czy włoską piłkę można jeszcze w ogóle nazywać sportem, nie obrażając przy okazji innych sportowców?".
Na kompromitację w Pekinie nakłada się jeszcze większa: procesy toczące się przed sądami karnymi i trybunałem futbolowego związku. Chodzi o  ustawianie mniej ważnych meczów na życzenie i za pieniądze gangów rodzimych i obcych hazardzistów. W proceder zamieszanych jest kilkadziesiąt osób, m.in. trzech piłkarzy włoskiej reprezentacji, kilkanaście klubów, kilku trenerów, w tym szkoleniowiec mistrza Włoch i jego asystent, który właśnie złożył rezygnację.
Jak domyślają się komentatorzy (m.in. Gianluca Vialli), gangi hazardzistów trafiły w Italii na bardzo podatny grunt, bo we włoskiej futbolowej subkulturze oddawanie punktów przez drużyny grające o pietruszkę zespołom zagrożonym spadkiem stało się normą, a walczącym do końca, jak choćby w lidze angielskiej, przypina się łatkę szaleńców. Bardzo symptomatyczna w tym kontekście jest niedawna wypowiedź reprezentacyjnego bramkarza Gianluigiego Buffona: „Lepiej dwóch rannych niż jeden trup (czytaj: spadający z ligi – P.K.)".
Jeszcze piłkarze nie zdążyli kopnąć piłki, a już kłócą się i obrzucają epitetami prezesi i  trenerzy. Andrea Agnelli, prezes Juve, awanturuje się z prezesem Interu Massimo Morattim o tytuł mistrzowski 2005/2006 (zdobyty przez Juventus, ale przyznany Interowi w związku a aferą „calciopoli").
De Laurentiis ciągle mówi o spisku związku futbolowego i zarządu ligi, ma on być skierowany przeciw Napoli. Tymi żenującymi pyskówkami zajmowała się nawet podczas Euro 2012 i zajmuje obszernie włoska prasa i dziesiątki futbolowych stacji radiowych, wciągając w awanturę rozgorączkowanych fanów. W ten sposób, paradoksalnie, mecz staje się coraz mniej ważnym dodatkiem i co najwyżej pretekstem do kontynuowania starych lub wywoływania nowych awantur.
Z rynku transferowego dla włoskich fanów też płyną bardzo ponure wieści. Kryzys dotknął  kluby, które zmuszone są pozbywać się swoich gwiazd. Serie A opuścili jej najlepszy napastnik Zlatan Ibrahimovic i najlepszy stoper Thiago Silva (obaj przeszli z Milanu do PSG). W ich ślady poszedł czarodziej dryblingu i bożyszcze Neapolu Ezequiel Lavezzi. Mario Balotelli już od dawna gra w City, a niewykluczone, że do końca sierpnia za granicę przeprowadzą się Maicon (Inter) i Stevan Jovetić (Fiorentina).
Jak podkreślają  komentatorzy, Serie A staje się coraz bardziej ligą prowincjonalną, zapleczem angielskich, francuskich czy hiszpańskich potentatów. Nie przypadkiem w tej edycji LM Włosi będą mieli o jednego przedstawiciela mniej, w grupach zagrają Juventus i Milan, a o awans walczyć będzie Udinese.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA