fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Styl życia

Kobieta, mleko i rynek

Fotorzepa, Bosiacki Roman Bos Roman Bosiacki
Czy karmienie piersią to nieodpłatna praca kobiet?
fot. Bosiacki Roman/Fotorzepa
Artykuł pochodzi z tygodnika "Przekrój"
Ktoś zwróci uwagę w centrum handlowym albo na przystanku. Ktoś napisze w necie, że to obrzydliwe i że „nie przy jedzeniu". Potem ktoś ze znajomych zamieści na FB informację: „Facebook cenzuruje zdjęcia matek karmiących piersią jako obsceniczne". I protest matek, które umawiają się na karmiącego flash moba w warszawskim metrze, uwieczniony w prasie lokalnej.
Karmienie piersią to zwykle temat dla niszy prasy parentingowej i telewizji śniadaniowej. Prezentowany w formie porad, jak „nabyć umiejętność karmienia", obok reklamy laktatora. Kilka stron dalej przeczytamy o karmieniu mlekiem modyfikowanym, również z reklamami, tym razem mleka w proszku, anonsowanego jako „najlepsze zaraz po mleku mamy". Czy rzeczywiście temat karmienia niemowląt jest domeną sfery prywatnej? Czy problem w sferze publicznej ma wymiar głównie estetyczny? Czy w układzie dom/rodzina – praca/czas wolny nie brakuje jakiegoś elementu? Wreszcie – czy to mleku modyfikowanemu i laktatorom kobiety zawdzięczają emancypację?
Gabrielle Palmer w książce „Polityka karmienia piersią" zauważa, że trzecim, niewypowiedzianym aktorem jest rynek. Rynek pracy, wokół którego zbudowane jest nasze życie, wymaga coraz większej dyspozycyjności. Rynek towarów i usług tworzy potrzeby, a następnie dostarcza sposobów ich realizacji, bazując na określonych kulturowych wzorcach. Palmer pyta – na ile alternatywa dla karmienia piersią w postaci mleka modyfikowanego rzeczywiście daje możliwość wyzwolenia z rodzinnych więzów i aktywnego uczestnictwa w rynku pracy, a na ile jest problemem systemowym: rynkowym mechanizmem obliczonym na zysk, a bazującym na patriarchalnym przekonaniu, że kobiety nie umieją być matkami, trzeba je pouczać i wyręczać?

Upadek akuszerki

Jej książka wplata się w opowieść o odzyskiwaniu kobiecej historii, którą zapoczątkowała Adrienne Rich, pisząc o odbieraniu doświadczenia macierzyństwa kobietom poprzez chętnie stosowane w USA zabiegi narkozy podczas porodu. Barbara Ehrenreich na długo zanim zaczęła zajmować się amerykańską pracą śmieciową, badała historię wymazywania ze społecznej pamięci pracy akuszerek, które z pań wspierających inne kobiety wiedzą na temat ciąży, porodu i połogu oraz karmienia piersią w publicznej świadomości zaczęły funkcjonować jako brudne baby ze świata guseł i zabobonu. Palmer stara się pokazać, w którym momencie wiedza kobiet na temat funkcjonowania własnego ciała, przekazywana z matki na córkę, została podważona, ośmieszona i zastąpiona wiedzą medyczną, wyprodukowaną na kierowanych przez mężczyzn uniwersytetach i w szpitalach. Jak powiedział jeden z XIX-wiecznych brytyjskich lekarzy: „Z prawdziwą przyjemnością obserwuję, że przetrwanie dzieci znalazło się wreszcie w rękach mężczyzn kierujących się rozumem. [...] Sprawa ta została niefortunnie oddana decyzji kobiet, które nie mogą przecież posiadać wiedzy właściwej, by odpowiednio sobie z tym zadaniem poradzić".
Wraz z XIX-wiecznym rozwojem medycyny uprawomocniała się dyplomowana męska wiedza na temat odpowiedniego bycia kobietą. Na początek zaproponowano odseparowanie dziecka od matki w postaci karmienia z zegarkiem w ręku – co określoną liczbę godzin, przez określoną liczbę minut, zgodnie z racjonalnym duchem epoki.
Zdaniem Palmer zalecenie karmienia piersią w oparciu o wyliczone naukowo przerwy to jeden z etapów historycznego procesu podważania zaufania kobiet do samych siebie oraz komplikowania relacji między matką a dzieckiem. W historii położnictwa to ten sam czas, kiedy położnikami stają się wyłącznie mężczyźni, zmuszający kobiety do rodzenia w pozycji na wznak – uznając, że dotąd nie umiały rodzić w sposób optymalny. I kolejny krok: opracowanie naukowo formuły sztucznego mleka z przekonaniem, że jego skład będzie doskonale kontrolowany przez producenta. Przecież czemu zezwalać, by matki przekazywały dzieciom produkt za darmo, jeśli na substytucie produktu można zarobić? Co prawda kobiety do tej pory radziły sobie również za pomocą mamek, ale z tą instytucją rozprawiono się równie szybko jak z akuszerkami.

Laktacyjny fałsz

Ten modyfikowany biznes kręci się od ponad stu lat. W tym czasie kolejne pokolenia kobiet przekonywano, że karmienie piersią to wyższa szkoła jazdy, do której nadaje się tylko część z nich, reszcie podsuwając mleko modyfikowane, twierdząc, że sztuczne jest zdrowsze od naturalnego. Wiele z nich w efekcie nie było w stanie przekazywać swoim córkom wiedzy opartej na własnym doświadczeniu. Palmer nie uważa, by mleko modyfikowane było złem wcielonym. Może służyć jako dodatkowe zabezpieczenie, gdy rzeczywiście nie ma innej możliwości. Niemniej prezentowanie mleka modyfikowanego i mleka matki jako równoważnych wyborów jest zafałszowane zarówno przez patriarchat, jak i system kapitalistycznej gospodarki.
Po jednej stronie są wiecznie pouczane i strofowane matki, które na każdym kroku dowiadują się, że aby karmić piersią, należy kupić mnóstwo akcesoriów i wspomagaczy oraz zegarek, i które wysłuchują komentarzy o karmieniu jako czynności obscenicznej, obrzydliwej i odbierającej apetyt. Od chwili porodu są obmacywane przez kolejne osoby pracujące na dyżurze w szpitalu, które autorytatywnie stwierdzają: „No, będzie pani miała kłopoty z karmieniem". Po drugiej mamy siłę międzynarodowych koncernów, które przebierają sprzedawczynie za pielęgniarki reklamujące wsparcie dla pomocy humanitarnej poprzez obrazki matki karmiącej piersią z podpisem „Ratuj dzieci od klęski głodu".
Tymczasem zdaniem autorki ten sam mechanizm, który zdawał się emancypować kobiety z krajów pierwszego świata z obowiązków rodzinnych, stawia kobiety z krajów Trzeciego Świata i ich dzieci w stanie zagrożenia. Europejki chcą szybko wracać do pracy. Afrykanki namawia się do przejścia na karmienie butelką, mimo że puszka mleka modyfikowanego to jedna piąta miesięcznej pensji (swoją drogą dla wielu kobiet z Europy to też duży wydatek). Kobiety w Afryce często nie mają dostępu do bieżącej wody, prądu, paliwa, by kilka razy dziennie zagotować wodę na mleko. Korporacje sprzedają je jednym i drugim, przy czym w przypadku afrykańskich dzieci mleko wymieszane z brudną wodą z kałuży może oznaczać śmierć, zwłaszcza że nawet etykiety z instrukcją nie są tłumaczone na język lokalny.

Za karmienie się nie płaci

Warto zadawać pytania, takie jak Palmer. Jak wygląda wybór kobiet w naszych społeczeństwach, poczynając od rynku pracy, który przecież zbudowany jest wokół wzorca mężczyzny niemającego obowiązków domowych ani rodzinnych? Dopóki kobiety mają być przede wszystkim dyspozycyjnymi pracownicami i emancypować się poprzez pracę zarobkową, wybór karmienia piersią nigdy nie będzie łatwy. Następnie – szpitale. W obliczu nadchodzącej katastrofy związanej z niedoborem pielęgniarek i położnych możemy tylko pomarzyć o tym, że każda będzie mogła w bezpiecznej atmosferze rozpocząć karmienie piersią. Wsparcie i pomoc są dostępne, niestety odpłatnie – w szpitalach funkcjonują poradnie laktacyjne, do których dostęp reguluje zasobność portfela, a nie refundacja NFZ. Samorządy lokalne co i raz wstrzymują finansowanie szkół rodzenia z powodu braku środków.
Czy zatem karmienie piersią to nieodpłatna praca kobiet? W ciągu ostatnich kilku lat do świadomości społecznej zaczęła przebijać się wiedza o materialnej wartości pracy wykonywanej w domu, jednak Palmer zauważa, że karmienie nie jest tym samym co obowiązki domowe, bo możemy je rozumieć jako proces produkcji. Autorka przywołuje wyliczenia ekonomistek, jak wielkim wkładem dla PKB jest karmienie piersią, jednak potem odżegnuje się od tych statystyk. Udowadnianie, że karmienie jest jednak „coś warte", wpisuje się w istniejący układ społeczno-ekonomiczny. Równość w pracy się opłaca, karmienie piersią się opłaca – w tych argumentach tkwi wyższość rynku nad ludźmi. „Rynki zareagowały pozytywnie na wiadomość, że karmienie piersią powoduje wzrost PKB". Trudno sobie wyobrazić taką informację, szczególnie że ona nigdy nie padnie. Nasz system społeczno-ekonomiczny nastawiony jest na wybór między dyspozycyjnością wobec pracodawcy a obecnością przy dziecku. Dyskusje o macierzyńskich wyborach zwykle koncentrują się na poziomie indywidualnym. Udało mi się, nie dałam rady, nie chciałam. Palmer pokazuje, że za jednostkowymi decyzjami kryją się kultura i ekonomia – jako źródła cierpień, niestety.
Gabrielle Palmer
„Polityka karmienia piersią"
wyd. Mamania, Warszawa 2011 r., s. 410, 44,90 zł
Część feministek uważa, że zalecenie karmienia piersią, szczególnie „na żądanie", wpędza kobiety z powrotem do tradycyjnego podziału ról. Czyli że potwierdza, iż nie do końca nadają się do pełnienia funkcji w sferze publicznej, ponieważ są dosłownie uwiązane do dzieci. Wydaje się, że książkę Palmer można odczytywać jako marzenie o innym świecie, w którym zdrowie kobiet i dzieci jest zabezpieczone poprzez udane połączenie sfery produkcji oraz reprodukcji, a zatem sfery publicznej z prywatną. Rozczula nas widok europarlamentarzystki w słuchawkach z tłumaczeniem na uszach i dzieckiem w chuście przy piersi. Pytanie, czy wyobrażamy sobie, by matka z niemowlakiem w chuście pracowała za ladą? Wykładała towary na półkę w sklepie? Pracowała w biurze? W banku?
To się nie uda, jeśli zmian będziemy wymagać – znowu – wyłącznie od samych kobiet. Palmer nie chce ani powrotu do tradycyjnego modelu, ani rozpowszechniania syndromu Superwoman, samodzielnie żonglującej rolami matki, żony i pracownicy. Chce świata, który docenia opiekę i stawia ją w centrum, przez co reorganizuje system pracy. Świata, który ceni kobiece doświadczenia i który odrzuca dominację korporacji oraz patriarchatu nad ludzkimi wyborami. Hm, brzmi nieźle.
Artykuł został opublikowany w tygodniku "Przekrój" w lutym 2012 r.
Źródło: Przekrój
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA