fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Unia Europejska

Złe prognozy dla Europy. Raport Komisji Europejskiej

KOMISJA EUROPEJSKA PROGNOZUJE SPOWOLNIENIE GOSPODARKI UE W 2012 ROKU
Rzeczpospolita
W najlepszym razie gospodarkę UE w 2012 r. czekają miesiące stagnacji
Anna Słojewska z Brukseli
– Wypatruję już tego dnia, gdy będę mógł podzielić się z wami dobrymi wieściami – mówił zatroskany Oli Rehn, unijny komisarz ds. gospodarczych, na konferencji w Brukseli w czwartek.
W jesiennym raporcie Komisja Europejska kreśli czarny obraz na 2012 r. Po pół roku od poprzedniej wiosennej prognozy zrewidowała w dół przewidywane wskaźniki wzrostu gospodarczego, a w górę – długu publicznego.
Tej negatywnej prawidłowości podlega i Polska, która w pierwszej fali kryzysu lat 2008 – 2009 była zieloną wyspą Europy. Według szacunków KE produkt krajowy brutto w 2012 r. wzrośnie w Polsce o 2,5 proc. Jest to zgodne z umiarkowanym wariantem scenariusza polskiego ministra finansów. Jeszcze na wiosnę ta prognoza sięgała 3,7 proc.
Polska odczuje skutki globalnego spowolnienia – brzmi fragment analizy dotyczący naszego kraju. W szczególności słabszy popyt na zewnątrz przełoży się na ograniczenie polskiego eksportu. W dodatku zamieszanie na rynkach finansowych zaczyna odciskać piętno na nastrojach konsumentów i przedsiębiorców. To ogranicza wydatki na inwestycje w prywatnym biznesie, na wzrost zatrudnienia i wydatki konsumpcyjne – napisali autorzy raportu.
Lepiej od Polski mają sobie poradzić jedynie kraje bałtyckie. W objętych programami ratunkowymi Portugalii i Grecji produkt krajowy brutto ulegnie zmniejszeniu, co jest efektem drastycznych oszczędności potrzebnych do równoważenia budżetu.
Gorsza będzie też sytuacja finansów publicznych. Deficyt polskiego sektora finansów publicznych ma w 2012 r. wynieść  4 proc. PKB, znacznie powyżej dopuszczalnego w UE maksimum 3 proc. PKB. Polska od kilku lat objęta jest unijną procedurą nadmiernego deficytu i właśnie 2012 r. został wyznaczony jako ostateczny termin uporządkowania budżetu. Jesteśmy w grupie pięciu państw, które wyraźnie nie przestrzegają ścieżki obniżania deficytu wyznaczonej przez UE (i zaakceptowanej przez zainteresowane kraje). Komisarz Rehn w ostatni czwartek wysłał listy do ministrów finansów Polski, Czech, Węgier, Cypru i Malty z prośbą o przedstawienie planu nowych oszczędności. – Oczekuję odpowiedzi do połowy grudnia. Wtedy zdecydujemy o kolejnych krokach w procedurze czy ewentualnych sankcjach już w ramach nowych przepisów o zarządzaniu gospodarczym – powiedział Rehn.
W przypadku Polski brak dostosowania do wyznaczonej przez Brukselę ścieżki będzie skutkował krytyką, która może się przełożyć na gorsze oceny ze strony inwestorów. Nie grożą nam kary finansowe, bo nie jesteśmy w strefie euro.
Teoretycznie jednak KE może nam odebrać część pieniędzy z unijnego Funduszu Spójności (są przeznaczane na wielkie inwestycje infrastrukturalne, np. drogi, koleje, lotniska, porty morskie. W latach 2007 – 2013 Polsce przyznano na ten cel  25 mld euro). Ale w praktyce, jak twierdzą nieoficjalnie przedstawiciele KE, za rok opóźnienia taka kara raczej nie zostanie nam wyznaczona. Bruksela przekonuje jednak, że w przypadku Polski jest ciągle możliwe obniżenie deficytu bez szkody dla popytu wewnętrznego i wzrostu gospodarczego. – Zalecamy ograniczanie tych wydatków budżetowych, które nie mają charakteru prowzrostowego – wyjaśniali eksperci KE.
Prognozy Komisji sporządzono 25 października. Nie uwzględniają zatem zaakceptowanych kilka dni później oszczędności ze strony dwóch wielkich unijnych gospodarek: francuskiej i włoskiej. Takie zaciskanie pasa dodatkowo zaważy na prognozie wzrostu dla obu tych krajów i całej Unii.
Jak podkreślają autorzy raportu KE, problemem jest nie brak pieniędzy, ale niechęć do ich wydawania. Przedsiębiorcy nie inwestują, bo boją się, że nowych produktów czy usług nikt nie kupi. Konsumenci nie dokonują większych zakupów, bo trzymają oszczędności na gorsze czasy. A banki ograniczają działalność kredytową, bo boją się niewypłacalności dłużników.
Produkt krajowy brutto całej Unii Europejskiej ma się zwiększyć w przyszłym roku tylko  o 0,6 proc., choć jeszcze pół roku temu  prognozowano, że wzrośnie o 1,9 proc. Gorsze prognozy przewiduje się również dla Polski, choć ciągle należymy – wraz z krajami  bałtyckimi – do grupy najbardziej dynamicznych. Najgorzej w Unii Europejskiej radzą sobie Portugalia i Grecja, których  gospodarki ulegną skurczeniu.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA