fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Muzyka

Ekscytujący wieczór jazzu, rocka, popu i muzyki afrykańskiej w Sali Kongresowej

John Scofield
Archiwum autora, Marek Dusza m.d. Marek Dusza
Amerykański kwartet Johna Scofielda i zespół pary niewidomych śpiewaków Amadou & Mariam z Mali zapewnili publiczności świetną zabawę na kolejnym koncercie w cyklu Era Jazzu
Zestawienie tych wykonawców na jednej scenie w jeden wieczór wydawało się bardzo odważne. Szukałem wspólnego mianownika dla tych występów i wszystko stało się jasne, kiedy po przerwie wyszedł na scenę duet Amadou & Mariam z afrykańsko-europejskim zespołem. Jazzowy gitarzysta John Scofield i jego muzycy, podobnie jak wykonawcy z Mali świadomie nawiązywali do popularnych stylów. Podczas kiedy u Scofielda był to rock, funk, soul, blues, a w finale nawet stary rock and roll, to Amadou & Mariam wyraźnie nadali afrykańskim rytmom efektowną, rockową oprawę.
  Amerykański gitarzysta ma w swoim zespole śpiewającego klawiaturzystę Nigella Halla, co idealnie pasowało do nowej formuły jego muzyki. Jednak moją uwagę nie zwrócił wcale jego glos, dość przeciętny, choć mocny, ale zestaw archaicznych instrumentów klawiszowych, jakimi się otoczył. Bo oprócz jednej, współczesnej klawiatury syntezatora, miał rzadko spotykany na scenach mini-moog, organy Hammonda B3 z wirującymi głośnikami typu Leslie i fortepian elektryczny Fender Rhodes. Co najważniejsze, potrafił z nich skorzystać. Na moogu zagrał długi wstęp do kompozycji George'a Duke'a. Jak cudownie zabrzmiał ten stary elektroniczny instrument. Przypomniały mi się lata 70. początki stylu fusion i nagrania grupy Emerson Lake & Palmer.
- Nigel przypomniał mi tą kompozycją swojego idola George'a Duke'a, że grałem w jego zespole w 1976 r. - powiedział Scofield. Nigell Hall pokazał, co potrafi przesiadając się od mooga do fendera, od organów do syntezatora. Program koncertu był nastawiony na publiczność o różnorodnych zainteresowaniach. Posłuchaliśmy znakomitego bluesa, były motywy country, a na koniec nawet rock and roll w starym stylu Chucka Berry'ego. To był najmniej jazzowy występ amerykańskiego gitarzysty jaki widziałem, ale zauważyli to zapewne tylko bywalcy jazzowych koncertów. - Gdzie dziś gra się prawdziwy jazz? - zapytał mnie jeden z kolegów opuszczając Salę Kongresową. - W klubach - odpowiedziałem mu. John Scofield grał jednak jazzowe improwizacje, nie były one tak wyrafinowane, jak podczas występu z triem Medeski Martin & Wood, ale wtedy miał obok wybitnych muzyków, którzy dopingowali go do ciekawszej gry. Nie wiem, jaką muzykę gra się dziś na scenach w Bamako, stolicy Mali. Chociaż duet niewidomych artystów z tego kraju Amadou & Mariam otworzył koncert porywającą kompozycją „Welcome to Mali", to miałem wrażenie, że jestem na widowni w Paryżu, gdzie afrykańscy wykonawcy znaleźli swój azyl i możliwość zarabiania pieniędzy. Musieli też złożyć daninę - wzbogacić brzmienie muzyki afrykańskiej o elementy rocka i popu. W trakcie koncertu utwierdzałem się w przekonaniu, że jest odwrotnie. To współczesny pop rock z afrykańskimi rytmami. Nawet Amadou grający solówkę na gitarze starał się zbliżyć do europejskich standardów. Podobał mi się taniec dwóch chórzystek, które skutecznie odwracały moją uwagę od głównych wykonawców. To żadna wada, że muzyka uległa globalizacji. Dzięki temu stanowi silniejszy magnes dla publiczności, a ortodoksi i tak znajdą koncerty czy nagrania ich satysfakcjonujące. Najważniejsze, że słuchacze opuszczali Sali Kongresową zadowoleni z dobrej zabawy, jaką dostarczyła im Era Jazzu. Marek Dusza
Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA