fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Świat

Integracja europejska po bawarsku

Mieszkańcy Bawarii są szczególnie przywiązani do miejscowych tradycji (na zdjęciu parada z okazji święta strzelców alpejskich) (fot. Matthias Schrader)
AP
CSU chce powstrzymać tendencję do przekazywania Unii coraz większych kompetencji
Konieczne jest określenie granic integracji europejskiej – żąda partner koalicyjny rządu Angeli Merkel. Zdaniem bawarskich chadeków, gdyby się miało okazać, że granice zostały już przekroczone, to Bruksela musiałaby z powrotem oddać część uzyskanych w procesie integracji kompetencji w ręce państw narodowych.
CSU opracowała już w tej sprawie memorandum i liczy na to, że zostanie ono przyjęte ze zrozumieniem przez jej partnerów koalicyjnych: CDU i FDP. Rządzące Bawarią ugrupowanie, niekryjące sceptycyzmu wobec planów pogłębiania integracji europejskiej, ostrzega przed automatycznym przekazywaniem Brukseli coraz szerszych kompetencji. „Władza UE zwiększa się z każdym kryzysem, ale kryzysy nie są od tego mniejsze" – czytamy w memorandum podpisanym przez sekretarza generalnego CSU
Alexandra Dobrindta. Postulaty zawarte w memorandum nie są wprawdzie nowe, ale pierwszy raz zostały ujęte w formie partyjnego dokumentu i będą podstawą szerokiej dyskusji w CSU. Właśnie teraz, gdy ważą się losy pomocy dla zbankrutowanej Grecji i wielu partnerów Niemiec domaga się od Berlina okazania solidarności w ratowaniu zarówno Grecji, jak i euro. Kanclerz Merkel zapewnia wprawdzie, że pomoc dla Grecji jest konieczna, ale posługuje się przy tym coraz częściej populistyczną retoryką, ganiąc państwa będące w kłopotach finansowych za nadmierne przywileje socjalne. Jest to adresowane do niemieckich wyborców, którzy tracą z dnia na dzień zaufanie do UE i instytucji europejskich.
– To, co proponuje obecnie CSU, można traktować jako wyraz troski o pieniądze niemieckich podatników – tłumaczy politolog prof. Werner Patzelt. Bawarczycy pragną uświadomić, zwłaszcza swoim wyborcom, że niemiecki rząd nie ma prawa wyrzec się kontroli nad środkami pomocowymi dla Grecji czy Portugalii. Na to się jednak nie zanosi, co rodzi podejrzenie, że CSU wykorzystuje obecną sytuację do zamanifestowania eurosceptycyzmu, licząc na uznanie wyborców.
Nie jest to zjawisko nowe. Były szef niemieckiej dyplomacji Joschka Fischer już dwa lata temu zwracał uwagę, że rozpoczął się proces „renacjonalizacji" niemieckiej polityki zagranicznej. Jego zdaniem odchodzenie od  wizerunku zjednoczonej Europy jako bytu, bez którego Niemcy nie mogą istnieć, odbywa się spontanicznie.
Kryzys euro kierunek ten utrwala. Oto dość symptomatyczny przykład. Gdy Kai-Olaf Henkel, były szef Stowarzyszenie Niemieckiego Przemysłu (BDI), najpotężniejszej w Niemczech organizacji lobbystycznej, przedstawiał niedawno swą książkę „Rettet unser Geld!" („Ratujcie nasze pieniądze"), w prezentacji uczestniczył Rainer Brüderle, wtedy minister gospodarki w rządzie Merkel, obecnie szef frakcji FDP w Bundestagu. Nie polemizował zbytnio z tezami autora, który domaga się wyjścia Grecji ze strefy euro i natychmiastowego zatrzymania procesu przekształcania UE w „unię transferową", czyli finansowania państw będących w kłopotach.
– Moja obecność tutaj jest częścią publicznej debaty nad tymi kwestiami – tłumaczył Brüderle. Dziś kilkunastu posłów FDP oraz niemało z CSU i CDU mówi otwarcie, że Grecja to beczka bez dna: nie ma mowy o sypaniu do niej niemieckich euro.
Oficjalna strona CSU www.csu.de
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA