fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Ekonomia

Barcampy - spotkania informatyków z inwestorami

AFP
Polskę oplotła sieć spotkań z branży IT. Aula Polska, NetCamp, EastCamp, DemoCamp. Młodzi pokazują swoje pomysły na e-biznesy, a inwestorzy wyławiają najlepsze
Wydział Mechatroniki Politechniki Warszawskiej. Na drzwiach tabliczki z nazwami zachodnich i polskich firm, jak Zeiss czy MediTech., które chętnie zatrudniają absolwentów uczelni. Duże koncerny technologiczne organizują spotkania dla studentów, którzy już na trzecim, czwartym roku zasilą jej szeregi.
Na końcu korytarza aula na 150 osób. Tu promuje się alternatywę dla ciepłej posadki. Spotkania Auli Polskiej odbywają się co miesiąc. Jej twórcy chcą, by młodzi Polacy zakładali własne firmy.
– Jeden inżynier w Google'u to jeden umarły start-up – przypomina krążącą tu opinię współzałożyciel Auli Marcin Zaremba. Pomysł jest prosty: założyciele trzech, czterech innowacyjnych start-upów (młodych przedsiębiorstw działających w Internecie) mają 15 minut, żeby przedstawić swój projekt publiczności. O mijającym czasie przypomina nieubłagany gong. Aulę odwiedzają tłumnie biznesmeni, twórcy e-biznesów i inwestorzy. Gośćmi spotkania są przedstawiciele prężnie działających firm (np. Gadu-Gadu czy Allegro) albo prawnicy, którzy doradzają, jak nie zginąć w sieci.
Podczas ostatniej styczniowej Auli zaprezentował się pierwszy polski portal, który pozwala na projektowanie wnętrz online – DekorProjekt. – Działamy od września, a już zarabiamy na siebie – mówi Anna Sadowska, prezes firmy. Pracując jako projektant wnętrz, zauważyła, że ludzie często przychodzą do niej ze zdjęciami z gazety czy innymi gotowymi projektami, które chcieliby przenieść do swego domu. Teraz mogą to zrobić przez Internet. Za 5 tys. zł korzystają z porad architekta online, który dostosowuje wybraną propozycję do wymiarów ich mieszkania, dobiera materiały, oferuje zniżki w sklepach meblowych.
 
 
Najlepszy team do zakładania internetowego start-upu to para ludzi: zdolny programista i menedżer
– mówi Marcin Zaremba. W JakDojade.pl  „maczały palce" jednak trzy osoby: Bartosz Burek, student poznańskiej Akademii Ekonomicznej, oraz Artur Szychta i Mikołaj Grajek po tamtejszej Politechnice. – Jedna osoba do kontaktów i organizacji, jedna kreatywna, i trzecia, która jest w stanie świetnie wykonać to, co ta druga wymyśli – tłumaczy podczas wystąpienia Artur odpowiedzialny za kreację. Koledzy skrzyknęli się na studiach, kiedy Artur i Mikołaj stworzyli w ramach pracy inżynierskiej aplikację nawigacyjną na komórki.
– Postanowiliśmy skomercjalizować pomysł i stworzyliśmy program pozwalający na planowanie podróży środkami komunikacji miejskiej. Najpierw w Poznaniu. Pozyskaliśmy pięciu współudziałowców, profesorów z uczelni i biznesmenów z rynku nawigacji satelitarnej. Na początku nie mieliśmy wielkich funduszy, staraliśmy się działać tak, by zminimalizować koszty. Teraz z naszych rozwiązań korzysta Zumi, zarabiamy na reklamach np. CitiBanku, Nokii, BZ WBK – opowiada Burek.
Start-up dostał 220 tys. zł z programu unijnego „Innowacyjna gospodarka" w ramach działania 8.1. Za to wdrożyli
JakDojade.pl na stronach przewoźników Krakowa i Warszawy. – Początkowo korzystaliśmy z rozkładów jazdy na przystankach, a teraz przewoźnicy sami wysyłają nam zmiany w rozkładach jazdy – mówił na Auli Artur Szychta. Aplikację wciąż utrzymuje dwóch programistów, dzięki czemu nie muszą korzystać ze współpracy z venture capital, które często zabierają młodym przedsiębiorcom większość udziałów. Laureaci corocznej nagrody Auli, Aulera, i drugiego miejsca na prestiżowym Demo-campie w Poznaniu mówią, że opowiadają o swoim pomyśle, żeby natchnąć innych młodych zdolnych do założenia własnego start-upu. – Ale trzeba też uważać, żeby nie zdradzić firmowych tajemnic, bo na takie eventy przychodzą ludzie z dużą wiedzą o branży i technologii – dodaje Burek.
Qtravel.pl dopiero zaczyna swoją przygodę z internetowym biznesem. Grupka znajomych działająca od lat w branży turystycznej postanowiła zmienić to, co zawsze ich denerwowało.
– Kiedy klienci poszukiwali konkretnej oferty wycieczki, tonęliśmy w morzu papierów albo długo przeszukiwaliśmy Google'a – opowiada Tomasz Kolaszyński. – Postanowiliśmy stworzyć wyszukiwarkę stricte turystyczną, kontekstową, taką, która spośród tysiąca śmieci internetowych wydobędzie wakacyjne perełki.
Z sali, która na bieżąco komentuje kolejne prezentacje, podnoszą się głosy sprzeciwu. – Wpisałem do waszej wyszukiwarki rejs w Chorwacji. Wyszły dwie odpowiedzi.
– Ciągle udoskonalamy nasze produkty – ripostuje Kolaszyński. Qtravel udało się pozyskać inwestora z branży odzieży ochronnej, który nie ma nic wspólnego z Internetem ani z turystyką. – Ja tylko dużo podróżuję – śmieje się Adam Walas, współwłaściciel firmy Adrich, polskiego lidera w branży... jednorazowego obuwia dla szpitali. Walas skontaktował się z Qtravel dzięki portalowi PolBAN, który łączy inwestorów z właścicielami firm.
– Spodobała mi się innowacyjność pomysłu – mówi. Zapewnia, że ma poniżej 50 proc. udziałów w firmie, nie zdradza, ile.
Listonic.pl to przykład sukcesu studentów politechniki łódzkiej. – Dla nas kluczowe okazało się stypendium w Wielkiej Brytanii, w nie najlepszej uczelni w Coventry. Kładziono tam nacisk, by każdy pomysł studenta przekładał się na biznes – mówi Filip Miłoszewski.
– Polskie uczelnie wypuszczają świetnych koderów, programistów, techników, dokładniejszych niż ci w Anglii. Ale nie uczą podejścia biznesowego. Zamiast tego promują idealne technicznie wykonanie zadania oraz przygotowanie żmudnego opisu i dokumentacji. To zabija przedsiębiorczość.
Po powrocie z Anglii trzech stypendystów zaprzyjaźnia się i tworzy stronę internetową, z której można ściągnąć darmową aplikację na telefon komórkowy lub komputer, dzielić listę zakupów z rodziną, kupić potrzebne produkty w internetowym supermarkecie i delikatesach. Współpracują z firmą Orange, chcą zarabiać na reklamie kontekstowej, czyli takiej, która wyświetla się przy produktach, kiedy użytkownik tworzy listę zakupów.
– Firma ma zacząć przynosić dochody w przyszłym roku. Teraz zatrudniamy siedem osób – mówi Miłoszewski. Nie byłoby to możliwe bez inwestora, w ich przypadku venture capital, który wypatrzył młodych informatyków po wygranej w konkursie Łódzki Akcelerator. – Czy żałuję, że firma nie jest już tylko naszą własnością? – zastanawia się Miłoszewski. – Ciężko jest dzielić się tortem, ale jeśli można go 100 razy bardziej napompować... Inwestor oprócz kapitału przekazuje nam bezcenne doświadczenie i kontakty w Warszawie. Jesteśmy traktowani poważniej.
 
 
Inwestorów, aniołów biznesu i venture capital przyciąga do internetowych start-upów Unia Europejska. Dotacja na działanie 3.1 z programu „Innowacyjna gospodarka" jest przeznaczona dla funduszy, które będą inwestować w innowacyjne przedsiębiorstwa – a innowacyjne to w dzisiejszych czasach internetowe – przekonuje Bartłomiej Gula ze Speed Up, które otrzymało 20 milionów złotych na dofinansowanie 20 start-upów i inkubację kolejnych 100.
Jak nieoficjalnie przyznają twórcy Auli, unijna interwencja sprawiła, że jest więcej inwestorów niż ciekawych pomysłów na e-biznes. Venture capital i aniołowie biznesu wprost biją się o nie.
– To inwestycje, które przy niewielkich wkładach, bo nie trzeba kupować maszyn, wynajmować magazynów czy wielu pracowników, przynoszą spore dochody – zachęca Gula.
Ale młodzi mogą także sami, tak jak JakDojadę.pl zdobyć unijne pieniądze – z działania 8.1 i 8.2. Na cały program „Innowacyjna gospodarka" do 2013 roku przeznaczono prawie 10 mld. euro. Aby zainwestować w start-up czasem wystarczy kilkadziesiąt tysięcy i zdolna ekipa, innym razem mogą to być dwa miliony.
 
 
Barcampy, nieformalne, prowadzone w luźnej atmosferze spotkania osób z branży internetowej, na których nawiązują oni kontakty i przedstawiają nowe pomysły, powstały w słynnej Dolinie Krzemowej w Kaliforni. Potem przez Londyn rozlały się na świat – opowiada współorganizator pierwszych polskich barcampów Adam Zygadlewicz z Fundacji Polak 2.0. – W Polsce za mało ludzi chce opowiadać o swoich pomysłach. Nie możemy zorganizować klasycznego spotkania „no agenda", na którym nie wiadomo, co się wydarzy, a lista prelegentów jest ustalana na żywo. – tłumaczy – Marzy mi się impreza taka jak ostatnio w Londynie. Spośród 250 uczestników 200 opowiadało o pomysłach w trakcie dziesięciu równoległych sesji. Można się było dowiedzieć nie tylko, jak rozwiązać ściśle techniczny problem IT, ale także, jak zrobić sushi, whisky czy tworzyć muzykę z trzasków płyty.
Nasze barcampy są mniej spektakularne, ale spełniają praktyczny cel: pomagają połączyć młodych biznesmenów z inwestorami i zachęcają do „pójścia na swoje" w epoce Internetu.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA