Wiadomości

Kreml za Katyń was wciąż nie przeprosił

Władimir Bukowski
Fotorzepa, Raf Rafał Guz
Lech Kaczyński nie powinien był lecieć do Katynia. Powinien zademonstrować swój sprzeciw wobec działań Kremla, który nie wyjaśnił zbrodni, lecz ograniczył się do kilku gładkich, ogólnych stwierdzeń – mówi były sowiecki dysydent Władimir Bukowski w rozmowie z Piotrem Zychowiczem
Co mówi się o katastrofie polskiego samolotu prezydenckiego wśród rosyjskich przeciwników Kremla? Władimir Bukowski: No cóż, wszelkie informacje czerpiemy z mediów. Nie mamy jakiejś wiedzy tajemnej. Możemy tylko obserwować to, co się dzieje, i wyciągać wnioski. Dla mnie wiele rzeczy w całej sprawie jest niejasnych.
Niejasnych? Niejasne jest to, że wiele osób nie czeka na wyniki śledztwa, już wie, co się stało. „Winę ponoszą Polscy piloci, a być może nawet sam prezydent Lech Kaczyński, który miał na nich wywrzeć presję”. Brzmi to rzeczywiście prawdopodobnie, pewnie tak się stało, ale może powinniśmy jednak poczekać na wyniki śledztwa. Na to, aż eksperci zbadają czarne skrzynki, jak naprawdę wyglądał dialog wieży i pilotów. Scenariusz mógł być inny, niż się wydaje? Mógł. Proszę zwrócić uwagę, że to strona rosyjska od początku próbuje obarczyć odpowiedzialnością Polaków. To od niej pochodzą wszystkie informacje. I dziwię się, że wielu Polaków to bezrefleksyjnie powtarza. Czy w Polsce istnieje słowo „bardak”? Czasem go się używa. Chodzi o bałagan? Mniej więcej. „Bardak” to najlepsze określenie tego, co dzieje się na rosyjskich lotniskach. Totalny chaos, niekompetencja, nieporządek, zły stan techniczny sprzętu. Być może oni byli źle przygotowani do przyjmowania samolotów w takich warunkach pogodowych. Pewien rosyjski inżynier, były szef lotniska Moskwa-Wnukowo, umieścił w Internecie analizę, w której dowodzi, że wieża mogła nie zdawać sobie sprawy z tego, że mgła jest aż tak gęsta. Z tego, co wiem, smoleńskie lotnisko jest obecnie przekształcane z wojskowego na cywilne, a to tylko powiększa panujący tam bałagan. Wieża mogła więc na przykład podać złe współrzędne, źle pokierować pilotów. W Polsce pojawiły się już teorie spiskowe. Tak, wiem – sabotaż. Mamy do czynienia z reżymem opartym na bardzo nieprzyjemnych ludziach wywodzących się z sowieckich służb specjalnych, co zapewne rodzi podobne spekulacje. Żeby jednak twierdzić takie rzeczy, trzeba mieć żelazne dowody. Tych jednak nie ma. Sam fakt, że reżym Putina skorzystał na katastrofie – wszyscy wiemy, że na pokładzie byli najważniejsi polscy krytycy Kremla – nie oznacza, że to jego robota. Apeluję więc o cierpliwość. Dajmy działać ekspertom. To, że do katastrofy doszło nieopodal Katynia, jest niezwykle symboliczne. To prawda. Znów na wasz naród spadło wielkie nieszczęście i znów w tym samym miejscu. Jakiś czas temu udzielałem na ten temat wywiadu pewnemu polskiemu dziennikarzowi i powiedziałem mu, że nie rozumiem, po co prezydent Kaczyński tam leci. To, że kilka dni wcześniej był tam spolegliwy wobec Kremla Tusk, nie dziwiło mnie, ale Kaczyński... Dlaczego miałby nie lecieć? Aby zademonstrować swój sprzeciw wobec działań Rosji. Kreml nie przeprosił za masakrę waszych oficerów i, co ważniejsze, nie przekazał wam dokumentów z postsowieckich archiwów dotyczących zbrodni katyńskiej, na których tak bardzo wam zależy. Nie ujawnił nazwisk winnych masakry, nie chce wznowić śledztwa. Czyli nie dał wam nic oprócz kilku gładkich, ogólnych stwierdzeń na polsko-rosyjskich uroczystościach w Katyniu 7 kwietnia. Wiele osób w Polsce odczytało mowę Putina jako sygnał, że coś się zmienia. Wiem, i jestem tym zdumiony. Czytałem to przemówienie bardzo dokładnie i uważam je za bardzo złe. Mówił niemal wyłącznie o „totalitarnym reżymie”, o „totalitaryzmie”. Nie bardzo było jednak wiadomo właściwie, który ma na myśli. Czy komunizm, czy też może narodowy socjalizm. A może oba. Raz tylko wspomniał o „stalinowskich represjach”. Ogólna myśl była jednak taka, że wszystkich nas mordowali (nie wiadomo kto), że wszyscy byliśmy ofiarami, więc teraz już właściwie nie ma już o co się spierać. Każdy, kto myśli inaczej, jest oszołomem. To była bardzo przebiegle napisana mowa. Wiele osób musiało nad nią długo pracować. Dziwię się, że tylu Polaków się na to nabrało. Po katastrofie w Polsce znów chwalono zachowanie Putina. Pojawiły się nadzieje, że stosunki Moskwa – Warszawa będą teraz lepsze. Bardzo to poczciwe, ale obawiam się, że również bardzo naiwne. Putin działa według protokołu. To, co robią Rosjanie, jest standardem. To absolutne minimum. Gdy na twoim terytorium dochodzi do takiej katastrofy, to normalne, że wyrażasz żal, pomagasz w śledztwie. Proszę sobie wyobrazić, że takie nieszczęście, uchowaj Boże, wydarzyłoby się w Polsce. Na waszym terytorium ginie przywódca innego państwa. Co robicie? To samo, co teraz robią Rosjanie. Ekscytowanie się tym, że rosyjskie władze po prostu zachowują się normalnie, wydaje mi się więc nieporozumieniem. Przypomina mi to stary sowiecki dowcip. Pewien człowiek opowiada: „Spotkałem Lenina, spojrzał na mnie, odwrócił się i poszedł. A przecież mógł mnie zabić!”. Uważa pan, że na przełom w stosunkach polsko-rosyjskich nie ma co liczyć? Oczywiście, że nie. Problemy w relacjach obu państw, rozbieżne interesy, pozostaną. Rosja Putina uważa Polskę za część swojej strefy wpływów. Strefy utraconej, ale którą warto byłoby odzyskać. To stały, żelazny kierunek polityki tego reżymu. To, że na rosyjskim terytorium zginęło stu Polaków, tego kierunku nie zmieni. Władcom Kremla może być przykro, mogą czuć się nieswojo, bo przecież cały świat – choć nie mówi tego głośno – podejrzewa, że maczali w tym palce. Może więc teraz będą dla Polaków mili. Może powstrzymają się przez jakiś czas od agresywnych stwierdzeń i gestów wobec Polski. Niech Polacy nie dadzą się jednak zwieść. Liczą się czyny, a nie gesty. A zwykli Rosjanie? Ich współczucie było szczere? Zachowali się wspaniale. Polacy są traktowani przez nich z wielką sympatią, co szczególnie widać w ostatnich dniach. Polacy zresztą nigdy nie wzbudzali agresji czy wrogości wśród zwykłych Rosjan. Zawsze solidaryzowaliśmy się z „Solidarnością”. Nie ma między nami powodów do sporu, po upadku Związku Sowieckiego Polska i Rosja już właściwie ze sobą nie graniczą. Jeżeli wydarzenia ostatnich dni będą miały jakiś pozytywny skutek, to taki, że wszyscy Rosjanie dowiedzieli się o tym, co w 1940 roku stało się w Katyniu. Teraz będzie można już o tym swobodnie rozmawiać i dyskutować. Kłamstwo katyńskie już w Rosji nie przejdzie.
Źródło: rp.pl

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL