fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Kraj

Kiszczak rozjaśnia w głowach

Fotorzepa
- Nie zdziwiłbym się, gdyby popularność Okrągłego Stołu niebawem drastycznie spadła. Ujawniono bowiem, że był tam Lech Kaczyński. A jak gdzieś pojawiał się Kaczyński, to świadczy to o tym miejscu jak najgorzej – pisze Zdzisław Krasnodębski, filozof społeczny
Już od dawna niektórzy zacietrzewieni publicyści oraz historycy (IPN-owscy) usiłowali podważyć opinię, że generał Kiszczak jest człowiekiem honoru, któremu w dużej mierze zawdzięczamy demokrację i wolność w Polsce. Niektórzy, grzebiąc w życiorysie generała, obciążali go odpowiedzialnością za działalność komunistycznej służby bezpieczeństwa i różnych innych paskudnych służb.
[srodtytul]Błędy emeryta[/srodtytul]
Bardziej rozgarniętym i oświeconym Polakom, szczególnie inteligencji (a są to – zgodnie ze znaną definicją profesora Jedlickiego – ludzie czytający „Gazetę Wyborczą” i „Politykę”, niektórzy nawet oba tytuły, oraz – można dodać oglądający TVN 24), trudno było jednak uwierzyć w tę powodowaną – jak nie bez powodu przypuszczano – resentymentem i zawiścią, spiskową teorię.
I oto maska opadła. Na oczach nas wszystkich generał Kiszczak dokonał niebywale brutalnego aktu – przerwał wywiad z Bogdanem Rymanowskim dla TVN 24. W tym momencie zszokowani Polacy, w tym także inteligenci w wyżej zdefiniowanym sensie, nabrali uzasadnionego podejrzenia, że mają do czynienia nie ze spokojnym, schorowanym emerytem zasłużonym dla polskiej wolności, choć popełniającym we wczesnej młodości pewne, bliżej nieokreślone, błędy, lecz człowiekiem, który mógł w przeszłości mieć na sumieniu czyny co najmniej równie straszne i może mieć jakiś związek z niewyjaśnioną śmiercią księży Suchowolca i Niedzielaka.
[srodtytul]Człowiek reżimu[/srodtytul]
Jednak jak zwykle okazało się, że „Gazeta Wyborcza” ma rację – ocena człowieka nigdy nie bywa ani łatwa, ani jednoznaczna. Jednocześnie bowiem dzięki temu samemu generałowi Kiszczakowi wiemy obecnie lepiej, co sądzić o Okrągłym Stole. Otóż ujawnił on zdjęcia, na których wyraźnie widać, że w obradach uczestniczył także obecny prezydent Lech Kaczyński.
Dotychczas Polacy – także pół świata – byli przekonani, że Lech Kaczyński albo się dekował na uniwersytecie, pisząc prace o Leninie, albo jako beton pezetpeerowski walczył z tymi, którzy chcieli zmian demokratycznych w Polsce, a więc z ludźmi takimi jak Lech Wałęsa, Wojciech Jaruzelski, Czesław Kiszczak czy późniejsi przywódcy polskiej socjaldemokracji jak Aleksander Kwaśniewski, Józef Oleksy, Leszek Miller czy Jerzy Szmajdziński.
Na przykład w Niemczech utrwaliła się opinia – także wśród czytelników tak przychylnych Polsce gazet jak „Frankfurter Allgemeine Zeitung” (nie mówiąc już o „Tageszeitung”), że Lech Kaczyński, którego żadną miarą nie można porównać z ludźmi o tak nieposzlakowanej przeszłości i teraźniejszości jak Władimir Putin, to człowiek dawnego reżimu i jego wybór na prezydenta świadczy o tym, że Polacy nigdy nie byli tak przywiązani do wolności, jak na przykład obywatele dawnego NRD, o których bohaterskim oporze przeciw komunizmowi pisze się coraz więcej.Skoro jednak Lech Kaczyński był przy Okrągłym Stole, to sam ten stół ukazuje się nam w zupełnie innym – bardzo niekorzystnym – świetle. I nie jest ważne, czy – jak twierdzi Lech Wałęsa, ustępujący być może mędrzec Europy, czy rola Kaczyńskiego rzeczywiście była tylko usługowa. Nie zdziwiłbym się wcale, gdyby następne badania opinii publicznej pokazały, że liczba negatywnych ocen Okrągłego Stołu drastycznie wzrosła, zwłaszcza wśród wyborców PO i SLD oraz członków Business Centre Club. Wiadomo przecież, że jak gdzieś pojawia się Lech Kaczyński, świadczy to jak najgorzej o tym miejscu.
[srodtytul]Zabrać pióro[/srodtytul]
Ostatnio na przykład pojawił się artykuł prezydenta w „Washington Times”. I okazało się natychmiast, że jest to gazeta należąca do sekciarza. Jak wiadomo, w Polsce nie jest istotne, do kogo należy gazeta lub stacja telewizyjna, czy jej właściciel jest sekciarzem i z jakiej sekty, jaki ma paszport i ile ich ma.
W ogóle nie można o to pytać, bo to obraża niezależne dziennikarstwo polskie. Ale w przypadku gazety amerykańskiej jest to jak najbardziej ważne – wtedy gdy publikuje ona Kaczyńskiego. Słusznie więc szef MSZ zapowiada, że wyciągnie z tego faktu konsekwencje. Pewnie razem z ministrem Arabskim zabiorą teraz prezydentowi pióro.
[i]Autor jest socjologiem i filozofem społecznym, profesorem Uniwersytetu w Bremie i UKSW w Warszawie. Współpracuje z „Rzeczpospolitą”[/i]
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA