fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Terroryzm

Atak w Kopenhadze jak w Paryżu

Policjanci pilnują zaatakowanej synagogi w centrum Kopenhagi
AFP
Dwa zamachy w stolicy Danii: na zwolenników wolności wypowiedzi i na społeczność żydowską.

Nie żyją dwie osoby – słuchacz kawiarnianej debaty skupiającej się na karykaturach Mahometa oraz żydowski ochroniarz, który próbował strzec uczestników uroczystości bar micwy w głównej synagodze. Pięciu policjantów jest rannych. Po raz kolejny zamach przeżył szwedzki rysownik Lars Vilks.

Rząd uznał zamachy za terrorystyczne.

Jest też trzecia ofiara śmiertelna, terrorysta, którego policja zastrzeliła w niedzielę rano w pobliżu stacji Noerreport, największego w całej Danii punktu przesiadkowego (zatrzymuje się tam metro, kolej miejska i dalekobieżna). To on sprowokował policjantów, oddając do nich strzały. Niedaleko stacji są oba obiekty, które zaatakował, a także jego mieszkanie w najbardziej multikulturowej dzielnicy Kopenhagi.

Szef kontrwywiadu Jens Madsen przyznał na konferencji prasowej, że służby wcześniej interesowały się sprawcą. Żadnych szczegółów jednak nie podał, przede wszystkim, czy był radykalnym muzułmaninem. Stwierdził jedynie to, co i tak się samo narzucało, że inspiracją do zamachów były zapewne styczniowe ataki terrorystyczne w Paryżu – na redakcję „Charlie Hebdo" i żydowski supermarket.

Wieczorem policja podała, że zamachowcem był 22-latek z kryminalną przeszłością (gangi, kradzież broni). Urodzony w Danii. Ale nadal nieznane było jego nazwisko i to, czy był muzułmaninem (z rodziny imigranckiej lub konwertytą). Wcześniej policja dołożyła jeszcze jedną informację: nie przeszedł prawdopodobnie żadnego szkolenia w obozach dla dżihadystów na Bliskim Wschodzie (w przeciwieństwie do przynajmniej jednego z terrorystów islamskich, którzy zaatakowali we Francji).

– Ludzie są w szoku. Mieliśmy w przeszłości jeden nieudany zamach w wykonaniu Czeczena. Nawet w czasie kryzysu wywołanego pierwszą publikacją karykatur Mahometa w dzienniku „Jyllands-Posten" w 2005 roku nie doświadczaliśmy czegoś takiego jak teraz. Wtedy demonstracje odbywały się głównie poza Danią i ich celem było wymuszenie przez muzułmanów sankcji na duńskich firmach – mówi „Rz" Birgitte Vestermark z Duńskiego Radia.

Jak dodaje, muzułmanie w Danii są znacznie lepiej zintegrowani niż we Francji. Ale jeżeli chodzi o dżihadystów zasilających szeregi samozwańczego Państwa Islamskiego w Syrii i Iraku, to w stosunku do liczby mieszkańców znacznie więcej pochodzi z Danii niż Francji. Tylko Belgia wyprzedza pod tym względem Danię w całej Europie.

Muzułmanie stanowią około 4 proc. z 5,5 miliona mieszkańców i są już drugą grupą religijną po luteranach. W przeciwieństwie do Francji nie pochodzą głównie z Afryki Północnej, dominują Turcy, Kurdowie, Pakistańczycy i Palestyńczycy.

W sobotę po południu zamachowiec pojawił się w kawiarni Krudttoenden, gdzie się odbywała debata o sztuce, bluźnierstwie i swobodzie wypowiedzi. Uczestniczyli w niej Lars Vilks, szwedzki autor karykatur Mahometa, oraz Francois Zimeray, ambasador Francji, kraju, który w styczniu doświadczył najkrwawszego zamachu wymierzonego w wolność słowa.

Tak jak w paryskiej redakcji „Charlie Hebdo", i tu padły strzały, które oddał zamaskowany mężczyzna (początkowo mówiono, że dwóch, co jeszcze bardziej przypominałoby tamten zamach). Potem policzono, że oddał około 40 strzałów. Zginął jeden z uczestników spotkania, 55-latek. Trzech policjantów zostało rannych.

Brytyjska BBC otrzymała nagranie audio, z którego wynika, że strzały w kawiarni rozległy się, gdy jeden z uczestników debaty mówił o granicach swobody wypowiedzi. Policja odpowiedziała ogniem.

Głównym uczestnikom, rysownikowi Larsowi Vilksowi i ambasadorowi Francois Zimerayowi, nic się nie stało. Zimeray podziękował na Twitterze duńskiej policji za uratowanie życia. Do Kopenhagi w niedzielę przylecieli w ramach solidarności prezydent Francji Francois Hollande i szef MSW tego kraju.

Zamachowcowi udało się uciec samochodem, który potem porzucił. To też przypominało wydarzenia z Paryża, podobnie zachowywali się terroryści związani z jemeńską Al-Kaidą – bracia Kouachi, zanim po dwóch dniach policja nie namierzyła ich w zakładach drukarskich pod Paryżem.

Po zmroku zaatakował pod synagogą na ulicy Krystalgade, najważniejszą dla nielicznej wspólnoty żydowskiej (około 6500 przedstawicieli). Zabił ochroniarza, 37-letniego duńskiego Żyda. I uciekł pieszo. Kilka godzin później nie żył. Policja wkroczyła w niedzielę do kafejki internetowej w pobliżu zaatakowanych miejsc, zatrzymała dwóch podejrzanych.

Premier Helle Thorning-Schmidt obiecała, że w Danii będą chronione zarówno wolność słowa, jak i wspólnota żydowska. Czy to oznacza, że spokojny kraj zaroi się od uzbrojonych po zęby funkcjonariuszy? – Policja nie obnosi się z bronią, nie chodzi po ulicy z karabinami, i zapewne to się nie zmieni. Nie będzie chciała doprowadzić do swoistego wyścigu zbrojeń – mówi nam Birgitte Vestermark.

Rysownik Vilks powiedział mediom, że jest przekonany, że on miał być celem ataku. W przeszłości organizowano już na niego zamachy. W zeszłym roku za przygotowywanie kilka lat wcześniej zamachu na Vilksa została skazana na dziesięć lat więzienia Amerykanka Colleen LaRose, znana jako Dżihad Jane (przeszła na islam i rekrutowała terrorystów).

W 2007 roku Vilks narysował psa z głową Mahometa i od tego czasu jest jednym z najbardziej znienawidzonych ludzi przez dżihadystów.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA