Zdrowotne skutki legalizacji marihuany ocenił parlamentarny zespół ds. legalizacji marihuany, który w środę, podczas pierwszego posiedzenia, wybrał prezydium oraz zaplanował prace na kolejny rok.
Dostęp do medycznej marihuany, który zagwarantowała nowelizacja ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii, zwana ustawą Liroya, jest iluzoryczny. Na mocy art. 33a–33d surowce do sporządzania leków recepturowych zawierających kannabinoidy sprowadzają dwie firmy, głównie z Kanady. Od kiedy jednak kraj ten zalegalizował rekreacyjne palenie marihuany, występują tam kłopoty z dostępem do surowca.
Pacjenci, dla których środki zawierające kannabinoidy są jedyną możliwością walki z bólem (np. chorzy na nowotwór czy dzieci z padaczką lekooporną), występują więc do ministra zdrowia o refundację leku w ramach importu docelowego. Okazuje się, że bezskutecznie.
Czytaj także:
Medyczna marihuana w polskich aptekach
– Ministerstwo odmawia refundacji leków w ramach importu docelowego, tłumacząc, że chorzy mogą skorzystać z leków w Polsce. Tymczasem dopóki nie ma realnego dostępu do leków z medyczną marihuaną dla wszystkich potrzebujących, tzw. ustawa Liroya nie może być argumentem dla odmowy refundacji – mówi Paulina Kieszkowska-Knapik, adwokat, partner w kancelarii KRK Kieszkowska Rutkowska Kolasiński, która w tym roku wygrała dwie sprawy o refundację środków z kannabinoidami w ramach importu docelowego. Dodaje, że odmowa refundacji leku sprowadzanego z zagranicy narusza godność chorych, którzy nie mogą przyjmować innych, tradycyjnych środków przeciwbólowych.
– To osoby, dla których jest to jedyna dostępna terapia bólu, środek pozwalający im normalnie żyć, podczas gdy tradycyjne leki, na przykład opioidy, powodują, że nie są w stanie nawet wyjść z domu, bo np. cały dzień wymiotują albo mają inne straszne dolegliwości – tłumaczy mec. Kieszkowska-Knapik.