Zdrowie

Przez złą wycenę procedur szpitale nie mają za co leczyć

Fotorzepa, Danuta Matłoch
Na początku 2019 r. poznamy nową wycenę świadczeń medycznych – zapowiada minister zdrowia. Dziś większość oparta jest na nieaktualnych danych.

– Tylko 20 proc. JGP (jednorodnych grup pacjentów, służących do rozliczania procedur medycznych) jest oszacowanych – przyznał minister zdrowia Łukasz Szumowski. I zapewnił, że do końca tego roku taryfikacji zostanie poddanych co najmniej 80 proc. niewycenionych świadczeń. Nową taryfikację części z nich ministerstwo przedstawi już w lipcu, m.in. w okulistyce.

Prace nad kolejnymi wciąż trwają. Resort postanowił zmienić metodologię. Nie będzie się już opierał na sprawozdaniach, które do Agencji Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji (AOTMiT) wysyłały szpitale. Dane o rzeczywistych kosztach procedur zbierze w podległych sobie jednostkach – Centrum Zdrowia Dziecka, Instytucie Psychiatrii i Neurologii, Instytucie – Centrum Zdrowia Matki Polki w Łodzi i Instytucie Kardiologii w Aninie. Do każdego z nich wysłał taryfikatorów, którzy w ciągu pół roku przygotują wiarygodną wycenę świadczeń.

Minister Szumowski zdecydował się na retaryfikację po audycie przeprowadzonym w kilku instytutach. Okazało się, że niektóre z nich, np. w Centrum Onkologii, nie mogą się bilansować nie ze względu na złe zarządzanie, ale niedostateczną wycenę procedur. Dlatego minister chce je urealnić.

Zdaniem Marcina Pakulskiego, byłego prezesa Narodowego Funduszu Zdrowia i specjalisty zdrowia publicznego, do ponownej taryfikacji nadają się wszystkie dzisiejsze wyceny:

– Bo wszystkie się zdezaktualizowały. Choćby dlatego, że na ich rzeczywisty koszt wpływa swoimi decyzjami prezes NFZ. Może podnosić wycenę punktu, zmieniać mnożniki czy strukturę JGP – tłumaczy. I podaje przykład szpitali klinicznych, które za procedury dostają ok. 10–20 proc. więcej niż placówki nieszkolące przyszłych lekarzy. Wszystko przez to, że za dydaktykę podniesiono im mnożnik do 1,1–1,2.

Ostatnio zaś fundusz zmienił strukturę JGP, wyłączając z grupy ostrych zespołów wieńcowych (OZW), odpowiadającą za rozliczanie pacjentów z zawałem serca, niestabilną dławicą piersiową.

– Z grupy OZW zabrano „tańszych" pacjentów, którzy wpadając do grupy pacjentów do planowego udrażaniania tętnic, podnieśli jej koszty, bo zazwyczaj muszą być poddani zabiegowi od razu, co jest znacznie droższe – tłumaczy Marcin Pakulski.

Ekspert dodaje, że najważniejsze, by taryfy były aktualizowane na bieżąco.

– Wycena powinna być procesem ciągłym. Najlepiej tego dokonać, tworząc algorytmy, do których można podstawiać takie zmienne, jak podwyższenie płacy minimalnej, inflacji, cen wyrobów medycznych, mediów czy średniego wynagrodzenia dla poszczególnych grup zawodowych. Tylko to pozwoli utrzymać odpowiednią podaż świadczeń – tłumaczy Marcin Pakulski. Dodaje, że w modelu idealnym powinno się przyjąć wzór kosztów, które następnie będzie się negocjować z przedstawicielami szpitali. – Nie możemy zdać się w tej sprawie na regulujące rynek prawa popytu i podaży, bo konsekwencją może być wzrost śmiertelności – tłumaczy.

Pierwsze efekty prac taryfikatorów i specjalistów poznamy w lipcu, kiedy minister zdecydował się przedstawić nowe kryteria kwalifikowania do pilnych i planowych operacji zaćmy. Racjonalizacja kryteriów ma nawet trzykrotnie skrócić kolejki. Oczekiwanie na ten zabieg dziś wciąż liczy się w latach – na zabieg pilny wciąż trzeba czekać ponad 1,5 roku. Po zmianie kolejki mają się skrócić do zaledwie kilku miesięcy. ©?

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL