fbTrack
REKLAMA

Wspomnienia

Aleksander Doba. Rósł, opowiadając o przygodach

Aleksander Doba
Aleksander Doba (1946–2021)
AFP
Rodzina poinformowała, że podczas wspinaczki na Kilimandżaro czuł się dobrze, zasłabł dopiero po wejściu na szczyt.

Aleksander Doba był jednym z najsłynniejszych polskich podróżników. Imponował i inspirował. Lubił powtarzać za himalaistą Krzysztofem Wielickim, że lepiej żyć przez jeden dzień jak tygrys niż sto lat jak owca. Był zarówno tygrysem, jak i wilkiem morskim. Mając 65 lat, jako pierwszy przepłynął kajakiem Ocean Atlantycki, używając tylko siły własnych mięśni.

Latał szybowcem, pływał na jachcie i skakał ze spadochronem. Kiedy ludzie zaglądali mu w dowód, wyjaśniał, że wszyscy mamy ten sam wiek: dwudziesty pierwszy.

Miał w sobie coś z buntownika, który ucieka od cywilizacji, ale kocha świat. Nie znosił, kiedy ktoś nazywał go szaleńcem. Był inżynierem, co zobowiązywało. Unikał improwizacji, zawsze miał precyzyjny plan.

Szukał wyzwań, uważał się za turystę. Czytelnicy „National Geographic" w 2015 roku wybrali go na Podróżnika Roku. Dostał Krzyż Kawalerski Orderu Odrodzenia Polski i Medal Stulecia Odzyskanej Niepodległości.

Pierwszy raz wsiadł do kajaka, kiedy miał 34 lata. Opłynął Bałtyk i Bajkał, przemierzył polskie wybrzeże. Atlantyk samotnie pokonał trzykrotnie, zawsze inną trasą. Ostatnia wyprawa, z 2017 roku, była najtrudniejsza. Ruszył 7-kilogramową łupiną z New Jersey i w 110 dób – upierał się, żeby używać właśnie takiej miary – pokonał 8109 km i zacumował we francuskim Conquet. – Zakończyłem odyseję. Mam teraz spokój, więcej wypraw oceanicznych nie planuję – zapewniał.

Był wulkanem energii, charakteryzowały go żywy głos, ogień w oczach i ekspresyjna gestykulacja. Rósł, kiedy opowiadał o przygodach.

Bił wiosłem rekina, dwa razy na Amazonce napadli go rabusie. Podczas jednej z atlantyckich wypraw na 40 dni – albo dób – przepadł w Trójkącie Bermudzkim, a później narzekał, że nie zdołał rozwiązać jego tajemnicy.

– Patrzyłem, czy gdzieś jest ta dziura, w której leżą statki, albo czy na rufie nie ma nimfy gotowej wciągnąć mnie w głębiny oceanu. Chciałem być jak mój poprzednik Aleksander Wielki, który rozwiązał węzeł gordyjski, przecinając go mieczem, ale niestety nie zdążyłem. Zerwał się sztorm, który urwał mi ster i zagnał na Bermudy – opowiadał.

Marcin Macuk nakręcił o nim film dokumentalny „Happy Olo", dwa lata temu Doba trafił na okładkę magazynu „New York Timesa".

Wyjaśniał, że do szalonych podróży motywuje go ciekawość świata. – Jest wielki i piękny – mówił. – Wszystkiego nie zobaczę, a chciałbym chociaż tyle, ile będę w stanie. Wiek nie ma znaczenia dla ludzi, którzy chcą realizować marzenia.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA