fbTrack
REKLAMA

Wspomnienia

Pożegnaliśmy Wojtka Romańskiego, dziennikarza "Rzeczpospolitej"

fot. Robert Gardziński
Pożegnaliśmy dziś Wojtka Romańskiego. - Miarą człowieka jest pustka, jaką po sobie zostawia, gdy odchodzi - mówili jego przyjaciele podczas uroczystości pogrzebowej.

Tłumy przyszły w piątek na Powązki Wojskowe, aby pożegnać Wojtka Romańskiego. Wojtek, wieloletni dziennikarz i redaktor redakcji ekonomicznej "Rzeczpospolitej" zginął 28 października w wypadku samochodowym.

Świecka ceremonia pożegnania zgromadziła w domu przedpogrzebowym tyle osób, że spora część gości musiała stać na zewnątrz. - Miarę człowieka poznaje się po tym, jaką pustkę zostawia po sobie, gdy odejdzie - mówił prowadzący ceremonię.

Jak bardzo nieoczywistym człowiekiem był nasz przyjaciel, świadczą słowa jego bliskich, które padły podczas tej uroczystości. Pożegnalny list jego żony przeczytał prowadzący ceremonię, osobiste pożegnanie wygłosili też jego przyjaciel i fotograf, Paweł Rybałtowski, a także Bogusław Chrabota, redaktor naczelny "Rzeczpospolitej".

Chór "Singin' Warsaw", z którym Wojtek był mocno związany przez lata, i na którego występy zapraszał co chwila wszystkich znajomych, zaśpiewał poruszająco "Hallelujah" Leonarda Cohena. Wśród jego członków stała Zuzanna Romańska, córka Wojtka, której ojciec przekazał pasję do śpiewania i wprowadził do chóru.

Druga część pożegnania odbyła się już na Cmentarzu Bródnowskim, gdzie urna z prochami naszego Przyjaciela została złożona w grobie rodzinnym. Chór śpiewał hymn Budki Suflera "Jest taki samotny dom". W listopadowy dzień na cmentarzu ogromną siłę miały słowa "A po nocy przychodzi dzień, a po burzy spokój".

Na sam koniec wspominaliśmy Wojtka po dziennikarsku, w redakcji, przy jego biurku. Wspominaliśmy zawodowe początki Wojtka jako fotoreportera w periodyku Związku Mleczarzy, jego pasję motoryzacyjną, wieczne podróże i wspaniałe komentarze Wojtka, które dostawał do pisania za spóźnienia na spotkania redakcyjne.

"Fantastyczna postać. Takim go zapamiętam. Pasjonat swojej pracy, ale daleki od jakiejkolwiek zawodowej furii. Pamiętam dziesiątki rozmów przy redagowaniu jego zawsze kompetentnych, acz czasem dość skomplikowanych komentarzy. Sugestie chwytał w lot, zmiany nanosił błyskawicznie. Świetny warsztatowiec."

"Był Wojtek człowiekiem pełnym zapału, pasji, kochał motoryzację. O nowych modelach samochodów mógł opowiadać godzinami… Tak samo jak i o chórze, w którym śpiewał. Był człowiekiem pełnym ciepła i humoru. Zawsze chętny do pomocy i „kombatanckich” wspomnień. O wielu sprawach nie zdążyliśmy jednak pogadać… Wierzę, że kiedyś uda nam się to nadrobić"

"Wojtek miał fantastyczny dar opowiadania. Niemal każda nasza rozmowa przebiegała w ten sposób, że przypominał sobie jakąś anegdotę związaną z tematem, która prowadziła do następnej historii, która prowadziła do następnej. Papieros wypalony, autobus ucieka, ale trzeba stać i wysłuchać do końca, bo Wojtek opowiadał tak, że szkoda było przerywać."

"Nie sposób żegnać kogoś, kto był tak pełen życia. Wojtek był przepełniony pozytywną energią, lekkością bycia, inteligentnym sarkastycznym podejściem… taki nasz easy rider. Ale był też rzeczowy, miał dużą wiedzę, celne uwagi i lekkie pióro. Potrafił napisać szybko komentarz na prawie każdy temat, nieszablonowo go ujmując i błyskotliwie puentując. Sztuka dana nielicznym"

"Wpierw obcasy, potem tubalne „kochaniutki…”, a potem wchodził i… pewnie jeszcze długi czas będę odwracał głowę, myśląc, że to On idzie. Do zobaczenia, Wojti"

"Zawsze podziwiałem jego opanowanie: w sytuacjach krytycznych, gdy przed zamknięciem wydania nastroje osiągały stan wrzenia, zachowywał niezmącony spokój. Praca z Nim dawała duży komfort, przy tym świetnie pisał. Latem tego roku poznałem Wojtka z kompletnie innej strony: namówił mnie na koncert zespołu, w którym śpiewał. Niepojęte, że Go już nie ma"

"Mobilizator, aktywizator, pasjonat i profesjonalista a przede wszystkim wspaniały człowiek o dużym doświadczeniu. Otwarty na rzeczywistość i racjonalnie oceniający wszelkie przeszkody, których w życiu dziennikarza jest tak dużo. Dobry kumpel i wyśmienity redaktor - podpora działu ekonomicznego w walce o lepszą gazetę każdego dnia. W pogoni za newsem i rzetelną analizą - zawsze gotowy do pomocy"

"Wojtek był bardzo cierpliwy, chociaż niejeden raz dostawał do zredagowania „coś”, co do publikacji w ogóle się nie nadawało. I właściwie on pisał od początku, szybko – bo deadline. Tłumaczył mi jak pisze się lead, jakie teksty redaktorzy najchętniej publikują. Był dobrym nauczycielem"

"Wojtek, po prostu i aż Wojtek, człowiek w szaliku, z jego tanecznym, powłóczystym, charakterystycznym sposobem chodzenia… Zawsze uśmiechnięty, pomocny, otwarty, roztaczający aurę niesamowitej łagodności i spokoju. Zanurzony w kilkunastu tematach naraz, skutecznie opierał się ogólnemu biurowemu pośpiechowi i gorączce pracy w dzienniku… To Wojtek kontrolował czas a nie czas jego, zawsze z powodzeniem. „Kierowniczko… wszystko się zrobi…”. I robiło się"


"Nie pamiętam by narzekał. Zawsze znalazł jakieś dobre słowo. I pewnie dlatego był zawsze duszą towarzystwa i przy obiedzie dosiadało się do niego wokół mnóstwo osób. I wszyscy do łez śmiali się z jego anegdot. Ale był też świetnym dziennikarzem. Jego komentarze to była niezła literatura. Należał do tych, którzy naprawdę potrafili pisać, konstruować tekst, dobierać metafory i dodawać nieoczywiste pointy"

"Wojtek, wolny duch. Człowiek orkiestra. Bez końca można było z Nim rozmawiać o literaturze. Widział piękno książek i umiał się tym pięknem dzielić. Pożyczyłam Mu kiedyś Juliana Barnesa. Zachwycał się "Zgiełkiem czasu" i "Cytrynowym stolikiem". Teraz, dużo za wcześnie, sięgnął po swoją cytrynę. Do zobaczenia, Wojtku."

Cytaty pochodzą ze wspomnień przyjaciół i współpracowników Wojtka Romańskiego, które w całości można przeczytać tutaj.

Źródło: rp.pl
REKLAMA