Osoba wezwana na świadka musi się stawić - pod karą grzywny. Może ją zwolnić tylko zaświadczenie wydane przez lekarza sądowego. Ignorowanie wezwania może się skończyć nawet zatrzymaniem przez policję i przymusowym doprowadzeniem.
Świadek musi więc tak zaplanować swe obowiązki zawodowe, aby stawić się w wyznaczonym miejscu i czasie (przysługuje na to zwolnienie z pracy). Może się to wiązać z utratą przychodu, zwłaszcza, jeśli przesłuchanie trwa dłużej niż jeden dzień, a dojazd na miejsce wymaga np. całonocnej podróży.
Żeby dostać zwrot za utracony zarobek lub dochód, trzeba wykazać, że to tej utraty doszło i ile wynosi ta strata. Świadek ma na złożenie stosownego wniosku tylko trzy dni.
Rzecznik Praw Obywatelskich zwraca także uwagę, że zasady ustalania tych rekompensat mają prawie 30 lat – wysokość zwrotu wyliczana jest na podstawie płac osób zajmujących kierownicze stanowiska państwowe, a płace te ostatnio rosną dużo wolniej niż płaca minimalna. - Efekty dotknęły świadków - podkreśla RPO.
Dziś górną granicę należności zwrotu stanowi równowartość 4,6% kwoty bazowej dla osób zajmujących kierownicze stanowiska państwowe, której wysokość określa ustawa budżetowa. Zarówno w 2019 r., jak i w 2020 r., ten maksymalny pułap zwrotu był równy kwocie 82,31 zł.
Zdaniem Rzecznika kwota za cały dzień utraconego zarobku lub dochodu jest rażąco niska, jeśli weźmie się pod uwagę warunki gospodarcze na rynku. Jest ona też znacznie niższa od przeciętnego dziennego wynagrodzenia osoby otrzymującej płacę minimalną. Przeciętnie było to 102,80 zł w 2019 r. oraz 124,80 zł w 2020 r.
- Ten stan prawny wymaga pilnej interwencji ustawodawcy - uważa RPO.