fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

W sądzie i urzędzie

W urzędach kolejki do rejestracji auta, a za spóźnienie grożą kary

Adobe Stock
Sukcesu nie gwarantuje nawet zatrudnienie profesjonalnego „stacza" przed wydziałem komunikacji. A za spóźnienie, również nie z naszej winy, grożą kary.

W czasie pandemii wydziały komunikacji w całym kraju stanęły, a właściwie przeszły na pracę zdalną. Trudno więc zarejestrować w nich lub wyrejestrować pojazd. Tymczasem jeśli nie załatwimy tych spraw w ciągu miesiąca – grozi nam kara.

Czytaj także:

Zaraza przeszkadza

Od 1 stycznia br. skrócono ze 180 do 30 dni termin na urzędowe czynności związane ze zbyciem i nabyciem pojazdów. To powrót do rozwiązań, jakie obowiązywały do początku 2020 r. I choć samorządy alarmowały, że dłuższy termin powinien obowiązywać do dziś, tak się nie stało. Cierpią więc właściciele, bo urzędy w czasie zarazy pracują na pół gwizdka.

Przypomnijmy, od 1 stycznia przewidują 30 dni na zarejestrowanie pojazdu pochodzącego z zagranicy (pierwsza rejestracja na terenie kraju) i zgłoszenie zbycia lub nabycia pojazdu już wcześniej zarejestrowanego w kraju. Jeśli właściciel nie zmieści się w terminie, posypią się kary: od 200 do 1 tys zł. Karę nakłada na przykład starosta, a jej wysokość ma charakter uznaniowy.

Trudno jednak dotrzymać terminów, kiedy wydziały komunikacji pracują głównie zdalnie i na termin rejestracji trzeba czekać dwa, a nawet trzy tygodnie. Sprawdziliśmy, jak to wygląda w praktyce.

Tak jest np. w wydziale komunikacji w urzędzie w Ursusie.

– Trzeba czekać dwa, trzy tygodnie – poinformowano „Rz".

Dwa tygodnie trzeba czekać na Bielanach w Warszawie. Kilka dni w urzędach na Bemowie czy Ursynowie.

W Krakowie najpierw kilkudziesięciominutowa kolejka telefoniczna. W trakcie trzykrotnych prób usłyszeliśmy, że jesteśmy 27. w kolejce do połączenia. I przez wiele minut to się nie zmieniało. Wizyty w urzędzie nie pomagają, bo drzwi są zamknięte dla petentów. A to dopiero początek zmagań.

Nieco lepiej jest w Rzeszowie – tam udało się nam zapisać już na najbliższy czwartek na godz. 14.00. Niestety, nie jest to w urzędach regułą.

Sam nie możesz, wyręcz się

– W wielu miejscach w kraju czas oczekiwania na rejestrację pojazdu to nawet dwa miesiące. Są urzędy, w których bez pomocy wykwalifikowanych „staczy" w ogóle nie uzyskamy numerka. A jeśli jesteśmy np. właścicielem komisu i mamy do zarejestrowania kilkanaście aut, musimy stać sami albo wynajmować kogoś, kto nas w tym wyręczy, na każdą noc, nawet przez tydzień, dwa czy trzy – mówi „Rzeczpospolitej" Maciej Szymajda, prezes Stowarzyszenia Komisów, który na początku 2021 r. przeprowadził szczegółowe badania w tej sprawie.

Obowiązujące już w 2020 r. przepisy nakazywały rejestrację każdego używanego auta sprowadzonego z UE w ciągu 30 dni. Teoretycznie oznacza to, że każdy komis czy drobny handlarz po sprowadzeniu samochodu ma alternatywę: sprzedać samochód w ciągu 30 dni albo zarejestrować go na siebie i oferować go klientom już z polskimi tablicami rejestracyjnymi i z polskim dowodem rejestracyjnym.

Da się uprościć

Zmiany w prawie o ruchu drogowym miały też pomóc uporządkować sytuację w Centralnej Ewidencji Pojazdów i Kierowców. Dlatego, podobnie jak i w przypadku obowiązkowej rejestracji aut sprowadzanych z UE, w ciągu 30 dni kupujący i sprzedający muszą dokonać zgłoszenia pod groźbą kary administracyjnej. W tym przypadku nie ma dobrej drogi obejścia przepisów, gdyż umowa kupna prędzej czy później trafi do wydziału komunikacji, a na niej widnieje data. A ponieważ zgłoszenia musi dokonać i kupujący, i sprzedający, daty na dwóch egzemplarzach umowy muszą się zgadzać.

Jak można ułatwić życie właścicielom aut i kierowcom?

– Po pierwsze, należy usprawnić system zgłaszania nabycia i zbycia pojazdów – podpowiada Szymajda.

Po drugie, należy zastąpić obowiązek rejestracji pojazdów sprowadzonych z UE obowiązkiem zgłoszenia w ciągu 30 dni.

Po trzecie, odejść od obowiązkowej rejestracji czasowej z urzędu zgodnie z art. 74 ust. 2 ppkt 1 ustawy o ruchu drogowym. Właściciel każdego pojazdu w celu jego zarejestrowania/przerejestrowania musi udać się do wydziału komunikacji dwa razy. Pierwszy raz w celu zarejestrowania lub przerejestrowania pojazdu. Drugi raz, by odebrać dowód rejestracyjny i kartę pojazdu.

Po czwarte, trzeba usunąć obowiązek odnotowywania zgłoszeń nabycia i zbycia w karcie pojazdu oraz jasno uregulować właściwość miejscową dla tych czynności.

Kolejny problem to brak jasnego określenia w ustawie o ruchu drogowym właściwości miejscowej starostwa, które ma przyjąć zgłoszenie. W efekcie starostwa przerzucają się obowiązkami. Zapadły już pierwsze postanowienia Naczelnego Sądu Administracyjnego w tej kwestii, które wzajemnie się wykluczają.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA