fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Transport drogowy

Uber - szansa czy zagrożenie?

123RF
Patologie na rynku przewozu osób, na które powołują się taksówkarze, nie istnieją. Rząd musi chronić małych przedsiębiorców przed oligopolem – twierdzą eksperci, komentujący protest.

Warszawa, Poznań, Wrocław i Łódź – w tych miastach w poniedziałek tysiące taksówek blokowało ulice, domagając się uregulowania kwestii nielegalnych – ich zdaniem – przewoźników. Nie przypadkiem sparaliżowali ruch w miastach, w których działa Uber. Budząca kontrowersje amerykańska aplikacja, łącząca zwykłych kierowców z pasażerami, to obecnie największy wróg branży taxi na świecie.

W Warszawie powolna jazda 2 tys. taksówek doprowadziła do zakorkowania głównych arterii stolicy. – Mit nowoczesnego, wygodnego Ubera musi upaść – podkreśla Artur Oporski, szef Ele Taxi, członek komitetu protestacyjnego.

Krzysztof Urban, dyrektor zarządzający mytaxi w Polsce, twierdzi, że protest ma na celu obronę zasad uczciwej konkurencji na rynku przewozów w Polsce.

– Problemem jest brak jednoznacznego stanowiska rządzących w sprawie funkcjonujących na rynku nielegalnych przewoźników, którzy najczęściej pod przykrywką tzw. ekonomii współdzielenia działają w szarej strefie, wykonując tę samą usługę, co taksówkarze. Nie stosują się jednak do zapisów obowiązującego prawa, zgodnie z którymi muszą działać licencjonowani taksówkarze – tłumaczy.

Kierowcy Ubera nie mają licencji, taksometrów, nie płacą też np. wyższego ubezpieczenia.

– Aby konkurencja była uczciwa, wymogi jednakowo muszą dotyczyć wszystkich – twierdzi Urban.

Według Jarosława Iglikowskiego, szefa Związku Zawodowego Warszawski Taksówkarz, problem nie dotyczy tylko Ubera, ale także innych przewoźników. Protestujący zapowiedzieli, że jeśli poniedziałkowa akcja nie przyniesie rezultatu i rząd nie spełni ich postulatów, na jesieni korporacje zorganizują kolejny, ale już kilkudniowy strajk.

Eksperci jednak mają wątpliwości co do słuszności działań korporacji taxi. Arkadiusz Pączka, wicedyrektor Pracodawców RP, tłumaczy, że taksówkarze mają swoje przywileje i dość dobrze regulowany rynek, na którym działają.

– Mam wrażenie, że chcieliby całkowicie ograniczyć wszelkie formy przewozu osób i zagwarantować jedynie sobie możliwość działania. To sprzeczne z prawem UE, założeniami wolnego rynku oraz oczekiwaniami konsumentów – przekonuje.

Jak zaznacza, ograniczenia zawsze prowadzą do oligopolu, z którym już mamy do czynienia na rynku taxi, i wzrostu cen usług dla klientów.

Marek Kowalski z Federacji Przedsiębiorców Polskich mówi wprost: patologie na rynku przewozów, na które powołują się taksówkarze, nie istnieją.

– Są zjawiskiem incydentalnym. Większość małych przedsiębiorców, którzy oferują usługi przewozu, działa zgodnie z prawem, odprowadza podatki i składki ubezpieczeniowe. Rząd ma obowiązek ich chronić, nie można rezerwować przywilejów dla wybranych grup – podkreśla.

Jego zdaniem efektywne wdrożenie nowych technologii (jak np. Uber – red.) pozwoli na stworzenie nowych miejsc pracy i rozwój przedsiębiorczości – zapewnia Marek Kowalski.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA